RELACJA: Déjà vu

RELACJA: Déjà vu

Po raz trzeci w drugim etapie mecz Energi Czarnych rozegrał się według podobnego scenariusza: wysoko przegrana pierwsza kwarta, ambitna pogoń i brak sił w końcówce, by przechylić szalę na swoją stronę. Tym razem słupszczanie okazali się słabsi od PGE Turowa, przegrywając w stojącym pod znakiem defensywy spotkaniu w Zgorzelcu 56:68.

Początek spotkania należał niestety do gospodarzy, którzy świetnie walczyli o zbiórki w ataku, przez co ponawiali swoje akcje i zdobywali punkty. Szczególnie aktywny był Ivan Zigeranović i PGE Turów prowadził 7:2. Kapitalnym wsadem popisał się jednak Yemi Gadri-Nicholson, trójkę dorzucił Valdas Dabkus i gra szybko się wyrównała. Zgorzelczanie poprawili jednak grę w defensywie i zarówno Oded Brandwein, jak i Todd Abernethy mieli spore problemy z organizacją gry w ataku naszego zespołu. Dlatego też kolejny raz Energa Czarni wysoko przegrali pierwszą kwartę (21:13) i musieli odrabiać straty.

PGE Turów nie zamierzał jednak ułatwiać im tego zadania i już po trzech minutach drugiej kwarty jego przewaga była dwucyfrowa. Wystarczyło jednak, by słupszczanie zaczęli lepiej wykorzystywać przewagi Gadri-Nicholsona w strefie podkoszowej, a także zaczęły wpadać nierzadko dość szalone rzuty Brandweina, by prowadzenie gospodarzy się zmniejszyło. Wszystko było oczywiście efektem nieco lepszej obrony, niż w pierwszej kwarcie, ale ostatecznie do przerwy Energa Czarni wciąż przegrywali ośmioma punktami.

Druga połowa rozpoczęła się najgorzej, jak tylko mogła – gospodarze zdobyli siedem punktów z rzędu, a Energa Czarni pudłowali nawet przy najprostszych sytuacjach. Wyraźnie widoczny był brak Levi Knutsona, bez którego brakowało rozciągania obrony, która skupiała się na podkoszowych słupszczan. Indywidualne akcje Rodericka Trice’a pomogły nieco zmniejszyć stratę, a w ślad za Amerykaninem cały zespół zaczął lepiej bronić, zmuszając PGE Turów do m.in. dwóch błędów 24 sekund. W ostatniej akcji naszych koszykarzy w trzeciej kwarcie trójkę trafił Dutkiewicz, w odpowiedzi nie pozwoliliśmy na rzut rywalom i przed decydującą częścią gry było zaledwie 51:46 dla gospodarzy, choć przewaga zgorzelczan sięgała nawet 15 punktów.

Gdy słupszczanom udało się zbliżyć na zaledwie trzy punkty, od razu rzutem dystansowym popisał się Ivan Opacak. Był to początek serii PGE Turowa 12:2 i jednocześnie koniec marzeń kibiców Energi Czarnych o wygranej na tym niezwykle wymagającym terenie. W tym niezwykle defensywnym spotkaniu odrobienie kilkunastu punktów straty w zaledwie trzy minuty było w zasadzie niemożliwe. Tym samym kolejny raz rywal słupszczan wywalczoną w pierwszej kwarcie przewagę, mimo ambitnego pościgu naszych koszykarzy, utrzymał do samego końca.

Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Ivan Zigeranović, który nie pierwszy raz dobrze zagrał przeciwko naszej drużynie. Tym razem zdobył on 16 punktów, trafiając wszystkie swoje rzuty (7/7 z gry i 2/2 wolne). Dla Energi Czarnych tyle samo punktów zdobył Rocky Trice, ale zabrakło mu wsparcia ze strony kolegów, gdyż do kosza wpadał zaledwie co trzeci rzut słupszczan.

PGE Turów – Energa Czarni 68:56 (21:13, 17:17, 13:16, 17:10)

PGE Turów: Zigeranović 16, Opacak 11, Chyliński 10, Robinson 9, Kulig 9, Cel 8, Jackson 3, Micić 2, Aleksić, Stelmach.

Energa Czarni: Trice 16, Gadri-Nicholson 11, Brandwein 6, Nowakowski 5, Dutkiewicz 5, Dabkus 5, Abernethy 4, Tomaszek 2, Długosz.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."