RELACJA: Druga kwarta niemocy

RELACJA: Druga kwarta niemocy

Przez fatalnie rozegraną drugą kwartę i serię Trefla 21:2 Energa Czarni przegrali w Sopocie swój pierwszy mecz w play-off. Większość czasu dotrzymywali tempa rywalom, potrafili odrobić nawet 15 punktów straty, ale w decydujących momentach zabrakło im spokoju i precyzji. Mecz nr 2 w niedzielę.
W ERGO Arenie trudno było wyczuć atmosferę play-off, bowiem mimo darmowego wstępu dla studentów olbrzymia hala długo świeciła pustkami. Gdy rozpoczęła się gra, wszystko wróciło na właściwe tory. Od pierwszych minut nie brakowało walki, gracze obu ekip robili wszystko, by wybić się na prowadzenie. Pierwszym udało się to słupszczanom, którzy szybko wymusili pięć fauli rywali, a na dodatek świetnie grał Garrett Stutz. Energa Czarni prowadzili 14:8, a nasz środkowy miał 10 pkt. i 4 zb. Po chwili było już 20:13, a trener Maskoliunas zmuszony był prosić o czas.

Na początku drugiej kwarty, po pięciu punktach z rzędu Stutza (w tym trójce), Trefl remisował z Garrettem 15:15, a na tablicy widniał wynik 25:15 dla Energi Czarnych. W tym momencie nasi koszykarze… przestali grać. Pojawiły się błędy po obu stronach parkietu, przewinienia karane rzutami wolnymi, skuteczne i zespołowe akcje Trefla, który zanotował serię 15:2 i wyszedł na prowadzenie. Katastrofalnie grał Derrick Zimmerman, a Tomasz Śnieg miał już trzy faule. Popełniane seryjnie straty tylko napędzały Trefl, który wyciągnął swoją serię do 21:2 i przed przerwą Energa Czarni przegrywali 29:36.

Niestety piętnaście minut odpoczynku nie pomogło słupszczanom na wyrwanie się z letargu. Gospodarze od pierwszej akcji agresywnie zaatakowali, zdobywając pięć punktów bez odpowiedzi naszego zespołu. Energa Czarni wciąż wykazywali się przerażającą niemocą w ataku i byli pasywni w defensywie. Trefl powiększył swoje prowadzenie do nawet piętnastu punktów i całkowicie przejął mecz. W końcu słupszczanom udało się odrobić nieco strat dzięki serii 11:2, którą zakończyła celna trójka Josepha Taylora. Przed decydującą kwartą było więc już tylko 46:52 i nadzieja na wygraną odżyła.

Nasi koszykarze walczyli ze wszystkich sił, których niestety z każdą minutą mieli coraz mniej. Mimo to udało im się dość szybko zniwelować przewagę Trefla do 52:55. Niestety ponownie rzutami wolnymi, a po chwili trójką Vasiliauskasa, sopocianie odbudowali swoją przewagę, która po wsadzie Gadri-Nicholsona wynosiła 9 pkt. Trzy punkty zdobył jednak Zimmerman, a po chwili znakomicie obsłużył podaniem Stutza i było 60:64 na 2 minuty przed końcem. Niestety, niemal w ostatniej sekundzie akcji Trefla z ponad 7 metrów trójkę trafił Vasiliauskas, a ta okazała się kluczowa dla ostatecznego wyniku. Energa Czarni do ostatnich sekund walczyli o zmniejszenie strat i uzyskanie szansy na wygraną, ale gospodarze byli bardzo skuteczni z linii rzutów wolnych. Ostatecznie Trefl zwyciężył 77:71.

Nasi koszykarze nie zagrali w Sopocie złego spotkania, ale w obliczu swojej katastrofalnej postawy w drugiej kwarcie trudno było myśleć o ich zwycięstwie. Do wygrywania potrzebna jest zdecydowanie równiejsza gra. Cóż z tego, że kapitalnie gra Garrett Stutz i słupszczanie wychodzą na 10-punktowe prowadzenie, skoro chwilę później w dwie minuty popełniają pięć strat (!). Do wygrywania spotkań potrzebni są też strzelcy, których dziś po słupskiej stronie nie było. Jedyne celne trójki w meczu należały do środkowych, a obwodowi z gry trafiali mniej, niż co trzeci swój rzut. Mamy sporo do poprawy, ale i uzasadnione nadzieje na lepszy wynik już w niedzielę.

Trefl – Energa Czarni 77:71 (15:20, 21:9, 16:17, 25:25)

Trefl: Michalak 14, Jeter 13, Vasiliauskas 13, Leończyk 11, Gadri-Nicholson 10, Buterlevicius 9, Waczyński 4, Majstorović 2, Stefański 1, Roszyk.
Energa Czarni: Stutz 29, Gruszecki 10, Trice 7, Zimmerman 7, Śnieg 6, Taylor 5, Mokros 5, Borowski 2, Jarmakowicz.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."