RELACJA: Druga połowa AZS

RELACJA: Druga połowa AZS

Energa Czarni przegrali drugą połowę meczu w Koszalinie 25:43, mimo że od pierwszych minut znakomicie walczyli z AZS. Nasi koszykarze długo prowadzili, walczyli ze wszystkich sił o zwycięstwo, ale niestety w ostatnich minutach ich skuteczność spadła niemal do zera. Przegraliśmy w Koszalinie 68:76.

Derby od pierwszych minut były bardzo wyrównane, czego oczywiście można było się spodziewać. Dwie trójki Shiloha dały nam nadzieję na przejęcie meczu, ale podobnym wyczynem odgryzł się Szewczyk i minimalnie prowadził AZS. Eziukwu nie radził sobie z reprezentacyjnym środkowym, więc zastąpił go Trajkovski, który błyskawicznie zdobył 7 pkt., zablokował Woodsa i wyprowadził Energę Czarnych na prowadzenie 17:12. Niestety po czasie dla Igora Milicicia koszalinianie grali lepiej w obronie, a w ataku zaskoczył Artur Mielczarek, który zdobywając 6 pkt. z rzędu sprawił, że to gospodarze po 1 kwarcie prowadzili 22:21.

Druga część spotkania niewiele różniła się od pierwszej - do czasu. Po akcjach Eziukwu i Shiloh’a to słupszczanie wrócili na prowadzenie, a po trójce Mokrosa było 28:25. AZS nie dawał nam się rozkręcić, za trzy trafił dobrze dysponowany Vrabnc i wciąż wynik oscylował wokół remisu. Uaktywnił się jednak Karol Gruszecki, który od pierwszych minut kapitalnie radził sobie w obronie z Qyntelem Woodsem. Nasz skrzydłowy zdobył siedem punktów w 100 sekund, wliczając w to kapitalny rzut z 9 metrów - równo z syreną kończącą pierwszą połowę.

Na początku trzeciej kwarty bardziej agresywny był Woods, ale ponownie powstrzymał go Gruszecki. Kolejną trójkę jednak trafił Szewczyk i Energa Czarni wpadli w tarapaty. Co prawda trafiali jeszcze Gruszecki, Shiloh i Mokros, dając nam najwyższe prowadzenie 50:38, jednak pozwoliliśmy rywalom wrócić do gry. Głównie za sprawą Stelmacha, który z dogodnych pozycji nie mylił się zza łuku. Nawet trójka Seweryna niewiele zmieniła, ponieważ tym samym odpowiedział Austin i przed decydującą częścią gry AZS prowadził jednym punktem.

Ostatnią kwartę koszalinianie zaczęli od trzech trójek Vrbanca, Stelmacha i Austina, powiększając przewagę do 64:59. Energa Czarni mimo wszystko wciąż grali cierpliwie i po świetnym rzucie z dystansu Mokrosa był remis po 66. Niestety końcówka spotkania równała się wielu problemom naszych koszykarzy. Staraliśmy się odrabiać straty, ale osiem naszych ostatnich rzutów z dystansu to niecelne trójki - trafić próbował każdy.  Nie pomogły także pudła z linii rzutów wolnych i ostatecznie AZS zwyciężył derby 76:68.

- To, czy zagrałem najlepszy swój mecz w sezonie, czy nie, nie ma żadnego znaczenia w obliczu przegranej. Spudłowaliśmy kilka bardzo ważnych rzutów, rywale natomiast w tym czasie trafiali - mówił dla Polsatu nasz rozgrywający William Franklin.

Po raz kolejny sromotnie przegrana walka o zbiórki (19:33) była decydująca. Mimo niewielkiej ilości strat, nasi koszykarze przegrywając rywalizację na tablicach nie mogli wygrać tego spotkania. Kapitalna skuteczność z pierwszej połowy słabła z każdą kolejną minutą i niestety słupszczanie w końcówce pudłowali najważniejsze rzuty. Cieszy walka ze strony naszych zawodników, ale niestety koszalińska HWS pozostaje przez nas niezdobyta.

 AZS - Energa Czarni 76:68 (22:21, 11:22, 22:11, 21:14)

AZS: Vrbanc 17, Szewczyk 15, Swanson 11, Mielczarek 8, Woods 8, Austin 7, Stelmach 6, Sherman 4, Pacocha, Dąbrowski.

Energa Czarni: Mokros 15, Trajkovski 10, Gruszecki 10, Shiloh 10, Franklin 9 (10 as.), Eziukwu 9, Seweryn 3, Śnieg 2, Nowakowski.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."