RELACJA IBC: Pożegnanie z Pucharem…

RELACJA IBC: Pożegnanie z Pucharem…

…ale z podniesionymi głowami! Energa Czarni w rewanżowym spotkaniu z Anwilem mieli do odrobienia 12 punktów i choć nie zdołali odrobić strat, pokonali na własnym parkiecie włocławian 66:64. Nasi koszykarze zagrali w sporym osłabieniu, ale mimo to do ostatnich minut walczyli o awans do kolejnego etapu Intermarche Basket Cup. Najlepszy na parkiecie był Mateusz Kostrzewski.

Rewanżowemu spotkaniu Intermarché Basket Cup w słupskiej Gryfi przyglądało się liczne grono dzieci i młodzieży ze Słupska oraz regionu, zaproszone przez klub do udziału w tym sportowym wydarzeniu w ramach promocji koszykówki i zdrowego stylu życia. Słowo „przyglądało” może nie jest najlepsze, ponieważ najmłodsi kibice dawali z siebie wszystko i żywiołowym dopingiem zachęcali naszych koszykarzy do jak najlepszej gry. Na trybunach zasiedli uczniowie i podopieczni: Przedszkoli Miejskich nr 12 i 19 w Słupsku, Zespołu Szkół w Dębnicy Kaszubskiej (Gimnazjum), Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Ustce, Zespołu Szkół Ekonomicznych i Ogólnokształcących w Słupsku, Zespołu Szkół Agrotechnicznych w Słupsku, Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w Ustce, Gimnazjum nr 4 w Słupsku oraz Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych „Nauka” ze Słupska.

Do meczu przeciwko Anwilowi nasi koszykarze przystąpili osłabieni brakiem Todda Abernethy’ego, który z powodu urazu stopy najprawdopodobniej nie pojawi się już na parkiecie do końca roku, a także Marcina Dutkiewicza, odpoczywającego od gry z powodu infekcji, która doskwierała mu już podczas spotkania z Kotwicą.

Energa Czarni rozpoczęli bardzo dobrze, ponieważ od początku formą strzelecką wykazał się Levi Knutson. Po dwóch jego trójkach, a także jednej Valdasa Dabkusa, słupszczanie prowadzili 11:6, choć po drugiej stronie parkietu świetnie radził sobie Seid Hajrić. Skuteczne akcje na dystansie gospodarzy nie zniechęciły włocławian, którzy dla odmiany konsekwentnie grali pod kosz, gdzie umiejętnie wymuszali faule naszych graczy. Dobrze funkcjonowała także gra z kontry Anwilu, w przeciwieństwie do Energi Czarnych, którzy zbyt pospiesznie chcąc kończyć akcje tracili piłki. Dlatego też w końcówce kwarty na niewielkie prowadzenie wyszli goście, ale zostało one zniwelowane z linii rzutów wolnych. Remis uratował Yemi Gadri-Nicholson, który tylko w pierwszej kwarcie aż trzy razy blokował rywali.

Gdy nasz środkowy do bogatego repertuaru zagrań w defensywie dołożył również skuteczną grę w ataku, słupszczanie błyskawicznie odskoczyli na 31:24 po trójce Mateusza Kostrzewskiego (i asyście Nicholsona). Trener Milija Bogicević zmuszony został do zarządzenia przerwy, po której jego zespół prezentował się znacznie lepiej. Pięć punktów z rzędu zdobył Ruben Boykin i gra ponownie się wyrównała. Słupszczanie popełniali jednak błędy w ataku, a także wprowadzili nieco chaosu do swojej obrony zespołowej, przez co Anwil zakończył kwartę serią 8:1. Warto podkreślić, że przez ponad 15 minut pierwszej połowy na parkiecie przebywali na zmianę Szymon Długosz i Wojciech Osiński.

Drugą połowę Mateusz Kostrzewski rozpoczął tak, jak Levi Knutson pierwszą – czyli dwoma celnymi trójkami. Od tej pory to Energa Czarni byli stroną przeważającą i wydawało się, że przejmują powoli kontrolę nad meczem. Tym bardziej, że faulem technicznym ukarany został Marcus Ginyard i nasi koszykarze mieli szansę odskoczyć. Niestety, złą decyzję podjął Oded Brandwein i trener Lianrtas zdecydował się zdjąć go z boiska. Bez rozgrywającego gra słupszczan wyglądała jednak gorzej. Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty trzy razy z dystansu trafił Krzysztof Szubarga i karta zdecydowanie się odwróciła – Anwil prowadził 59:53.

Wtedy do gry włączył się walczący za dwóch Valdas Dabkus. Litwin zdobył sześć punktów, zebrał kilka piłek oraz sprytnie wymuszał faule, pomagając wyprowadzić słupszczan ponownie na prowadzenie 65:61. Na zegarze pozostawały trzy minuty i Energa Czarni mieli realne szanse na odrobienie dwunastopunktowej straty z Włocławka. Niestety, o ile nasi koszykarze świetnie radzili sobie w obronie i nie pozwalali Anwilowi na łatwe punkty, o tyle w ataku mylili się w niemal każdej sytuacji. Na dodatek mieliśmy problemy z zastawieniem bronionej tablicy, przez co rywale mogli ponawiać swoje akcje i grać jak najdłużej.

– Przygotowywaliśmy się do tego meczu tak, jak do każdego ligowego i w taki sam sposób go potraktowaliśmy. Kibice przychodzą na każdy mecz, kupują bilety i chcieliśmy im się za to odwdzięczyć pokazując się z jak najlepszej strony – mówił na gorąco po spotkaniu Wojciech Osiński. – Staramy się z Szymonem i Wojtkiem ze wszystkich sił, czasem nawet za mocno i wtedy nie wszystko nam wychodzi. Dla mnie to ogromna radość i satysfakcja, że mogę występować przed najlepszą publicznością w Polsce. Zawsze daję z siebie wszystko i mam nadzieję, że w ważniejszych meczach też będę otrzymywał od trenera szansę – dodał Osiński.

Energa Czarni – Anwil 66:64 (22:22, 14:17, 17:17, 13:8)

Energa Czarni: Kostrzewski 21, Dabkus 13, Brandwein 9, Gadri-Nicholson 8, Knutson 8, Tomaszek 4, Nowakowski 2, Długosz 1, Osiński.

Anwil: Szubarga 18, Hajrić 12, Boykin 11, Seweryn 6, Eitutavicius 6, Weeden 4, Bartosz 4, Sokołowski 2, Ginyard 1, Frasunkiewicz.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."