RELACJA Intermarché BC: Jedna połowa to za mało

RELACJA Intermarché BC: Jedna połowa to za mało

Energa Czarni byli zdecydowanie lepszym zespołem w meczu we Włocławku. Niestety, zdanie to jest prawdziwe jedynie w odniesieniu do pierwszej połowy, ponieważ drugą słupszczanie przegrali aż 45:28 i ostatecznie nie mieli szans na zwycięstwo. Anwil pokonał naszych koszykarzy 86:74, dzięki czemu jest bliżej awansu do kolejnej rundy Intermarché Basket Cup.
Energa Czarni do spotkania przystąpili bez mających problemy zdrowotne Valdasa Dabkusa i Todda Abernethy’ego, a w pierwszej piątce pojawił się Oded Brandwein. Anwil również był osłabiony brakiem Seida Hajricia i trener Milija Bogicević desygnował do wyjściowego składu Mateusza Bartosza. Jego słabości szybko wykorzystali Robert Tomaszek z Yemi’m Gadri-Nicholsonem i po dwóch minutach było 9:0 dla słupszczan! Bartosza szybko zastąpił Ryan Wright i Anwil grał lepiej , a dzięki celnym trójkom wrócił do gry. Nasi koszykarze dobrze radzili sobie jednak w obronie i po kolejnej serii punktowej wygrywali 25:18.

Na początku drugiej części meczu dwie akcje 2+1 wykończył atletyczny Marcus Ginyard, na zatrzymanie którego goście nie mieli pomysłu. Energa Czarni mimo to konsekwentnie grali pod kosz, utrzymywali znakomitą skuteczność rzutów za dwa punkty (ok. 70%) i różnica między zespołami była już dwucyfrowa. To jednak nie zraziło Anwilu, który głównie dzięki szybkiej grze i kontratakom nie zrywał kontaktu z dobrze dysponowanymi słupszczanami.

Biorąc pod uwagę braki kadrowe w naszym zespole oraz widma drugiej połowy w Koszalinie, po przewie można było się spodziewać, że Energa Czarni nie utrzymają intensywności z pierwszych 20 minut. Tak też się stało. Na cztery minuty przed końcem trzeciej kwarty Ginyard trafił z dystansu i doprowadził do remisu po 55. Od tego momentu gra toczyła się kosz za kosz i dopiero ostatnia akcja tej części gry przyniosła przełamanie Anwilu i pierwsze prowadzenie gospodarzy.

Gra naszego zespołu z każdą minutą wyglądała coraz gorzej – swojej drogi do kosza nie znajdywały rzuty, które zwykły wpadać i co gorsza, traciliśmy piłkę za piłką. Chwila dekoncentracji objawiła się również problemami w zastawianiu szczególnie bronionej tablicy, co owocowało ponowieniami rywali, którzy odskoczyli na 66:60. Po dwóch przerwach na żądanie Mariusa Linartasa Energa Czarni pozbierali się i na niecałe 3 minuty przed końcem meczu było tylko 71:70 dla Anwilu.

W tym momencie najlepiej byłoby już zakończyć to spotkanie. Niestety pozostały czas do końca meczu to pasmo błędów i popis nieskuteczności gości. Dwie straty popełnił Oded Brandwein i trener Linartas postanowił zastąpić go w ostatniej minucie Wojtkiem Jakubiakiem. Po drugiej stronie wszystkie złe decyzje Energi Czarnych wykorzystywali przeciwnicy z Krzysztofem Szubargą na czele, który sam zdobył w tym czasie 9 punktów. Niestety, trzy minuty błędów sprawiły, że przed rewanżem słupszczanie mają aż 12 punktów do odrobienia.

Najlepszymi zawodnikami naszej drużyny byli podkoszowi: Yemi Gadri-Nicholson (19 pkt., 13 zb.) i Robert Tomaszek (19 pkt., 10 zb.). Oded Brandwein w 36 minut miał 6 punktów i 4 asysty, ale też aż 4 straty i trafił zaledwie 2 z 9 rzutów z gry. Rewanżowa potyczka z Anwilem rozegrana zostanie na parkiecie Hali Gryfia w kolejną środę (12 grudnia) o godz. 18:15.

Anwil – Energa Czarni 86:74 (18:25, 23:21, 21:14, 24:14)

Anwil: Ginyard 20, Szubarga 18, Weeden 15, Boykin 11, Eitutavičius 6, Wright 6, Frasunkiewicz 5, Bartosz 4, Sokołowski 1, Seweryn.

Energa Czarni: Tomaszek 19, Nicholson 19, Dutkiewicz 16, Knutson 12, Brandwein 6, Kostrzewski 2, Nowakowski, Jakubiak.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."