RELACJA: Katastrofa w czwartej kwarcie

RELACJA: Katastrofa w czwartej kwarcie

Energa Czarni długo walczyli z Turowem jak równy z równym, ale w ostatniej kwarcie gra naszego zespołu całkowicie się posypała. Przegraliśmy wyraźnie, bo 67:85, w tym decydującą część gry aż 6:22. Tym samym na ośmiu skończyła się seria naszych zwycięstw.

Przez trzy kwarty nasi koszykarze nie rozgrywali może wybitnego spotkania, ale cały czas utrzymywali się bardzo blisko Turowa. Mało tego, w drugiej i trzeciej kwarcie mieliśmy prawdziwy rollercoaster, kiedy to przewaga przechodziła z rąk do rąk. Gdy goście prowadzili już siedmioma punktami, dwie trójki trafił Mokros i wygrywali Energa Czarni. Mistrzowie znów odskoczyli na sześć punktów, to wtedy z dystansu trafiali Blassingame, Nowakowski i Shiloh, dając remis.

Warto podkreślić, że dwóch zawodników z grona naszych najlepszych strzelców nie mogło odnaleźć swojej skuteczności. Pudłowali Karol Gruszecki (2/15 z gry) oraz Drago Pasalić (1/9), choć pierwszemu z nich dokuczał uraz nadgarstka i grał w stabilizatorze. Skrzydłowy przed czwartą kwartą zdecydował się go zdjąć, ale nic to już nie zmieniło.

- To był dla Karola zły wieczór, mecz był dla niego bardzo trudny. Podejmował jednak dobre decyzje, oddawał rzuty z takich pozycji, z jakich zazwyczaj trafia. Dziś niestety nie wychodziło - mówił po meczu trener Donaldas Kairys.

Mimo to, dzięki celnym trójkom i waleczności naszych koszykarzy wynik długo pozostawał sprawą otwartą. Na początku ostatniej części gry po rzucie Shiloh’a był remis po 63. Wtedy wszystko się posypało…

- Turów to wyśmienita drużyna, która gra na europejskim poziomie. Broniąc silnych zawodników grających tyłem do kosza straciliśmy bardzo dużo energii, ale trzymaliśmy się w grze dzięki celnym rzutom z dystansu. Niestety w ostatniej kwarcie wszystko było dla nas już znacznie trudniejsze, a piłka była cięższa. Mieliśmy tylko 10 strat w całym meczu, ale połowę z nich popełniliśmy w najważniejszych dla nas momentach - wyjaśniał Kairys.

Czwartą część meczu mistrzowie ze Zgorzelca wygrali aż 22:6, dzięki czemu zapewnili sobie dość okazałe zwycięstwo, które jednak nie oddaje do końca przebiegu całego spotkania. Przyjezdni po rzucie Shiloh’a na remis zanotowali serię 18:2, ustawiającą już końcówkę meczu. Nasi koszykarze wciąż jednak walczyli, ale pudła przytrafiały im się nawet z otwartych pozycji. Tym samym przegraliśmy pierwszy mecz po serii 8 wygranych z rzędu. Była to także pierwsza porażka w Gryfii od czasu meczu z Treflem w listopadzie ubiegłego roku.

- Moi zawodnicy dali z siebie więcej, niż maksimum możliwości. Mieliśmy mocno ograniczoną rotację i każdy doskonale wiedział, co musi robić. Swoją grą i postawą udowodniliśmy, że zasługujemy na tą wygraną. Wykonaliśmy bardzo dobrą pracę w obronie przy pick’n’rollach, znakomicie zbieraliśmy piłki, co pozwoliło nam powstrzymać Czarnych we własnej hali na zaledwie 67 punktach. To znakomity wynik - mówił trener Turowa Miodrag Rajković.

- Przepraszam kibiców za tą czwartą kwartę. Wiem, że oczekiwaliście bardziej wyrównanego meczu, ale niestety, to nie dzisiaj - zakończył trener Kairys.

W ostatniej kolejce sezonu zasadniczego Energa Czarni zmierzą się na wyjeździe z Polpharmą. Serdecznie zachęcamy wszystkich kibiców do udania się do Starogardu Gdańskiego i wspierania naszych koszykarzy na żywo. Szczegóły dotyczące wyjazdu można znaleźć na stronie SKSK - czarni.slupsk.pl.

Energa Czarni - PGE Turów 67:85 (18:22, 26:24, 17:17, 6:22)

Energa Czarni: Blassingame 17 (5 as.), Eziukwu 15 (6 zb.), Shiloh 11 (8 zb.), Mokros 8, Cesnauskis 5, Gruszecki 4 (10 zb.), Nowakowski 3, Pasalić 2, Borowski 2.

PGE Turów: Dylewicz 17, Czyż 17, Taylor 13, Jaramaz 10, Kulig 10, Natiażko 9, Chyliński 7, Moldoveanu 2.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."