RELACJA: Kwadrans to za mało

RELACJA: Kwadrans to za mało

Energa Czarni zagrali tak, jak przyzwyczaili swoich kibiców, zaledwie przez 15 minut niezwykle ważnego meczu w Gdyni. Niestety było to zbyt mało, by pokonać bardzo silne we własnej hali Asseco. Słupszczanie wywalczonej przez siebie dogrywce przegrali 79:84.

Od rozpoczęcia spotkania na gdyńskim parkiecie toczył się niezwykle wyrównany bój. Walka toczyła się kosz za kosz, lecz z niewielką przewagą gospodarzy. Dopiero po czterech minutach gry Energa Czarni wyszli na pierwsze prowadzenie 9:8, kiedy dobitkę zaliczył Michał Nowakowski. Gracze Asseco grali z wielkim zaangażowaniem, szczególnie w defensywie i nie pozwalali na zdobywanie łatwych punktów. O przerwę musiał prosić trener Kairys, ale nie przyniosła ona efektu, bowiem nasi koszykarze pudłowali z czystych pozycji z dystansu. Już pod koniec pierwszej kwarty swój debiut w barwach Energi Czarnych zanotował Mantas Cesnauskis i od razu trafił z dystansu! Niestety, w odpowiedzi świetnie grał Matczak i po pierwszej kwarcie przegrywaliśmy 13:19.

Na początku drugiej kwarty było już naprawdę źle, gdy po faulu niesportowym Pasalicia i punktach Waltona było 23:13.  Udało nam się odrobić nieco strat, ponieważ dobrze w ofensywie radził sobie Eziukwu, ale po chwili uaktywnił się Walton i znów o czas musiał prosić nasz szkoleniowiec. Mimo to Asseco zanotowało serię 10:1 i prowadziło nawet 36:21, a pod koniec kwarty 43:26. Na szczęście w ostatniej akcji pierwszej połowy trafił z dystansu Pasalić i przewaga gospodarzy nieco zmalała.

Po zmianie stron nasi koszykarze rzucili się do odrabiania strat i szybko udało im się zniwelować przewagę gdynian do ośmiu punktów. Inicjatywę ponownie odzyskało jednak Asseco, które po trójce Frasunkiewicza, a po chwili Matczaka prowadziło ponownie kilkunastoma punktami. My byliśmy konsekwentni w dogrywaniu piłek pod kosz, ale niestety Eziukwu pudłował wywalczone wolne. Po serii 7:0 gospodarzy przegrywaliśmy już nawet 42:59 i niewiele wskazywało na to, że sytuacja może się jeszcze odwrócić. Przed decydującą kwartą było 61:48 dla ekipy Davida Dedka.

Odważnie trener Kairys zdecydował się na posadzenie na ławce rezerwowych Blassingame’a, który tego dnia miał więcej strat niż asyst. Z dystansu trafiali Gruszecki i Shiloh, więc przewaga Asseco nieco zmalała. Nasi koszykarze uaktywnili się także w defensywie, a po drugiej stronie parkietu dwa wolne wykorzystał Cesnauskis, trójkę dorzucił Mokros i na niecałe 3 min. przed końcem meczu było zaledwie 66:63 dla gdynian.

Niestety w kluczowej akcji nie trafił Blassingame, a po zbiórce w ataku pomylił się Eziukwu. Chwilę później, choć wybroniliśmy, przy kolejnych rzutach z dystansu mylili się Mokros oraz JBlass. Mimo że w ostatniej minucie w końcu celną trójkę dołożył Shiloh (68:66), na 20 sekund przed końcem zepsuliśmy akcję, która mogła nam dać remis lub nawet prowadzenie.  Pewnie rzuty wolne wykorzystał Walton, ale w odpowiedzi Pasalić trafił za trzy. Taktycznie sfaulowany lider gdynian tym razem się pomylił, a kapitalnym slalomem popisał się Shiloh, który równo z syreną dał nam dogrywkę.

Frasunkiewicz za trzy, ale po chwili Gruszecki zrewanżował się tym samym. Galdikas ponownie dał prowadzenie gdynianom, a w kolejnej akcji kontuzji doznał walczący o zbiórkę Mokros. Na domiar złego kolejny raz spod kosza trafił litewski gigant gospodarzy i zza łuku Frasunkiewicz. Przewaga Asseco wyniosła aż sześć punktów i mimo ambitnej postawy, do końca nie udało już się jej zniwelować.

Asseco - Energa Czarni (19:13, 24:16, 18:19, 10:23, d. 13:8)

Asseco: Walton 28, Galdikas 19, Frasunkiewicz 15, Matczak 10, Parzeński 7, Szczotka 5, Kowalczyk 0, Żołnierewicz 0

Energa Czarni: Shiloh 19, Eziukwu 17, Gruszecki 17, Pasalic 8, Cesnauskis 6, Mokros 6, Blassingame 4, Nowakowski 2, Seweryn 0.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."