RELACJA: Mantastycznie!

RELACJA: Mantastycznie!

Mantas Cesnauskis ponownie będzie śnił się w koszmarach Wojciecha Kamińskiego. Rosa prowadziła w Słupsku nawet 20 punktami, ale w drugiej połowie nasi koszykarze znakomitą defensywą odrobili te straty. W ostatniej minucie Mantas trafił dwa kluczowe rzuty i - jak sam przyznał trener radomian - po raz trzeci pozbawił Kamińskiego wygranej w Słupsku. Energa Czarni zwyciężyli 74:71, wygrali ósmy mecz z rzędu i wciąż walczą o nawet drugie miejsce przed play-off!

Nie rozpoczęliśmy najlepiej, bo już po trzech minutach Rosa prowadziła 7:2 po trójce Witki i punktach spod kosza Taylora. Naszym problemem były straty oraz to, że pozwalaliśmy rywalom na ofensywne zbiórki. Szybko też wypełniliśmy limit fauli i rywale raz po raz wędrowali na linię rzutów wolnych, gdzie byli bardzo skuteczni. Pierwszą kwartę radomianie wygrali ostatecznie 22:15, trafiając 10 z 10 rzutów wolnych.

Już po dwóch akcjach drugiej kwarty przewaga rywali była dwucyfrowa. Po trójkach Sokołowskiego i Majewskiego przegrywaliśmy już 23:37. Nie pomogła nawet przerwa dla trenera Kairysa, po której kolejne punkty dla Rosy dołożył  wsadem Adams. Choć z dystansu w końcu udało się trafić Pasaliciowi, ponownie z daleka nie pomylił się Gibson, radomianie wykończyli kolejną kontrę i ich przewaga wzrosła do 20 punktów, notując serię 17:5. Ostatecznie do przerwy było 48:29.

Na drugą połowę nasi koszykarze wyszli bardziej skoncentrowani w obronie, co od razu przełożyło się na skuteczność po drugiej stronie parkietu. Szybko zanotowaliśmy serię 6:0 i zdenerwowany trener Kamiński przerwał grę czasem dla swojej drużyny. Wtedy zaczęła się świetna seria naszego zespołu, napędzana przez Blassingame’a. Nasi koszykarze zdobyli aż 13 pkt. bez odpowiedzi rywali i na pół minuty przed końcem kwarty zbliżyliśmy się na zaledwie 2 punkty! Przed decydującą częścią gry było 54:58, bo wolne trafił Sokołowski.

Spotkanie rozpoczęło się niemal od nowa i Energa Czarni robili wszystko, by przełamać rywali. Niestety cały czas różnica wynosiła 2-5 pkt., choć w międzyczasie trójki trafiali Nowakowski i Mokros, ale niestety drugi z nich w 35. min. popełnił piąty faul. W końcu, na 2,5 min. przed końcem, po rzucie Pasalicia, słupszczanie doprowadzili do remisu po 66. Gdy w kolejnej akcji z daleka trafił Gruszecki, Gryfia eksplodowała z radości, a o czas prosił Kamiński, bo Energa Czarni prowadzili 69:66.

Szybko rzutem z dystansu Gibson wyrównał i mieliśmy przed sobą niebywałą końcówkę. Na minutę przed końcem Mantas Cesnauskis trafił swoją pierwszą w tym sezonie w Gryfii trójkę i prowadziliśmy 3 pkt. Dwoma wolnymi część strat odrobił Mirković i Energa Czarni mieli w swoich rękach piłkę. Ta ponownie powędrowała do Mantasa, który z półdystansu przypieczętował nasze zwycięstwo! Rzut na dogrywkę Mirkovicia był nieskuteczny, ponieważ bronił go… Cesnauskis.

Do meczu, w którym już bardzo wysoko przegrywaliśmy, pozwoliła nam wrócić znakomita defensywa. Rosa w drugiej połowie zdobyła zaledwie 23 punkty, czyli mniej, niż w drugiej kwarcie! Udało nam się także opanować sytuację pod tablicami i ograniczyliśmy nasze straty. Nie byłoby oczywiście tego, gdyby nie niesamowite wsparcie ze strony kibiców, za które serdecznie dziękujemy. W najważniejszych momentach Gryfia dodała naszym koszykarzom Energi i teraz możemy się cieszyć wspólnym, ogromnie ważnym zwycięstwem.

Energa Czarni - Rosa 74:71 (15:22, 14:26, 25:10, 20:13)

Energa Czarni: Gruszecki 16 (5 zb.), Blassingame 13 (8 as.), Eziukwu 11 (5 zb.), Nowakowski 8 (5 zb.), Cesnauskis 7, Pasalić 7 (6 zb.), Mokros 5 (6 zb.), Borowski 4, Seweryn 3.

Rosa: Gibson 12, Taylor 12, Sokołowski 12, Majewski 11, Turek 8, Witka 6, Mirković 6, Adams 4, Szymkiewicz.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."