RELACJA: Miłe złego początki

RELACJA: Miłe złego początki

Energa Czarni świetnie rozpoczęli swój pojedynek z PGE Turowem, jednak im dalej w mecz, tym mieli więcej kłopotów. Nasi koszykarze nie zagrali zespołowo, poddali się defensywnej presji zgorzelczan i w konsekwencji przegrali ważny mecz z drużyną czołówki 71:78.

Energa Czarni bardzo zmobilizowani przystąpili do spotkania z PGE Turowem. Już od pierwszych minut nasi koszykarze imponowali szczelną obroną, a także rozsądną grą w ataku. Po trójce Marcina Dutkiewicza i dwóch akcjach Tomasza Śniega było 7:2. Chwilę później swoje show rozpoczął Rocky Trice. Nasz lider po pierwszym niecelnym rzucie w każdej kolejnej akcji był perfekcyjny. W dwie minuty zdobył osiem punktów i wyprowadził Energę Czarnych na prowadzenie 21:10. W odpowiedzi trener Miodrag Rajković zarządził agresywną defensywę z naciskiem na gracza z piłką, co nieco wybiło nasz zespół z gry. Po pierwszej kwarcie było 23:15.

Po wejściu zmienników słupszczanie utrzymywali przewagę. Po rzucie Derricka Zimmermana było 28:17, a chwilę później kapitalnym alley-oop’em popisał się Joseph Taylor. W rolę Trice’a z pierwszej kwarty wcielił się Jordan Hulls. Niestety Turów nabrał skuteczności z dystansu. Za trzy trafiali Mike Taylor, Damian Kulig, a J. P. Prince był nie do zatrzymania w swoich podkoszowych wjazdach. Po jego kontrze przewaga Energi Czarnych zmalała do zaledwie dwóch punktów, a kilkanaście sekund później wyrównał Zigeranović. Od tej chwili gra toczyła się kosz za kosz, jednak zgorzelczanie nie zdołali ani razu wyjść na prowadzenie. Do przerwy było 42:38.

Już po niecałych trzech minutach drugiej połowy swój czwarty faul popełnił sfrustrowany Prince, ale nie oznaczało to wcale, że słupszczanom będzie łatwo. Wręcz przeciwnie, również w grze naszego zespołu było sporo nerwów, co nierzadko kończyło się nieprzygotowanymi rzutami lub faulami przy skutecznych akcjach rywali. Nasi koszykarze nie grali już tak zespołowo, jak w pierwszych minutach, co od razu przynosiło swoje negatywne skutki. Po zagraniu Dylewicza w połowie trzeciej kwarty Turów wyszedł na swoje pierwsze prowadzenie 47:46. W sumie goście zanotowali serię 8:0, a Energa Czarni w ataku w zasadzie nie istnieli.

Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty Turów trafił trzy trójki (dwa razy Karolak, raz T. Taylor) bez żadnej odpowiedzi słupszczan i prowadził aż 66:52. Nasi koszykarze byli niestety bezradni. Starali się niwelować straty, ale ich rywale nie tylko dobrze bronili, ale również grali znakomicie w ataku, trafiając nierzadko bardzo trudne rzuty. Gdy na 2,5 min. przed zakończeniem spotkania na trójkę Michała Nowakowskiego tym samym, ale z większej odległości, przez ręce i równo z syreną kończącą akcję, odpowiedział Prince, było już pewne, że Energa Czarni po raz drugi przegrają w tym sezonie przed własną publicznością.

– Zaczęliśmy bardzo dobrze, zespołowo. Jednak już w drugiej kwarcie indywidualności wzięły górę, nasi zawodnicy grali pod siebie i nasza zespołowość zniknęła. Tak się nie da wygrywać meczów. Pozwoliliśmy rywalom na 15 zbiórek w ataku i nie trafialiśmy otwartych rzutów – komentował po meczu trener Andrej Urlep.

O braku zespołowości może świadczyć fakt, że słupszczanie mieli przez całe spotkanie tylko 10 asyst – o ponad 5 mniej, niż wynosi ich średnia. Było to wyrównanie najsłabszego w tym elemencie wyniku w tym sezonie (poprzednio tak mało asyst Energa Czarni zanotowali przeciwko AZS). Również w skuteczności rzutów za 3 pkt. nasi koszykarze rozegrali najgorszy swój mecz w rozgrywkach, trafiając zaledwie 4 z 13 rzutów (31%).

Energa Czarni – PGE Turów 71:78 (23:15, 19:23, 10:22, 19:18)
Energa Czarni: Trice 19 (2), Stutz 13, Hulls 12, Dutkiewicz 9 (1), Śnieg 6, Taylor 5, Zimmerman 4, Nowakowski 3 (1), Jarmakowicz, Mokros.
PGE Turów: Prince 22 (1), Kulig 17 (2), Dylewicz 11, Karolak 8 (2), M. Taylor 7 (1), T. Taylor 6 (1), Żigeranović 4, Stelmach 3 (1), Krestinin.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."