RELACJA: Miłe złego początki

RELACJA: Miłe złego początki

W pierwszej kwarcie było piekło, Gryfia grzmiała głośnym dopingiem, a Energa Czarni grali jak z nut i prowadzili 18:10. Później przyszła katastrofa - niewytłumaczalny brak skuteczności i będąca jego konsekwencją paskudna seria 4:32. Przegraliśmy z Turowem 54:74 i to mistrzowie Polski prowadzą w półfinale 2:1. My jednak wciąż mamy swoją szansę, musimy się zmobilizować i w czwartek pokazać prawdziwy pazur Czarnych Panter.

Po tym spotkaniu tak naprawdę tylko jedno jest pewne - Energa Czarni nie wywalczą awansu do finału na własnym parkiecie J. W czwartek rozegramy spotkanie nr 4 - tzw. mecz o życie, ponieważ tylko zwycięstwo przedłuży nasze szanse na ten historyczny sukces. Musimy być jednak przygotowani na zdeterminowanych rywali ze Zgorzelca, którzy już pokazali w tej serii, na co ich stać.

We wtorek zaczęło się bardzo dobrze, Gryfia huknęła już przed meczem i pełni energii przystąpiliśmy do spotkania. Świetnie grał Michał Nowakowski, który zdobył 8 z pierwszych 10 punktów naszego zespołu i prowadziliśmy 10:3. Rywali zmuszaliśmy do niewygodnych akcji, a sami graliśmy jak z nut i po trójce Mokrosa i wolnych Borowskiego było już 18:10. Wtedy z trudnych do wytłumaczenia przyczyn nasza gra całkowicie stanęła.

Turów przyspieszył, odnalazł skuteczność i umiejętnie wymuszał nasze przewinienia. Gdy dołożył do tego celne trójki, nasza energia całkowicie zniknęła. Po m.in. pięciu trafieniach z dystansu zgorzelczanie zanotowali w sumie serię 32:4, a wspomniane 4 pkt. to była cała nasza zdobycz w fatalnej drugiej kwarcie. Nie zatrzymała nas jednak wybitna obrona mistrzów kraju, ponieważ pudłowaliśmy nawet z otwartych, dobrze przygotowanych pozycji. Na początku trzeciej kwarty było już 22:42 i wynik meczu wydawał się przesądzony.

Jakiekolwiek próby odrabiania strat spotykały się z błyskawiczną odpowiedzią rozgrywających dobre spotkanie rywali. Dopiero w ostatniej kwarcie, gdy obrona Turowa nieco zelżała, udało nam się akcjami głównie Pasalicia uchronić się przed wstydliwym niezdobyciem nawet 50 pkt. w meczu. Zgorzelczanie wygrali całkowicie zasłużenie i prowadzą w serii do trzech wygranych 2:1.

Po raz kolejny potwierdziło się, że słaby mecz czarni_slupska Blassingame’a oznacza słaby mecz całej drużyny. Nasz lider całkowicie zawiódł, nie trafił ani jednego rzutu i miał aż 8 strat. Energa Czarni zanotowali skuteczność zaledwie 28,6% celnych rzutów z gry oraz pozwolili rywalom zebrać aż o 10 piłek więcej.

Choć wtorkowe spotkanie było w naszym wykonaniu fatalne, nie poddajemy się. W czwartek rozegramy czwarty mecz, który będzie nową historią, mogącą się zakończyć happy-endem. Potrzebne jest jednak Wasze wsparcie - tak wspaniałe, jak na początku tej przegranej bitwy.

Energa Czarni - PGE Turów 54:74 (18:18, 4:22, 11:19, 21:15)

Energa Czarni: Nowakowski 10, Shiloh 10 (6 zb.), Pasalić 9, Eziukwu 8 (10 zb.), Mokros 5, Cesnauskis 5, Borowski 4, Seweryn 3, Blassingame.

PGE Turów: Taylor 15, Chyliński 12, Kulig 11, Dylewicz 10, Czyż 8, Collins 6, Moldoveanu 5, Jaramaz 3, Natiażko 2, Wright 2, Gospodarek.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."