RELACJA: Mistrzowie silniejsi

RELACJA: Mistrzowie silniejsi

Niestety Energa Czarni nie zdołali drugi raz w tym sezonie pokonać mistrzów Polski z Zielonej Góry, choć rozegrali dobre spotkanie i niewiele im brakowało do końcowego sukcesu. Gracze Stelmetu w decydujących momentach grali jednak pewniej, dzięki czemu zwyciężyli w Słupsku 77:73.
W pierwszych minutach nasi koszykarze zaskoczyli Stelmet intensywną obroną, która szybko przyniosła trzy przechwyty i sześciopunktowe prowadzenie gospodarzy. Zielonogórzanie w kilka chwil zdołali się jednak otrząsnąć, z dystansu trafiali Ginyard i Zamojski, doprowadzając do remisu po 12. Niezłe wejście zaliczyli nasi rezerwowi, wśród których trzeci raz z rzędu znalazł się Rocky Trice. To właśnie on zapisał się szybkimi pięcioma punktami i po pierwszej kwarcie Energa Czarni prowadzili 19:18.
Gdy na początku drugiej kwarty przyjezdni w prosty sposób zdobyli pięć punktów i wyszli na pierwsze w meczu prowadzenie, słupszczanie nie zamierzali tak łatwo oddać pola gry. Wciąż priorytetem była jak najlepsza gra w obronie, lecz niestety nasi koszykarze nie wystrzegali się błędów. Trener Uvalin widząc problemy swoich zawodników zdecydował się na jednoczesną grę dwóch środkowych – Hrycaniuka i Dragicevicia – co sprawiło wiele kłopotów naszym podkoszowym. Dzięki dobrej grze Tomasza Śniega i Garretta Stutza wynik utrzymywał się w okolicy remisu i taki by pozostał, gdyby równo z syreną kończącą połowę z dystansu nie trafił Brackins, ustalając wynik na 34:37.

Przyjezdni w trzeciej kwarcie znakomicie radzili sobie przy rzutach z dystansu – trafiali Sroka, Zamojski, a także Koszarek. Energa Czarni mieli jednak tajną broń – dwa razy skutecznie za trzy, po raz pierwszy w sezonie, trafił Garrett Stutz i nasi koszykarze utrzymywali dystans do rywali. Niestety, w coraz bardziej nerwowej atmosferze, lepiej odnajdywali się mistrzowie Polski, którym nie przeszkadzały po 4 faule na koncie Hrycaniuka i Dragicevicia. Prowadzili już 54:47, ale znakomite dwie akcje po obu stronach parkietu rozegrał Jarosław Mokros i przed decydującą kwartą słupszczanie wciąż przegrywali zaledwie trzema punktami.

Stelmet wykończył jednak dwie akcje z rzędu i odbudował prowadzenie. Dzięki wciąż kapitalnej grze Stutza słupszczanie sprawnie odrobili większość strat, ale niestety równie szybko potrafili zniweczyć swój wysiłek, pozwalając rywalom na kilka prostych i bardzo skutecznych akcji. Było 59:67, do końca meczu pięć minut i niestety – w obliczu słabej organizacji ataku naszej drużyny – niewiele wskazywało na zmianę sytuacji. Energa Czarni rzucili się jeszcze do ostatniego ataku i zdołali zbliżyć się do przeciwników na 67:71, ale na więcej mistrzowie kraju już nie pozwolili.

Energa Czarni przegrali, ponieważ mimo znakomitej obrony, zdarzały im się drobne błędy, które błyskawicznie były wykorzystywane przez przyjezdnych. Ponadto słupszczanie zmarnowali kilka rzutów spod samego kosza (w tym w kontrach), które zazwyczaj są celne, a także kolejny raz nie popisali się z linii rzutów wolnych (12/20). W odniesieniu zwycięstwa nie pomógł rewelacyjny mecz w wykonaniu Garretta Stutza (25 pkt., 16 zb.), ani dobry występ Rocky’ego Trice’a (20 pkt., 6 zb., 4 as.), ponieważ brakowało punktów ze strony Jarosława Mokrosa (1/8 z gry) oraz przede wszystkim Jordana Hullsa (0/8 z gry). Wśród zielonogórzan aż pięciu zawodników zanotowało dwucyfrowe zdobycze punktowe.

Energa Czarni – Stelmet 73:77 (19:18, 15:19, 20:20, 19:20)

Energa Czarni: Stutz 25, Trice 20, Śnieg 10, Mokros 6, Gruszecki 5, Borowski 3, Zimmerman 2, Taylor 2, Hulls.
Stelmet: Zamojski 13, Koszarek 12, Dragicević 10, Chanas 10, Ginyard 10, Brackins 8, Hrycaniuk 6, Cesnauskis 3, Sroka 3, Eyenga 2.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."