RELACJA: Nerwy ze stali

RELACJA: Nerwy ze stali

Drugie spotkanie z rzędu Energa Czarni musieli udowadniać swoją wyższość nad rywalami w dogrywce. Tym razem w Szczecinie kapitalnie rozegrali dodatkowe pięć minut, zdobywając w ciągu nich aż 18 pkt., dzięki czemu wygrali cały mecz z King Wilkami Morskimi 101:94. To był popis zespołowej koszykówki.

Trener Mijatović od pierwszych minut pokazał, że styl prowadzenia przez niego zespołu nieco się zmienił. W pierwszej piątce pojawił się Łukasz Seweryn, a w ciągu 1 i 2 kwarty na parkiecie pojawiło się aż dziesięciu naszych zawodników. Słupszczanie dobrze zaczęli, pięć punktów z rzędu po odważnych akcjach zdobył Jarosław Mokros, trójkę dorzucił Seweryn i było 8:4, a po kontrze Kyle’a Shiloh’a nawet 12:6. Wariacką trójkę z 9 metrów trafił jednak Flieger, z półdystansu nie mylili się Kowalenko i Kikowski, dając prowadzenia Wilkom Morskim. Gospodarze byli bezbłędni w rzutach za dwa punkty (7/7), dzięki czemu pierwsza kwarta skończyła się jedynie minimalną przewagą Energi Czarnych (22:21).

Dwie akcje słupszczan po krótkiej przerwie nie przyniosły punktów, z drugiej strony było natomiast odwrotnie i szczecinianie prowadzili 25:21. Po czasie dla Mijatovicia szybko wróciliśmy na prowadzenie, imponując walką o zbiórki i grając bardzo szybko. Wymuszaliśmy sporo fauli i dzięki temu przeprowadziliśmy serię 6:0. Wilki Morskie były jednak wciąż bardzo skuteczne i nasza szybka gra obróciła się przeciwko nam. Kolejne kontry nie przynosiły punktów, a popełniane straty były jak woda na młyn podobnie, szybko grających szczecinian. Pierwszą połowę idealnie podsumował Trevor Releford, trafiając trójkę równo z końcową syreną, która dała gospodarzom remis 40:40.

Niestety fatalnie rozpoczęliśmy trzecią kwartę. Piłka po naszych rzutach - z dobrych pozycji - wykręcała się z kosza, a z drugiej strony dość szalone, ale bardzo skuteczne akcje przynosiły korzyści gospodarzom. Po dwóch zagraniach z rzędu Releforda i jego sześciu punktach Wilki Morskie prowadziły aż 48:42. Energa Czarni podrażnieni tą sytuacją zaczęli grać bardziej cierpliwie i dokładnie, w zdobywanie punktów włączył się Franklin i wspólnie z Gruszeckim doprowadzili do remisu. Kapitalnie grał jednak Releford i nawet punkty Trajkovskiego na niewiele się zdały, przed ostatnią kwartą wciąż prowadzili gospodarze - 64:62.

Na otwarcie ostatniej odsłony swój pierwszy rzut z gry trafił Mike Rosario, po chwili dorzucił drugą trójkę i nagle przewaga szczecinian wzrosła do 72:64. O czas musiał poprosić trener Mijatović, bowiem słupszczanie znaleźli się w bardzo trudnym położeniu. Co prawda szybko zdołaliśmy odrobić cztery punkty, ale momentalnie odpowiedział trzema wolnymi Rosario. Po akcji 2+1 Eziukwu przegrywaliśmy zaledwie 73:75, ale cóż z tego, skoro w dwóch kolejnych akcjach fatalnie spisaliśmy się w obronie i było 79:73, a nasi gracze ponownie zostali przywołani przez trenera.

Do końca spotkania pozostawały trzy minuty. Shiloh w ostatniej sekundzie akcji trafił za dwa i po kolejnych dwóch akcjach mógł być remis, ale Nowakowski i Gruszecki trafili tylko po jednym wolnym. Pierwszy z nich poprawił się jednak i kolejny raz będąc faulowanym już się nie pomylił. Do końca meczu pozostawało niecałe półtorej minuty, a na tablicy widniał wynik 79:79. Udało nam się wybronić jedną akcję, ale straciliśmy piłkę po zbiórce i wolne trafił Harris. W odpowiedzi pod kosz wjechał Franklin, a w kolejnej akcji piłkę Wilkom zabrał Nowakowski.

Oczywiście szczecinianie sfaulowali „Miśka”, który nie pomylił się z linii i było 83:81 na 18 sekund przed końcem. Zgodnie z filozofią trenera Mijatovicia faulowaliśmy, by piłka była w naszych rękach na ostatnią akcję. Podobnie jak w meczu z Asseco, gdy wolne trafił Walton, tym razem podobnie spisał się Releford. Zwycięstwo miał zapewnić nam Shiloh, ale jego rzut nad Rosario w ostatniej sekundzie regulaminowego czasu był niecelny i drugi raz z rzędu musieliśmy rozegrać dogrywkę.

Zaczęła się od 2+1 Eziukwu i rzutu z półdystansu Gruszeckiego, dającego nam pięciopunktowe prowadzenie. Odgryzali się Releford z Harrisem, ale znów nie mylił się nasz skrzydłowy. Cztery punkty z rzędu zdobył także Kyle Shiloh, ale po trójce Mazura na 92:94 ponownie zrobiło się nerwowo. Na szczęście znów pod koszem z faulem trafił Eziukwu, a dwa wolne Rosario tym samym zrównoważył Franklin. Rozpaczliwe trójki Releforda i Kikowskiego nie miały prawa wpaść do kosza i swoim czwartym wsadem w meczu w ostatniej sekundzie dogrywki wynik ustalił Eziukwu.

Aż sześciu naszych zawodników zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową, a double-double uzbierał William Franklin, notując 11 pkt. i znakomite 12 asyst.

King Wilki Morskie - Energa Czarni 94:101 (21:22, 19:18, 24:22, 19:21, 11:18)

King Wilki Morskie: Releford 27, Harris 16, Rosario 13, Flieger 10, Mazur 7, Gregory 7, Kowalenko 6, Pytyś 4, Kikowski 4, Majcherek.

Energa Czarni: Eziukwu 21, Shiloh 16 (8 zb.), Mokros 13 (6 zb.), Gruszecki 13, Trajkovski 12, Franklin 11 (12 as.), Seweryn 6, Nowakowski 5, Śnieg 4, Borowski.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."