RELACJA: Nie do pokonania

RELACJA: Nie do pokonania

Energa Czarni już czwarty raz w tym sezonie przegrali z Anwilem, w tym trzeci raz we Włocławku. Słupszczanie walczyli dosłownie do ostatniej sekundy, mieli w rękach piłkę na zwycięstwo, ale niestety Rocky Trice nie trafił z dystansu. Dla naszych koszykarzy ta przegrana może się okazać kluczowa w walce o pierwszą czwórkę.

Energa Czarni nie potrafili zrehabilitować się swoim kibicom po fatalnej przegranej z Rosą w pierwszej kolejce drugiego etapu. W środę we Włocławku, mając naprzeciw siebie Anwil już bez Deividasa Dulkysa, słupszczanie mieli wszystkie atuty w swoich rękach. Niestety, w czwartej kwarcie gospodarze przełamali wynik i uzyskali przewagę, której mimo ambitnej walki Energa Czarni nie byli w stanie już zniwelować.

Na pół minuty przed końcem nasi koszykarze przegrywali 68:77, a kibice Anwilu już śpiewali o tym, że mecz wygrała ich drużyna. Dopiero wtedy Energa Czarni na poważnie zabrali się do pracy. Rozegrali kilka rewelacyjnych akcji w obronie, a po drugiej stronie parkietu sprzyjało im szczęście – trójki trafili Jarosław Mokros i Rocky Trice, a faulowany przy rzucie z dystansu Michał Nowakowski dołożył trzy rzuty wolne. Na 7 sekund przed końcem defensywa słupszczan nie pozwoliła Anwilowi na wznowienie gry i piłka powędrowała w ich ręce. W decydującej akcji trafiła w ręce Trice’a, który mógł dać swojej drużynie zwycięstwo. Niestety kolejny rzut z dystansu nie okazał się już skuteczny.

– Za późno zaczęliśmy grać agresywnie w obronie. Wcześniej przespaliśmy kilka fragmentów tego spotkania, gdzieś uciekała nam koncentracja i nie graliśmy w defensywie tak, jak byśmy tego chcieli. Spudłowaliśmy też kilka prostych rzutów, a jak się ostatecznie okazało, każdy punkt miał ogromne znaczenie – mówił po meczu Jarosław Mokros.

Od początku było to bardzo wyrównane spotkanie. Najpierw dzięki celnym trójkom i dobrej grze Garretta Stutza Energa Czarni wypracowali sobie nawet dziewięciopunktową przewagę. Od stanu 20:11 gospodarze zdobyli jednak 9 punktów z rzędu i po prowadzeniu słupszczan pozostało tylko wspomnienie. W drugiej kwarcie trwała wyrównana walka kosz za kosz, ale dzięki zaskakująco aktywnemu Danilo Mijatoviciowi w końcu wynik udało się przełamać włocławianom. Od połowy tej części gry to słupszczanie musieli odrabiać straty.

O ile jeszcze w trzeciej kwarcie, mimo powtarzających się błędów, Energa Czarni utrzymywali różnicę możliwą do zniwelowania w 1-2 akcjach, o tyle wraz z jej końcem zaczęły się prawdziwe problemy naszego zespołu. Wystarczy wspomnieć, że w ostatniej minucie tej kwarty nasi rozgrywający popełnili trzy niewymuszone straty. Ostatnią część gry Anwil rozpoczął serią 11:2 i prowadził już 68:56. Przed wspomnianymi ostatnimi trzydziestoma sekundami, Energa Czarni zdołali odrobić zaledwie trzy punkty.

Druga przegrana w drugim spotkaniu drugiego etapu oznacza dla słupszczan spore kłopoty. Nasi koszykarze z bilansem 12:12 znajdują się na szóstej pozycji, a przed nimi plasują się właśnie Anwil i Rosa, z bilansem 14:10. Przed Energą Czarnymi jeszcze osiem spotkań z ligową czołówką i aby móc jeszcze myśleć o upragnionej pierwszej czwórce, muszą sprawić jakąś niespodziankę. Oby już w środę w Zielonej Górze.

Anwil – Energa Czarni 78:77 (20:22, 18:10, 19:22, 21:23)
Anwil: Mijatović 19, Callahan 19, Kostrzewski 14, Sokołowski 7, Hajrić 6, Graham 6, Pamuła 5, Witliński 2.

Energa Czarni: Trice 16, Mokros 16, Stutz 13, Hulls 9, Nowakowski 7, Zimmerman 6, Taylor 5, Śnieg 3, Jarmakowicz 2, Gruszecki.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."