RELACJA: Odwołaliśmy fetę w Radomiu!

RELACJA: Odwołaliśmy fetę w Radomiu!

Energa Czarni w Radomiu wrócili z dalekiej podróży, odrabiając 17-punktową stratę i zwyciężając w drugim meczu o brązowy medal 77:75. Spotkanie miało wielu bohaterów, ale szczególne brawa należą się Mantasowi Cesnauskisowi i Jarkowi Mokrosowi. Tym samym w środę Gryfia zapłonie już po raz ostatni w tym sezonie, zwycięzca weźmie wszystko!

ZDJĘCIA: Łukasz Capar

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Nie na taki początek nasi koszykarze się przygotowywali. Rywale rzucili się na nas od pierwszych minut i niemal nie mylili się w ataku, skutecznie podcinając skrzydła Energi Czarnych. Świetnie grali zwłaszcza Taylor i Turek, a nasze akcje kończyły się stratami lub trudnymi rzutami, które były nieskuteczne. Po niecałych 7. minutach gry było 25:8, a kibice Rosy już zaczynali świętowanie pierwszego w historii medalu dla swojego zespołu.

Po pierwszej kwarcie przegrywaliśmy 14:30 i trudno było przypuszczać, że losy meczu odmienią się tak szybko. Zaczęliśmy od serii 7:0, w której świetnie radził sobie Cesnauskis, ale 5 pkt. Jeszke ponownie dało Rosie 15 pkt. przewagi. Wtedy wkroczył nasz niezniszczalny Jarek Mokros, który w 40 sekund zdobył 10 punktów! Reszta zespołu błyskawicznie odczytała ten sygnał do ataku i z każdą minutą było coraz lepiej. Kolejne dwie trójki dołożył Cesnauskis, a gdy w następnej akcji Blassingame trafił spod kosza, Energa Czarni prowadzili 45:44.

Jednopunktowa zaliczka przed przerwą gwarantowała wielkie emocje po zmianie stron. Trzecia kwarta obfitowała w wiele porywających zagrań, przeplatanych kompletnie niezrozumiałymi decyzjami graczy obu zespołów. Walka stała na najwyższym poziomie, a wkradający się chaos tylko dopełniał emocjonujący obraz tego spotkania. Od stanu 55:50 pozwoliliśmy niestety rywalom na serię 8:0 i znów wpakowaliśmy się w kłopoty. Znów trójką podratował nas Mantas, ale ostatnie dwie akcje należały do Gibsona i Rosa prowadziła 66:62.

Wtedy do gry wkroczył kolejny bohater, Blassingame. Jego pięć pkt. otwierające kwartę szybko przywróciło grę do jednego posiadania, a po kolejnej trójce - oczywiście Cesnauskisa - było 72:68. Z daleka odpowiedział jednak Majewski i w połowie kwarty rozpoczęła się wojna nerwów. Na nasze szczęście, zazwyczaj nieźle trafiający z linii radomianie pudłowali swoje rzuty wolne (Adams, Turek, Mirković).

Kluczową dla losów meczu akcję, nie pierwszy raz w tym sezonie, wykonał Eziukwu, trafiając półhakiem na 40 sekund przed końcem (76:73). Dwa wolne trafił Sokołowki i po czasie dla Kairysa pewne było, że Rosa będzie szybko faulować. Na linię powędrował Jarek Mokros, ale trafił tylko raz. Gospodarze postawili wszystko na jedną kartę i koniecznie chcieli trafić za trzy. Najpierw pomylił się Mirković, zebrał i nie trafił też za dwa. Piłkę wywalczył jeszcze Majewski i oddał na rzut rozpaczy do Witki, ale nie miał on prawa wpaść.

Energa Czarni zwyciężyli po niezwykłych emocjach i odzyskali to, co utracili w minioną środę. Teraz czeka nas decydujący mecz, którego zwycięzca będzie cieszył się z brązowego medalu. Widzimy się w środę!

Rosa - Energa Czarni 75:77 (30:14, 16:33, 20:15, 9:15)

Rosa: Turek 16, Gibson 15, Taylor 14, Witka 13, Sokołowski 5, Jeszke 5, Mirković 3, Majewski 3, Adams 1, Szymkiewicz

Energa Czarni: Cesnauskis 19 (5/8 za 3), Blassingame 14 (7 as.), Eziukwu 12 (9 zb.), Mokros 11, Shiloh 9 (6 zb., 5 as.), Gruszecki 8, Nowakowski 2, Pasalić 2, Borowski.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."