RELACJA: Pierwsza wygrana Kairysa

RELACJA: Pierwsza wygrana Kairysa

Energa Czarni wygrali pierwszy mecz pod wodzą trenera Donaldasa Kairysa. Nasi koszykarze w starciu z MKS miewali słabsze momenty, ale spotkanie było pod ich kontrolą niemal przez cały czas. Tym samym słupszczanie powrócili na zwycięski szlak i mamy nadzieję, że i tym razem czeka nas seria wygranych.

Po dobrych na początku akcjach wykańczanych przez Kyle Shiloh’a i Jerela Blassingame’a Energa Czarni prowadzili 6:2, ale ich gra momentalnie przestała się układać. Rzuty z dobrych pozycji nie znajdywały drogi do kosza i póki obrona stała na wysokim poziomie, nie było powodów do niepokoju. MKS w końcu przełamał defensywę gospodarzy i w połowie kwarty prowadził 8:6, a trener Donaldas Kairys musiał prosić o przerwę. Choć już w pierwszej akcji po chwili odpoczynku kolejnym fatalnym rzutem spod samego kosza „popisał się” Eziukwu, gra Energi Czarnych w końcu wyglądała tak, jak powinna. Bardzo dobrze graliśmy w defensywie, wymuszając na rywalach rzuty z trudnych pozycji, a po drugiej stronie parkietu trafiliśmy aż cztery trójki, wychodząc na prowadzenie 18:10.

Od stanu 18:13 na początku drugiej kwarty nasi koszykarze zanotowali serię 14:3 i błyskawicznie wyszli na prowadzenie 32:16. Kapitalnie grał Blassingame, który w końcu trafiał z obwodu, poza nim w ataku wyróżniał się Shiloh, a swoją trójkę trafił także Seweryn. Po efektownym wsadzie Eziukwu Energa Czarni osiągnęli przewagę aż 18 pkt., ale MKS nie zamierzał się poddawać i powoli odrabiał straty. Dobrze grał Paweł Zmarlak, który w kontrze był niesportowo faulowany przez Mokrosa. Po chwili przy walce o zbiórkę nasz skrzydłowy został ukarany kolejnym faulem niesportowym i został wykluczony z gry. W ciągu kilku chwil nasi koszykarze zmarnowali niemal całą przewagę i na przerwę schodzili prowadząc zaledwie 41:39, a seria MKS wyniosła w sumie 18:0.

Na początku trzeciej kwarty niecodzienny popis dał Zmarlak, który w ciągu jednej akcji zdołał popełnić aż trzy przewinienia. Niestety kolejne dwa wolne spudłował Eziukwu, trójkę trafił Pepper i goście wyszli na pierwsze prowadzenie w meczu - 42:41. Nasi koszykarze mozolnie budowali jednak przewagę, wykorzystując w ofensywie Eziukwu, ale gdyby ten trafiał wolne, zadanie byłoby znacznie łatwiejsze. Nasz środkowy pierwszy raz nie pomylił się z linii dopiero przy siódmym (!) podejściu. Świetne wejście zanotował Tomasz Śnieg, który wykorzystując przewagę wzrostu nad Brownem trzy razy zagrał tyłem do kosza, przynosząc naszej drużynie w ten sposób 7 pkt. (2 rzuty i asysta na 2+1 do Trajkovskiego). Tym samym przed ostatnią kwartą prowadziliśmy dość bezpiecznie - 63:51.

Naszym koszykarzom nie pozostało więc nic innego, jak utrzymać przewagę do końca spotkania i postawić się graczom MKS w ich pogoni. Niestety w połowie kwarty z drobnym urazem parkiet opuścić musiał Shiloh, a z minuty na minutę rozkręcał się Myles McKay. To właśnie po jego trójce dąbrowianie zbliżyli się na siedem punktów, gdy na zegarze pozostawało do końca 100 sekund. Akcją 2+1 odpowiedział jednak Karol Gruszecki, potwierdzając, że ten mecz jest pod kontrolą Energi Czarnych i nic im już nie zabierze zwycięstwa.

Naszym najskuteczniejszym zawodnikiem był Jerel Blassingame, który zdobył w sumie 21 pkt., ale aż 19 z nich zanotował w pierwszej połowie. Nasz rozgrywający miał także 6 asyst. Bardzo dobry mecz rozegrał także Kyle Shiloh, który oprócz 17 pkt. miał aż 5 przechwytów. Double-double uzbierali  Callistus Eziukwu i Karol Gruszecki, autorzy odpowiednio 17 pkt. i 10 zb. oraz 13 pkt. i 11 zb. Najskuteczniejszy w MKS był Myles McKay, zdobywca 20 pkt. (14 w ostatniej kwarcie).

Energa Czarni - MKS 80:71 (18:13, 23:26, 22:12, 17:20)

Energa Czarni: Blassingame 21 (6 as.), Eziukwu 17 (10 zb.), Shiloh 17 (5 prz.), Gruszecki 13 (11 zb.), Śnieg 4, Trajkovski 3, Seweryn 3, Borowski 2, Mokros.

MKS: McKay 20, Pepper 19, Zmarlak 16, Weaver 7, Piechowicz 5, Szymański 2, Brown 2, Dziemba, Metelski, Małecki.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."