RELACJA: Pod kontrolą

RELACJA: Pod kontrolą

Seria 22:2 na przełomie pierwszej i drugiej połowie zapewniła nam pewne i w pełni kontrolowane zwycięstwo w Sopocie. Wspieranie przez liczną grupę słupskich kibiców Energa Czarni wygrali 61:49, mimo że popełnili bardzo dużo strat i fatalnie pudłowali wolne. Kluczem do zwycięstwa była wygrana walka o zbiórki i dobra defensywa, która zatrzymała rywali na szokująco niskiej skuteczności 24,5% z gry.

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Spotkanie zaczął festiwal błędów z naszej strony. Bardzo szybko przekroczyliśmy limit fauli - zajęło nam to niecałe trzy minuty, a co gorsze na ławkę powędrować musiał mający dwa przewinienia Cheikh Mbodj. Lekka przewaga Trefla została na szczęście szybko zniwelowana energią Justina Jacksona, jednak jego gapiostwo w defensywie pozwoliło rozkręcić się Marcinowi Stefańskiemu, który zdobył 6 pkt. i dał po pierwszej kwarcie prowadzenie gospodarzom 15:13.

Po trójkach Bilinovaca i Dzierżaka na początku drugiej kwarty przegrywaliśmy aż 14:21, ale wejście Mbodja rozwiązało wiele problemów Energi Czarnych. Doskonale obsługiwany podaniami środkowy zdobył 7 pkt. z rzędu i odrobiliśmy straty, prowadząc 22:21. Skuteczne akcje Majoka i Durena przywróciły jednak Trefl na prowadzenie, ale to było wszystko, co mieli do powiedzenia sopocianie w pierwszej połowie. Ostatnie trzy minuty drugiej kwarty wygraliśmy 10:0, po skutecznych akcjach Campbella, Harpera i Jacksona, schodząc na przerwę z wyraźnym prowadzeniem 33:25.

Drugą połowę celną trójką rozpoczął Campbell i co ciekawe, był to pierwszy skuteczny rzut z dystansu Energi Czarnych w tym meczu. Kontynuowaliśmy dobrą grę z końcówki drugiej kwarty - 2+1 zagrał Surmacz, z daleka trafił Seweryn, Harper nie pomylił się spod kosza. W sumie zanotowaliśmy serię 22:2 i prowadziliśmy aż 45:27. Wtedy pozwoliliśmy sobie niestety na chwilę dekoncentracji, która sporo nas kosztowała. Popełniliśmy w trzeciej kwarcie aż 7 strat, pod jej koniec daliśmy rzucić rywalom 5 pkt. bez odpowiedzi i przed decydującą częścią gry prowadziliśmy, ale już tylko 49:39.

Punkty Dzierżaka sprawiły, że nasza przewaga była już tylko jednocyfrowa, ale wtedy prawdziwą klasę pokazał Mbodj. Rozegrał on kilka świetnych akcji i choć trafił w ich trakcie tylko raz, wymusił aż 3 faule rywali i „zrzucił” tym samym z boiska Atera Majoka. Trefl do końca meczu ambitnie walczył o doprowadzenie do wyrównanej końcówki, ale my w pełni kontrolowaliśmy grę. Nawet mimo kolejnych prostych strat, czy zwłaszcza irytującego braku skuteczności z linii rzutów wolnych, nie daliśmy wyrwać sobie wygranej i zwyciężyliśmy 61:49.

Naszym najlepszym graczem po raz kolejny był Demonte Harper, który w obliczu nieobecności czarni_slupska Blassingame’a (choroba) niemal 38. min. spędził jako rozgrywający. Zdobył on 18 pkt., miał też 7 zb., 5 as. i aż 7 strat. Nieźle grali podkoszowi Mbodj (12 pkt., 9 zb.) i Jackson (5 pkt., 8 zb., 2 bl.), a w swoim pierwszym meczu po wyleczeniu urazu stopy Folarin Campbell zdobył 13 pkt. Dla Trefla 12 pkt. i 8 zb. zdobył Marcin Stefański.

Trefl - Energa Czarni 49:61 (15:13, 10:20, 14:16, 10:12)

Trefl: Stefański 12, Bilinovac 9, Dzierżak 7, Śmigielski 7, Majok 6, Dutkiewicz 4, Duren 4, Kulka, Sikora, Motylewski, Stefanik.

Energa Czarni: Harper 18, Campbell 13, Mbodj 12, Borowski 5, Surmacz 5, Jackson 5, Seweryn 3, Mokros.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."