RELACJA: Porażka na żądanie

RELACJA: Porażka na żądanie

Fatalnie Energa Czarni rozpoczęli rywalizację w drugim etapie TBL. Z Rosą długo prowadzili, kontrolowali wynik i wydawało się, że odniosą łatwe zwycięstwo. Goście byli jednak w stanie odrobić 18-punktową stratę, doprowadzić do dogrywki i w niej przypieczętować swój triumf. Radomianie trafili 13 trójek i zwyciężyli 83:76.
Przed spotkaniem okazało się, że podstawowy środkowy radomian Kirk Archibeque nie będzie mógł wystąpić, co teoretycznie zwiększyło szanse gospodarzy. Energa Czarni starali się to wykorzystać, jednak adresowane do Garretta Stutza podania były nieskuteczne. Trzeba było więc zmienić pomysł na grę i poszukać innych rozwiązań. Rewelacyjnie spisywał się Jarosław Mokros, który zdobył w pierwszej kwarcie aż 8 punktów i po jego trójce Energa Czarni prowadzili 14:3. Słupszczanie świetnie spisywali się przede wszystkim w obronie, która w naturalny sposób napędzała ich atak. Przez pierwsze 10 minut goście trafili tylko dwa rzuty z gry i przegrywali aż 8:22.

Zdjęcia: Łukasz Capar

[gallery link="file" order="DESC" columns="4" orderby="post_date"]

Nasi koszykarze dawno tak dobrze nie korzystali ze swojej mocnej broni, czyli gry z kontry. Znakomite wejście z ławki zanotował ponadto Jordan Hulls, który szybko dołożył od siebie aż 12 pkt., dzięki którym Energa Czarni utrzymywali wypracowaną na początku meczu przewagę. Rosa grała jednak skuteczniej i rozważniej niż na początku, sprawiając słupszczanom coraz więcej problemów, a po dwóch trójkach z rzędu Luciousa zbliżyła się na 38:30. Wtedy o czas poprosił trener Andrej Urlep i po wznowieniu gry nasi koszykarze popisali się niesamowitą sekwencją sześciu pkt. z rzędu, między którymi nie pozwolili Rosie nawet na wymianę podań.

Dwucyfrowe prowadzenie do przerwy nie uśpiło naszych koszykarzy, którzy po zmianie stron nadal bardzo dobrze spisywali się w defensywie. Niestety po drugiej stronie parkietu stracili skuteczność, ale upływający czas był na ich korzyść. Wystarczy wspomnieć, że po przeszło pięciu minutach gry gospodarze prowadzili… 3:2. Grę Energi Czarnych ponownie ożywił Hulls, a po kilku niezłych zagraniach Stutza słupszczanie osiągnęli swoją największą przewagę w meczu – 57:39.

Radomianie już w Zielonej Górze i Zgorzelcu pokazali, że potrafią walczyć do końca nawet z najlepszymi. Tym razem też, nie zważając na wynik, szybko wrócili do swojej gry i po trójkach Dłoniaka i Majewskiego zmniejszyli straty do 59:49. Czwartą kwartę rozpoczęli podobnie, gdy z dystansu trafił Witka, a akcję 2+1 wykonał Łączyński. Po kolejnej kontrze radomian i wolnych Majewskiego było zaledwie 59:57 i mecz w zasadzie zaczynał się od nowa.

Rosa szybko wyrównała i wyszła na minimalne prowadzenie. Energa Czarni starali się wrócić na właściwe tory, ale na każdą ich akcję przyjezdni odpowiadali celnymi trójkami – o dziwo z coraz łatwiejszych pozycji. Przy remisie na 8 sekund przed końcem zwycięstwo słupszczanom mógł dać Jordan Hulls, ale piłka po jego rzucie nie wpadła do kosza. Swojej szansy nie wykorzystał też po chwili Dłoniak i o zwycięzcy musiała rozstrzygnąć dogrywka. Również trójką rozpoczął ją Majewski, kolejną dorzucił Witka i wiadomym było, że Rosa sprawi w Słupsku niespodziankę.

– Gratulacje dla moich zawodników, którzy się nie poddali mimo dużej straty. Walczyliśmy, staraliśmy się i to przyniosło efekty. Myślę, że fragmentami gra Czarnych była bardzo dobra, wykorzystywali swoje atuty, ale w pewnym momencie chyba zbyt bardzo uwierzyli w swoją wyższość. Wcześniej robili wszystko, by wygrać, narzucili nam swój styl gry i momentami nie potrafiliśmy się im przeciwstawić. Byli bardzo dobrze przygotowani, ale to było za mało. W końcówce zabrakło im chyba… Mantasa – żartował trener Wojciech Kamiński, wspominając zwycięskie rzuty Cesnauskisa przeciwko prowadzonym przez niego drużynom.

Najskuteczniejszym zawodnikiem Energi Czarnych był Jordan Hulls, autor 15 pkt. 14 pkt. i tyle samo zbiórek miał Garrett Stutz, a swój najlepszy mecz w sezonie (także 14 pkt.) rozegrał Jarosław Mokros. Słupszczanie mieli lepszą skuteczność z gry i rzutów wolnych, aż o 11 zbiórek więcej i o dziwo nawet więcej punktów w klasyfikacji evaluation, a mimo to przegrali. Wszystko za sprawą fantastycznej dyspozycji Rosy w rzutach z dystansu – radomianie mieli 13 celnych trójek przy rewelacyjnej, 45% skuteczności.

Energa Czarni – Rosa 76:83 (22:8, 22:25, 15:16, 12:22, 5:12)

Energa Czarni: Hulls 15, Mokros 14, Stutz 14, Zimmerman 10, Nowakowski 6, Trice 5, Taylor 4, Śnieg 4, Jarmakowicz 2, Gruszecki 2.
Rosa: Majewski 21, Dłoniak 17, Lucious 11, Łączyński 10, Witka 8, Radke 7, Zalewski 5, Adams 4, Kardaś.
Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."