RELACJA: Powrót marzeń JBlassa

RELACJA: Powrót marzeń JBlassa

Jerel Blassingame dopiero dołączył do zespołu, a już stał się bohaterem Energi Czarnych. Scenariusz pierwszego meczu dla naszego rozgrywającego ułożył się jak w hollywoodzkim filmie. JBlass nie tylko był najlepszym graczem zespołu, ale w końcówce wziął odpowiedzialność na swoje barki i równo z syreną dał wygraną naszej drużynie.

ZDJĘCIE: Łukasz Capar

Od pierwszych minut w grze Energi Czarnych widać było znacznie większą energię, niż w kilku ostatnich spotkaniach. Jerel Blassingame napędzał kolejne ataki naszego zespołu, szybko wpisując się w liście podających i punktujących. Dobrze grał też Kyle Shiloh i to po jego trójce słupszczanie prowadzili już 16:6. Nie bez znaczenia były też punkty Jarosława Mokrosa i gospodarze mogli zacząć kontrolować przebieg gry. Gra Jeziora nie była żadnym zaskoczeniem i mimo przewagi, nie można było sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji. Po pierwszej kwarcie Energa Czarni prowadzili 24:16.

Prosta, ale skuteczna koszykówka Jeziora pozwalała przyjezdnym utrzymywać się jednak w grze. Wszystko za sprawą wykorzystywania przytrafiających się słupszczanom błędów w obronie, po których otwarte pozycje miał m.in. Dominique Johnson. Dobre wejście zanotował jednak Tomasz Śnieg i Energa Czarni nie pozwolili rywalom na zbliżenie się na mniej niż sześć punktów. Prowadzenie gospodarzy mogło znacznie wzrosnąć, ale seryjnie oddawane rzuty z dystansu nie były skuteczne. Po pierwszej połowie wygrywaliśmy 40:31.

Na początku trzeciej kwarty po trójce Williamsa było zaledwie 40:36, ale nie wprowadziło to nerwów w poczynania naszego zespołu. Nasi koszykarze od tej chwili zanotowali serię aż 14:0 i prowadzili 54:36. Przewagę udało się wypracować dzięki agresywnej grze, w której tarnobrzeżanie ratowali się faulami, szybko przekroczyli limit i prezentowali Enerdze Czarnym rzuty z linii wolnych. W końcówce tej części gry przyjezdni zaczęli jednak wykorzystywać swoją najgroźniejszą broń - czyli rzuty z dystansu. Po dwóch trzypunktowych akcjach Johnsona i rzucie z daleka Młynarskiego, przed ostatnią kwartą było już tylko 56:48.

Jezioro zwietrzyło swoją szansę i konsekwentnie, opierając się na rzutach z dystansu, zespół Zbigniewa Pyszniaka zbliżał się do Energi Czarnych. W drugiej połowie kwarty zaczęły się dziać rzeczy niesamowite - po kolejnej trójce Johnsona było już tylko 62:59, a po chwili dwa rzuty z dystansu z rzędu dołożył Craig Williams, akcją 2+1 popisał się Kevin Wysocki i to Jezioro prowadziło 68:66, a do końca meczu pozostawały niecałe dwie minuty. Na rzut z daleka Mokrosa odpowiedział z linii wolnych Johnson i pół minuty prze końcem przyjezdni wciąż prowadzili.

Odpowiedzialność wziął na swoje barki Blassingame. Rozgrywający wkręcił się pod kosz i doprowadził do remisu. W kolejnej akcji Shiloh wybronił Johnsona, ale piłka wylądowała na aucie. Na 9 sek. przed końcem Jezioro starało się wprowadzić ją do gry, ale Shiloh przeszkodził na tyle, że sędziowie podjęli decyzje o sytuacji rzutu sędziowskiego. Strzałka wskazała na tarnobrzeżan. Kolejny raz kapitalnie spisaliśmy się jednak w defensywie i piłkę przechwycił Michał Nowakowski. Na 6 sekund przed końcem trener Lisztwan wziął czas i przy remisie wznawialiśmy grę z boku boiska. Blassingame pokozłował, wyszedł w górę i kapitalnym rzutem nad Joshem Millerem w ostatniej sekundzie meczu dał zwycięstwo Enerdze Czarnym i Gryfia eksplodowała z radości.

- W pewnym momencie Czarni bardzo wysoko prowadzili, wydawało się, że jest po meczu. Złapaliśmy jednak wiatr w plecy, zaskoczyliśmy rzutowo i wiedzieliśmy, że możemy powalczyć. Niestety w końcówce Wysocki nie zrealizował naszych założeń przy wybiciu piłki i dwa razy na siłę starał się podać do Johnsona. W ostatniej sekundzie Blassingame trafił i Czarni wygrali, bo byli od nas lepsi w przekroju całego meczu - mówił na konferencji trener gości Zbigniew Pyszniak.

- To był trudny mecz dla mnie i całego zespołu. W pierwszej części realizowaliśmy nasze założenia obronne, wykonaliśmy to, co ćwiczyliśmy na treningach. Ta defensywa wymagała dużego zaangażowania od zawodników. Niestety nie utrzymaliśmy jej przez cały mecz na tym samym poziomie, tego nam brakowało. W tym tygodniu mocno przeorganizowaliśmy naszą grę i czas będzie pracował na naszą korzyść - mówił trener Lisztwan. - Chcieliśmy w ostatniej akcji dostać się pod kosz i szukać rzutu lub faulu, jednak rywale zacieśnili pole trzech sekund i Jerel znalazł inne rozwiązanie. Uwierzył w siebie i trafił - dodał z uśmiechem.

- To był dość dziwny mecz, nasz pierwszy w nowym składzie. Mieliśmy ogromne wsparcie od publiczności. Mocno pracowaliśmy w obronie, staraliśmy się naciskać na rywali, ale dziś grali bardzo dobrze. Ostatecznie wygraliśmy, nieważne jest, czy trzema, czy dwudziestoma. Liczą się dwa punkty na naszym koncie - podsumował Blassingame.

Energa Czarni - Jezioro 73:70 (24:16, 16:15, 16:17, 17:22)

Energa Czarni: Blassingame 15 (8 as., 6 zb.), Shiloh 13 (6 zb.), Mokros 11, Gruszecki 9, Nowakowski 7, Trajkovski 5 (8 zb.), Eziukwu 5 (7 zb.), Borowski 4, Śnieg 4, Seweryn.

Jezioro: Johnson 23, Williams 20, Wysocki 14, Miller 7, Młynarski 5, Kozłow 1, Patoka.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."