RELACJA: Przegrana z charakterem

RELACJA: Przegrana z charakterem

Nasi koszykarze przegrali w Zgorzelcu 74:94, ale pozostawili po sobie dobre wrażenie. Brak Garretta Stutza i tylko 6 min. gry Rocky’ego Trice’a to zdecydowanie zbyt duże osłabienie, by móc przez całe spotkanie dotrzymać tempa aktualnym liderom TBL. Mimo przewagi kadrowej i fizycznej PGE Turowa, Energa Czarni pokazali charakter.
Energa Czarni w swoim ostatnim spotkaniu drugiego etapu przegrali w Zgorzelcu 74:94, ale wynik nie oddaje przebiegu meczu. Słupszczanie mimo sporych braków kadrowych długo walczyli z faworytami jak równy z równym, zostawili na parkiecie serca i zaprezentowali mnóstwo bardzo ciekawej i efektownej koszykówki. Nasi koszykarze kolejny raz potwierdzili, że im bliżej najważniejszych rozstrzygnięć ich forma jest coraz lepsza i jeśli tylko zdrowie pozwoli, w tym sezonie mogą jeszcze zafundować swoim kibicom wiele radości.

Warty podkreślenia jest fakt, że wynik tego spotkania miał wpływ na pozycję w tabeli tylko PGE Turowa – Energa Czarni już wcześniej mieli pewność, że pozostaną na piątym miejscu. Wicemistrzowie Polski grali jednak o lokatę lidera przed rozpoczęciem play-off, która gwarantuje im przewagę własnego parkietu przez cały czas ich trwania. Dlatego też pokonanie słupszczan w ostatniej kolejce „szóstek” było dla nich priorytetem.

Energa Czarni do Zgorzelca pojechali bez Garretta Stutza, a przez całe spotkanie tylko 6 minut rozegrał Rocky Trice. Mimo to już od pierwszych minut grali znakomicie. Trzy z pierwszych pięciu celnych rzutów z gry to wsady, po których otrzymywali brawa nawet od kibiców rywali. Dobrze grał zwłaszcza Joseph Taylor, który był bardzo aktywny w walce o zbiórki, wstrzelił się także Karol Gruszecki, a z dystansu trafił nawet Szymon Długosz, dla którego był to pierwszy tak długi występ w tym sezonie. Dlatego też po pierwszej kwarcie to Energa Czarni prowadzili 23:18.

Gracze Turowa rzucili się do odrabiania strat, a gdy forsowane już w pierwszej kwarcie trójki w końcu zaczęły im wpadać, wydawało się, że przejęli inicjatywę. Po serii 10:0 gospodarze wyszli na prowadzenie, ale słupszczanie nie pozwolili się złamać. Odpowiedzieli również serią – 10:2 – i dzięki kolejnym efektownym akcjom odzyskali przewagę. Niestety błędy wynikające z przewagi fizycznej rywali musieli nadrabiać przewinieniami, które zgorzelczanie zamieniali na kolejne celne rzuty wolne (aż 10 fauli w drugiej kwarcie!). Do przerwy utrzymywał się jeszcze remis.

Po zmianie stron nasi koszykarze kontynuowali dobrą grę i ponownie wysunęli się na prowadzenie. W końcu jednak nadszedł moment, w którym pękli – w ostatnich trzech minutach trzeciej kwarty PGE Turów zanotował serię 11:0 i przejął już spotkanie. Energa Czarni starali się ze wszystkich sił powrócić do gry, jednak braki kadrowe to uniemożliwiały. Gospodarze nakręcali się z kolei każdą kolejną skuteczną akcją i do końca spotkania powiększali swoje prowadzenie. Choć słupszczanie przegrali wysoko, udowodnili, że w każdych warunkach potrafią powalczyć nawet z bardzo silnym, dodatkowo umotywowanym przeciwnikiem.

PGE Turów – Energa Czarni 94:74 (18:23, 28:23, 23:16, 25:12)

PGE Turów: Taylor 16, Prince 14, Chyliński 14, Kulig 13, Nikolić 12, Zigeranović 12, Wiśniewski 7, Dylewicz 4, Stelmach 2, Krestinin, Karolak.
Energa Czarni: Taylor 15, Gruszecki 13, Borowski 12, Śnieg 10, Długosz 7, Mokros 7, Trice 4, Zimmerman 3, Hulls 3.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."