RELACJA: Sensacja? Nie!

RELACJA: Sensacja? Nie!

Energa Czarni dzięki świetnej grze w defensywie wygrali pierwszy mecz półfinału z Turowem 81:76! Nasi koszykarze wykorzystali wszystkie swoje atuty i mimo tego, że zdecydowanym faworytem byli zgorzelczanie, zasłużenie zwyciężyli. Słupszczanie prowadzili od pierwszych minut i w najważniejszych momentach zachowali zimną krew. Tym samym prowadzimy w serii 1:0, a następny mecz już w sobotę.

Zaczęło się świetnie dla Energi Czarnych, którzy po kilku nerwowych chwilach całkowicie opanowali sytuację, głównie dzięki znakomitej skuteczności Jarosława Mokrosa, autora aż 13 pkt. w pierwszej kwarcie. Nasz skrzydłowy trafił trzy trójki i cztery wolne, a cały zespół utrzymywał się na minimalnym prowadzeniu dzięki bardzo agresywnej grze w obronie. Defensywa zmuszała strzelców gospodarzy do oddawania rzutów w niedogodnych pozycji, a każdy kolejny niecelny budował naszą pewność siebie także po drugiej stronie parkietu.

Po trójkach Shiloh’a i Nowakowskiego, które m.in. składały się na serię 11:0 dla Energi Czarnych, nasi koszykarze prowadzili w 15. minucie już 32:21, co było ich najwyższą przewagą w meczu. Potężny Kyryło Natiażko dał jednak sygnał do ataku i po włączeniu się Mardy’ego Collinsa Turów w kilka minut nie tylko odrobił wszystkie straty, ale nawet wyszedł na prowadzenie tuż przed zmianą stron.

Po przerwie za zdobywanie punktów wziął się czarni_slupsk Blassingame, który w pierwszych 20 min. miał na swoim koncie zaledwie 2 pkt. Sam zanotował serię 7:0 i odzyskał prowadzenie dla słupszczan, a po rzutach Pasalicia czy Nowakowskiego nasza przewaga sięgała nawet siedmiu punktów. W końcówce kwarty znów gospodarzom udało się nieco zniwelować straty, ale to Energa Czarni wciąż byli zespołem wiodącym.

Na najważniejsze minuty zachowaliśmy więcej spokoju, pewności siebie i zimnej krwi - choć te atuty miały być po stronie bardziej doświadczonych graczy Turowa. Jak zapowiadał trener Kairys, my nie musieliśmy sobie radzić z presją, toteż dalej śmiało atakowaliśmy, mimo kolejnych graczy schodzących na ławkę za przewinienia (Mokros, Nowakowski, Pasalić).

W kluczowych chwilach znów niezawodni byli Mantas Cesnauskis i czarni_slupsk Blassingame. Pierwszy trafił trójkę, a po chwili drugi wymusił trzy wolne na źle ustawionym Taylorze (wszystkie skuteczne!). Gdy na minutę przed końcem Mantas trafił o tablicę, prowadziliśmy już czterema pkt. Zaledwie jednym wolnym odpowiedział Kulig i w być może najważniejszej akcji meczu zagraliśmy nie dość, że bardzo dobrze i skuteczne, to na dodatek szczęśliwie. Borowski nie trafił z daleka, ale zebrał JBlass i oddał piłkę Mantasowi. Ten ponownie próbował trafić w swoim stylu, ale nie trafił - na tyle dobrze, że piłka wpadła na rękę zbierającego Eziukwu, który potężnym wsadem zapewnił nam pięciopunktowe zwycięstwo.

Być może dla koszykarskiej Polski wygrana Energi Czarnych w Zgorzelcu jest sensacją, ale my przecież właśnie w tym celu wybraliśmy się do hali mistrzów Polski. Przed nami kolejne spotkanie w sobotę, które oczywiście również chcemy zwyciężyć - tym razem, z Waszą bezpośrednią pomocą!

Turów - Energa Czarni 76:81 (21:23, 19:16, 20:24, 16:18)

Turów: Collins 17, Kulig 11, Moldoveanu 11, Chyliński 10, Natiażko 10, Jaramaz 7, Czyż 4, Taylor 4, Dylewicz 2.

Energa Czarni: Blassingame 17 (9 as.), Mokros 15, Eziukwu 10 (6 zb.), Shiloh 9 (11 zb.), Cesnauskis 9, Nowakowski 8 (5 zb.), Pasalić 7 (5 zb.), Borowski 6, Seweryn 0.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."