RELACJA: Stelmet po raz trzeci

RELACJA: Stelmet po raz trzeci

Stelmet Zielona Góra jest wyjątkowo niewygodnym rywalem w tym sezonie dla Energi Czarnych. Zielonogórzanie po raz trzeci pokonali naszą drużynę, w tym po raz drugi na parkiecie Hali Gryfi. Przyjezdni prowadzili przez całe spotkanie i choć w czwartej kwarcie udało się doprowadzić do remisu, Enerdze Czarnym nie udało się wyprowadzić decydującego ciosu. 

Spotkanie ze Stelmetem to wielki dzień dla maskotki Energi Czarnych, która została oficjalnie zaprezentowana pod swoim nowym imieniem, wybranym przez kibiców w internetowym głosowaniu. Od teraz Czarna Pantera znana jest koszykarskiej publiczności jako Mamba.

Energa Czarni bardzo dobrze rozpoczęli spotkanie i już po dwóch akcjach prowadzili 4:0. Niestety, słupszczanie szybko łapali przewinienia, co przełożyło się na sporą nerwowość w poczynaniach naszego zespołu. W tym czasie Stelmet zaczął świetnie grać w ataku i po dwóch trójkach Marcina Sroki było już 6:13. Nasi rywale grali jak w transie i trafiali z niemal każdej pozycji, zaś po drugiej stronie parkietu piłka wykręcała się z obręczy. Gdy kolejną trójkę dorzucił jeszcze jeden dobry znajomy – Zbigniew Białek, było już 20:10. Gracze z Zielonej Góry mieli problemy z powstrzymaniem w zasadzie tylko Yemiego Gadri-Nicholsona, ale jedna opcja w ataku słupszczan to było zbyt mało. Po pierwszej kwarcie gospodarze przegrywali aż 18:30 i była to najsłabsza w obronie kwarta pod wodzą Andreja Urlepa.

Niewiele zmieniło się po krótkiej przerwie, bowiem Stelmet wciąż trafiał z niewiarygodną skutecznością. Trener Urlep dynamicznie rotował składem, próbował każdego z zawodników, ale nie przynosiło to rezultatu. Rywale do świetnej ofensywy dołożyli również bardzo solidną i agresywną grę w obronie i nawet w rywalizacji drugich piątek goście byli lepsi. Po siódmej w meczu trójce zielonogórzan, którą trafił Walter Hodge, było już 33:49. Skuteczność gości do przerwy – za 2 pkt. 70%, za 3 - 50%.

Po przerwie słupszczanie wyszli zdecydowanie bardziej agresywnie i byli zdeterminowani do tego, by odrobić straty. Już po dwóch minutach cztery faule na swoim koncie miał Walter Hodge i wydawało się, że pomoże to Enerdze Czarnym w ich zadaniu. Po trójce Brandweina było 43:52, ale po chwili tym samym odpowiedział Kamil Chanas i przewaga wciąż była dwucyfrowa. Mało tego, w dwóch kolejnych akcjach dwukrotnie z dystansu przymierzył Hosley i prowadzenie Stelmetu wynosiło aż 18 pkt. W końcówce kwarty nieźle grali Nowakowski i Trice, dzięki czemu udało się nieco odrobić.

Jednak nasi koszykarze nie zamierzali się poddawać. Trójka Nowakowskiego, przechwyt i wsad Trice’a i o czas musiał prosić trener gości Mihailo Uvalin. Po nim pięć pkt. z rzędu zdobył Brandwein i Energa Czarni mocno zbliżyli się do rywali. Przy ogłuszającym dopingu słupskich kibiców już po kilku akcjach udało się doprowadzić do remisu po 76, gdy szczęśliwie kontrę wykończył Nowakowski. Niestety spod kosza trafił Hodge, a w kolejnej akcji niesportowo faulowany był Sroka i inicjatywa wróciła do Stelmetu. Przyjezdni zdobyli osiem punktów z rzędu i na trzy minuty przed ostatnim gwizdkiem było 76:84. Po przerwie dla Andreja Urlepa nie zmieniło się już wiele i choć Energa Czarni walczyli do samego końca, tego dnia byli po prostu słabsi od Stelmetu.

– Słupszczanie pokazali dziś prawdziwy charakter, wystarczy, że straciliśmy kontrolę nad spotkaniem na kilka minut i już zdołali w tym czasie doprowadzić do remisu – podkreślił były kapitan naszego zespołu, teraz rozgrywający Stelmetu Mantas Cesnauskis.

 

– Jestem bardzo rozczarowany naszą dzisiejszą postawą. Dobrze zagraliśmy w zasadzie tylko w drugiej połowie, w czwartej kwarcie, choć też tylko momentami. Bardzo słabo zagrali starterzy na początku meczu, nie powalczyli tak, jak się umawialiśmy. Może pojawiło się jakieś poczucie samozadowolenia, rozluźnienia, trzeba to zmienić. Niestety przez to, że musieliśmy gonić, w końcówce zabrakło nam sił i popełniliśmy mnóstwo prostych błędów, które nie powinny nam się zdarzyć – mówił po spotkaniu trener Urlep.

 

– Gdy się wchodzi w mecz nieskoncentrowanym na tyle, by agresywnie zaatakować rywali od początku, to ciężko później jest odrabiać. Na pogoń traci się siły, których brakuje w samej końcówce. Dochodzimy rywali, ale nie możemy ich przełamać. Na treningach wszystko nam wychodzi, musi zacząć też w meczach. Trener nas przygotowuje tak, że lepiej się nie da i musimy się poprawić – dodał Robert Tomaszek.

Energa Czarni – Stelmet 81:91 (18:30, 20:21, 21:21, 22:19)

Energa Czarni: Brandwein 23, Nowakowski 15, Trice 11, Gadri-Nicholson 10, Kostrzewski 9, Knutson 5, Tomaszek 4, Dutkiewicz 4, Abernethy, Dabkus.

Stelmet: Hodge 19, Hosley 18, Chanas 13, Borovnjak 11, Sroka 10, Cesnauskis 7, Lopicić 6, Białek 4, Seweryn 3.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."