RELACJA: Tak blisko, ale daleko

RELACJA: Tak blisko, ale daleko

Energa Czarni w Zielonej Górze zaprezentowali się bardzo dobrze i przez 35 minut byli zespołem lepszym od Stelmetu. Niestety w końcówce popełnili zbyt dużo błędów, pozwolili dojść do głosu gwiazdom rywali i przegrali 70:79.

Mimo że w pierwszych minutach gospodarze zdawali się narzucać swój styl gry naszej drużynie, sytuacja szybko się odmieniła. Nasi koszykarze grali bez kompleksów, imponując niezłą grą w obronie, która wprowadzała sporą nerwowość w poczynania koszykarzy Stelmetu. Dobrze prezentowali się Tomasz Śnieg i Karol Gruszecki, którzy pozwolili naszej drużynie wygrać pierwszą kwartę 14:11.

Jeszcze ciekawiej było po krótkiej przerwie, kiedy to grę zdominowali wprowadzeni z ławki rezerwowych Kacper Borowski i Bojan Trajkovski. Podkoszowi przejęli grę w ofensywie, a nasi gracze obwodowi kontynuowali twardą grę w obronie dalej od kosza, skutecznie odcinając możliwości odpowiedzi zielonogórzan. Prowadzenie Energi Czarnych rosło z minuty na minutę, by po drugiej trójce Borowskiego wynieść aż 13 punktów (32:19)!

Niestety zamiast pójść za ciosem, nasi zawodnicy pozwolili rywalom na niebywałą serię 16:2, w której Zamojski, Koszarek i Hosley trafili aż cztery trójki. Nie pomogły nawet dwa czasy dla Dejana Mijatovicia i 17 minut wysiłku zostało zniwelowane trzema minutami rozprężenia. Mimo bardzo dobrej gry przez większość pierwszej połowy, przed przerwą to Stelmet prowadził 35:34.

Mimo że w ostatnich meczach trzecie kwarty w wykonaniu naszego zespołu pozostawiały wiele do życzenia, tym razem było zupełnie inaczej. Trójką zaczął Shiloh, a wciąż bardzo aktywny Borowski dał naszej drużynie prowadzenie. Niestety nie radziliśmy sobie z powstrzymaniem Adama Hrycaniuka, ale pilnujący go Bojan Trajkovski co stracił w obronie, starał się nadrabiać w ataku. Ostatnie dwie minuty kwarty wygraliśmy 8:2 i przed decydującą odsłoną mieliśmy cztery punkty zapasu.

Poirytowani takim przebiegiem spraw wicemistrzowie polski postawili wszystko na jedną kartę. Indywidualności w postaci głównie Hosley’a i Koszarka zostały uruchomione w stu procentach, a ponadto defensywa i walka o zbiórki zaczęły wśród gospodarzy funkcjonować na spodziewanym przez ich kibiców poziomie. W połowie kwarty pięcioma punktami z rzędu Hosley wyprowadził swój zespół na długo wyczekiwane prowadzenie. Na celny rzut Trajkovskiego podobną serią do swojego kolegi z zespołu popisał się Koszarek i zielonogórzanie wyraźnie przejęli mecz - także w sferze mentalnej. Choć nasi koszykarze starali się jeszcze wrócić do gry, kolejne akcje Stelmetu potwierdziły wyższą formę gospodarzy. Bliźniaczo do pierwszej połowy, czwarta kwarta zakończyła się serią 18:5 dla ekipy Saso Filipowskiego.

Nasi koszykarze „tradycyjnie” już przegrali walkę o zbiórki, co miało znaczenie szczególnie w kluczowych dla meczu momentach w czwartej kwarcie. Poza tym - oraz oczywiście błędami w obronie, których można było uniknąć - trudno krytykować nasz zespół. Udało nam się ograniczyć straty (tylko 8), utrzymywać niezłą skuteczność przez cały mecz oraz grać zespołowo. O ostatecznym wyniku zadecydowały niuanse, a także przewagi indywidualności, których wicemistrzom kraju nie można odmówić. Wśród naszych graczy najlepszy był Kacper Borowski, autor 16 punktów przy świetnej skuteczności, który trafił 6 z 9 rzutów z gry.

Stelmet - Energa Czarni 79:70 (11:14, 24:20, 20:25, 24:11)

Stelmet: Hrycaniuk 18, Koszarek 16, Hosley 14, Zamojski 9, Cel 7, Troutman 6, Burtt 5, Chanas 2, Johnson 2, Kucharek.

Energa Czarni: Borowski 16, Trajkovski 13, Franklin 9, Śnieg 8, Shiloh 8, Gruszecki 8, Eziukwu 5, Seweryn 3, Mokros, Nowakowski.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."