RELACJA: To już jest koniec…

RELACJA: To już jest koniec…

Energa Czarni w środę rozgrywali najważniejsze spotkanie w sezonie i niestety, okazało się ono ich najsłabszym w ćwierćfinałowej serii ze Stelmetem. Zielonogórzanie prowadzili niemal od początku meczu i pewnie wygrali 75:63. Tym samym to oni zmierzą się w walce o finał z AZS Koszalin, a dla naszego zespołu sezon właśnie się skończył.

Spotkanie rozpoczęło się od punktów Gadri-Nicholsona, ale też niestety od dwóch strat Abernethy’ego i skutecznych rzutów Borovnjaka i Stevicia. Od pierwszych minut rozgorzała ostra walka kosz za kosz i gra była niezwykle wyrównana. Jednak po dwóch akcjach z rzędu Stevicia i trójce w kontrze Hodge’a prowadzenie gospodarzy wzrosło do 18:11. Energa Czarni mieli spore kłopoty z konstruowaniem swoich akcji, a zawodnicy Stelmetu wręcz przeciwnie – świetnie radzili sobie w ofensywie i po pierwszej kwarcie prowadzili aż 23:14.

Po dobrych akcjach Kostrzewskiego i Dabkusa nasi koszykarze odrobili kilka punktów i wrócili do gry. Gdy wolne dorzucił Knutson było tylko 25:21, ale kolejne dwie trójki trafił Sroka i przewaga zielonogórzan niestety znów wzrosła. Gdy do zdobywania punktów przyłączył się Koszarek, który także dwa razy z rzędu popisał się celną trójką, na tablicy widniał wynik 41:29 i Energa Czarni na własne życzenie znaleźli się w poważnych tarapatach, ponieważ znów musieli gonić swoich rywali. Tym bardziej, że do swojej dawanej roli powrócił Walter Hodge, który w samej pierwszej połowie zdobył 11 pkt.

Zaraz po zmianie stron Quinton Hosley trafił za trzy i przewaga Stelmetu wzrosła do aż 15 punktów. Mijały kolejne minuty, ale niestety straty do rywali nie malały. Nawet po pięciu punktach z rzędu Valdasa Dabkusa, momentalnie gospodarze odpowiedzieli na nie tym samym, a swój piąty faul już w trzeciej kwarcie popełnił Bryan Davis. Im dalej w mecz, tym koszykarze Stelmetu byli bardziej pewni siebie, z kolei nasi zawodnicy nie byli w stanie w żaden sposób sforsować silnej defensywy zielonogórzan. Po trzech kwartach ekipa Mihailo Uvalina była znacznie lepsza i prowadziła aż dziewiętnastoma punktami.

Taktyka Stelmetu na ostatnią część meczu była więc jasna – rozgrywać długie akcje, a w obronie utrzymać tą samą intensywność. Energa Czarni robili co mogli, aby odrabiać straty, ale nie przynosiło to oczekiwanych rezultatów. Im bliżej było końca spotkania, w którym zwycięstwa pewni wydawali się już być zielonogórzanie, nasi koszykarze popełniali coraz więcej błędów – nie trafiali z otwartych pozycji, pudłowali z linii rzutów wolnych. Do końca meczu niewiele się zmieniło i to kibice Stelmetu mogli świętować wraz ze swoją drużyną awans do półfinału.

W decydującym spotkaniu zaskakująca była bardzo ważna pozycja w zespole i sporo punktów (15) od Waltera Hodge’a, który w ostatnich meczach został przez trenera Uvalina zmarginalizowany. Dobrze grali też Oliver Stević i Marcin Sroka, a kiedy Stelmet potrzebował, bronił i trafiał również Hosley. Wśród Energi Czarnych najskuteczniejszy był Valdas Dabkus, który zdobył 17 pkt. Kompletnie zawiedli za to obwodowi – Rocky Trice i Oded Brandwein – którzy do gry naszego zespołu nie byli w stanie wnieść niemal niczego.

Stelmet – Energa Czarni 75:63 (23:14, 22:19, 19:12, 11:18)

Stelmet: Hodge 15, Stević 14, Sroka 13, Koszarek 10, Hosley 10, Chanas 6, Borovnjak 6, Cesnauskis 1, Seweryn, Lopicić, Trubacz.

Energa Czarni: Dabkus 17, Knutson 12, Gadri-Nicholson 10, Abernethy 7, Kostrzewski 5, Davis 5, Dutkiewicz 4, Nowakowski 2, Brandwein 1, Trice.

Mateusz Bilski

 

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."