RELACJA: Turów zawsze groźny

RELACJA: Turów zawsze groźny

Niestety przegraliśmy pierwszy mecz w 2016 r. Choć pierwsza połowa wskazywała na dużą szansę odniesienia przez Energę Czarnych piątej wygranej z rzędu, w drugiej wicemistrzowie ze Zgorzelca byli od nas po prostu lepsi. Szaleńcza pogoń w ostatnich minutach omal nie przyniosła nam dogrywki, jednak na 2 sekundy przed końcem Jovan Novak zapewnił gospodarzom wygraną 83:81.

Mecz zaczęliśmy od trzech trójek Seweryna i Blassingame’a, potem uaktywnił się Mbodj i wydawało się, że utrzymamy kapitalną skuteczność z poprzednich spotkań. Tym bardziej, że bardzo dobrze grał też Jackson i mimo znakomitej postawy ofensywnej gospodarzy oraz sporej ilości naszych błędów w obronie, po pierwszej kwarcie prowadziliśmy 28:25, bo trójkę trafił Surmacz. Powoli zaczęliśmy przejmować spotkanie, prowadziliśmy nawet dziewięcioma punktami, lecz wtedy zaczął się nasz koszmar faulowania i wysyłania rywali na linię rzutów wolnych. Utrzymaliśmy jednak spore prowadzenie przed przerwą, bo kolejną trójkę do szatni sprezentował Turowowi Łukasz Seweryn (46:38).

Na początku drugiej połowy nasza przewaga była już nawet dwucyfrowa po wolnych Mbodja, jednak wtedy spotkanie zaczęli przejmować bohaterowie zgorzelczan, Daniel Dillon i Jovan Novak. Konsekwentnie staraliśmy się kierować piłkę pod kosz do naszych środkowych, ale nawet ich skuteczne akcje nie mogły zapewnić nam utrzymania prowadzenie, ponieważ gospodarze co chwilę dorzucali punkty z linii rzutów wolnych, a my mieliśmy coraz większe problemy z nadmiarem przewinień. Turów wyszedł na prowadzenie i coraz pewniej zmierzał do zwycięstwa.

Gdy gospodarze prowadzili już 79:72 na dwie minuty przed końcem, Energa Czarni zaatakowali ze wszystkich sił. Justin Jackson wykończył dwie akcje z rzędu pod koszem, Demonte Harper kontrę i mieliśmy piłkę na dogrywkę. Po błędzie obrońców sam naprzeciwko kosza znalazł się Folarin Campbell i trafił trójkę, która dała remis po 81 na 20 sekund przed końcem. W ostatniej akcji najpierw dobrze broniliśmy i piłka wyszła na aut, ale po chwili klasycznym floaterem popisał się Jovan Novak i umieścił piłkę w koszu, pozostawiając nam niewiele ponad 2 sekundy na rozegranie akcji. Niestety nie dysponowaliśmy w tym momencie już przerwami na żądanie i szaleńcza akcja spod własnego kosza nie mogła być skuteczna.

Niesamowite spotkanie, dające wskaźnik eval wynoszący aż 40 rozegrał Daniel Dillon, który zdobył 31 pkt., miał 8 zb. i 7 as. Istotniejszą informacją jest jednak to, że aż 13 fauli naszych graczy Australijczyk zamienił na 18 pkt. z linii rzutów wolnych, myląc się z niej zaledwie raz! Bohater ostatniej akcji Novak przez cały mecz niemiłosiernie pudłował z dystansu, ale w obliczu skutecznego rzutu na zwycięstwo jego 1/10 za trzy jest już mało ważne. Ponownie klasę przeciwko Enerdze Czarnym potwierdził Filip Dylewicz, autor efektownego double-double - 15 pkt. i 14 zb.

W naszym zespole nie zawiedli środkowi: Justin Jackson i Cheikh Mbodj uzbierali w sumie 31 pkt. i 18 zb. Dobry występ Grzegorza Surmacza (14 pkt.) zbiegł się niestety z najgorszym w sezonie Jarka Mokrosa (0/2 z gry, 0 zbiórek, 5 fauli). Zawiódł nasz obwód, tercet Blassingame-Harper-Campbell trafił zaledwie 28% swoich rzutów z gry, zabrakło też naszej znakomitej skuteczności z dystansu i tym razem trafiliśmy tylko 8/31 trójek.

Turów - Energa Czarni 83:81 (25:28, 13:18, 24:16, 21:19)

Turów: Dillon 31, Novak 15, Dylewicz 15, Prostak 6, Archibeque 6, Karolak 4, Gospodarek 2, Tatum 2, Krestenin 2, Kostrzewski.

Energa Czarni: Mbodj 16 (6 zb.), Jackson 15 (12 zb.), Surmacz 14, Campbell 12, Blassingame 11 (5 zb., 5 as.), Seweryn 9, Harper 4 (5 zb.), Mokros, Borowski.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."