RELACJA: Ważny krok

RELACJA: Ważny krok

Energa Czarni wygrali bardzo ważne spotkanie ze Śląskiem Wrocław 84:66 i tym samym nieco uciekli grupie walczącej o miejsce w pierwszej szóstce. Do gry po kontuzji wrócił Rocky Trice, świetnie w ofensywie zagrał Mateusz Jarmakowicz, bardzo dobrze grę prowadził Tomasz Śnieg, a Joseph Taylor potwierdził, że będzie bardzo ważnym graczem w rotacji trenera Urlepa.

Już od pierwszych minut można było wyczuć, że to spotkanie ma wielką wagę. Na szczęście do gry wrócił Rocky Trice i jakość poczynań słupskiego zespołu automatycznie wzrosła. W pierwszej piątce pojawił się też Joseph Taylor, który doskonale rozumiał się właśnie z Rocky’m. Z dystansu trafiali Trice, Dutkiewicz i Nowakowski, a prowadzenie Energi Czarnych z minuty na minutę rosło. Po drugiej stronie bardzo dobrze grał jedynie Danny Gibson, który w pierwszej kwarcie miał na swoim koncie 8 pkt. Naszym koszykarzom wychodziło niemal wszystko, a po dwóch kontrach wykończonych przez Mateusza Jarmakowicza prowadzili już piętnastoma punktami. Należy podkreślić, że Śląsk musiał radzić sobie bez Paula Millera, który przed spotkaniem doznał kontuzji.

Śląsk bardzo szybko potrafił jednak wrócić do gry. Bardzo aktywni byli Malasević, Gibson i Johnson, a słupszczanom w tym czasie przydarzyło się kilka strat i błędnych decyzji. Po rzucie tego ostatniego było tylko 35:29, a Śląsk notował serię 10:3 w połowie drugiej kwarty. Jednak Energa Czarni sprawnie wybrnęli z tych opresji. W ostatnich dwóch akcjach pierwszej połowy cztery punkty zdobył pewnie grający Tomasz Śnieg i gospodarze wygrywali 49:38. Co ciekawe, do przerwy gracze Śląska trafili zaledwie pięć rzutów za 2 pkt., opierając swą grę na trójkach i wymuszaniu fauli, których nie brakowało.

Wydawało się, że Energa Czarni odzyskali pełną kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. Grali pewnie, skutecznie i po kilku chwilach trzeciej części gry odzyskali swoje wysokie, piętnastopunktowe prowadzenie. Dla Śląska nie było jednak straconych piłek. Po dobrych akcjach Gabińskiego i Kikowskiego goście zanotowali serię 9:0 i było już tylko 57:52 w połowie kwarty. O przerwę zmuszony był więc poprosić trener Urlep i sprawnie przekazał uwagi swoim zawodnikom, którzy bardzo szybko poprawili swoją grę. Wciąż dobrze grali Taylor i Jarmakowicz, a po pięciu pkt. z rzędu Hullsa w końcówce kwarty było 69:54.

Ostatnia część spotkania była już tylko formalnością. Przewaga słupszczan sięgała już przeszło dwudziestu punktów, a gracze z Wrocławia forsowali indywidualne akcje, chcąc nieco na siłę poprawić wynik. Fatalnie spisywał się zwłaszcza Paweł Kikowski, którego powrót do Słupska zupełnie się nie udał – trafił on zaledwie 3 z 12 rzutów z gry, w tym żadnej z siedmiu trójek. Ogólnie zawodnicy Śląska legitymowali się katastrofalną skutecznością 33% celnych rzutów z gry. Było to oczywiście efektem defensywy słupskiego zespołu, której opokę stanowił Marcin Dutkiewicz.

Najskuteczniejszym graczem Energi Czarnych był Mateusz Jarmakowicz, autor 20 pkt. przy świetnej skuteczności (6/7 z gry). Najlepszym indywidualnie graczem był jednak Joseph Taylor, który grał bardzo wszechstronnie po obu stronach parkietu – miał 15 pkt., 5 asyst, 4 zbiórki, 3 bloki i 2 przechwyty. Bardzo wysoką formę utrzymuje Tomasz Śnieg (15 pkt., 4 as.), a nieocenione w wygranej były także wyczyny Rocky’ego Trice’a (5 pkt., 6 zb., 3 as.) i Jordana Hullsa (9 pkt., 5 as., 4 zb.)

Energa Czarni – Śląsk 84:66 (32:19, 17:19, 20:16, 15:12)
Energa Czarni: Jarmakowicz 20 (2), Śnieg 15, Taylor 15, Hulls 9 (1), Stutz 8, Nowakowski 7 (1), Trice 5 (1), Dutkiewicz 5 (1), Mokros, Jakubiak, Długosz.

Śląsk: Gibson 21 (3), Malasević 16 (2), Kikowski 7, Parzeński 5, Hyży 5, Skibniewski 5 (1), Johnson 4, Gabiński 3 (1), Sulima.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."