RELACJA Z MECZU: Otwarcie dla Stelmetu

RELACJA Z MECZU: Otwarcie dla Stelmetu

Nie udał się drużynie Energi Czarnych rewanż za ubiegłoroczny ćwierćfinał play-off. W Zielonej Górze, przy dopingu pięciu tysięcy fanów, Stelmet wyraźnie pokonał słupszczan 94:73. W ekipie trenera Mariusa Linartasa zawiodła przede wszystkim skuteczność, jednak nie bez znaczenia były także problemy z powstrzymaniem liderów gospodarzy.

Energa Czarni zaczęli imponująco – za trzy trafił Levi Knutson, po chwili z półdystansu nie pomylił się Todd Abernethy i zapowiadało się na emocjonujące spotkanie. Kreowany na gwiazdę całej Tauron Basket Ligi Quinton Hosley nie radził sobie z agresywnie broniącym Mateuszem Kostrzewskim, a mający już wyrobioną markę Walter Hodge, spychany na niewygodną dla niego prawą stronę, był w ataku bezproduktywny. Słupszczanie nieznacznie prowadzili przez większą część pierwszej kwarty, jednak pojawienie się na parkiecie Mantasa Cesnauskisa odmieniło grę Stelmetu.

Nasi koszykarze zupełnie zatracili skuteczność, czego nie można powiedzieć o snajperach z Zielonej Góry. Po trójkach Hosley’a i Stelmacha gospodarze wypracowali sobie wyraźniejsze prowadzenie, które po kolejnych rzutach z dystansu, tym razem byłych kapitanów Energi Czarnych – Sroki i Cesnauskisa – wyniosło w połowie drugiej kwarty aż 15 punktów (35:20). Z każdą minutą coraz słabiej w obronie radził sobie Kostrzewski, a Hosley udowodnił, że opinie o nim nie są przesadzone. Do walki naszych koszykarzy zachęcił jeszcze Marcin Dutkiewicz, którego 8 punktów z rzędu pozwoliło nieco zmniejszyć straty przed przerwą.

Niestety, zaraz po zmianie stron walczący jak lew Robert Tomaszek popełnił swój czwarty faul, a wciąż fatalnie pudłujący słupszczanie, nawet z dogodnych i wypracowanych z trudem pozycji, pozwolili rywalom na ponowną serię punktową. Błędy w obronie były wodą na młyn Hosley’a, a do zdobywania punktów włączył się również Hodge. Na początku czwartej części meczu przewaga gospodarzy wynosiła już ponad 20 punktów i mimo konsekwentnej gry na skutecznego Yemi’ego Nicholsona, Energa Czarni nie byli w stanie odrobić strat.

– Mamy zupełnie nową drużynę i chyba potrzebujemy jeszcze trochę czasu, aby wszystko zaczęło prawidłowo funkcjonować. Wciąż siebie poznajemy i uczymy się wspólnej gry. Szkoda, że na rozpoczęcie sezonu tak wyraźnie przegraliśmy i mimo że rywal był dobry, jesteśmy wściekli. Wracamy do Słupska i zabieramy się do pracy, by w następnej kolejce było zdecydowanie lepiej – mówił zaraz po zakończeniu spotkania rozgrywający Energi Czarnych Todd Abernethy.

Największą różnica między obiema drużynami była widoczna w skuteczności. Gospodarze trafili połowę swoich rzutów, przy czym słupszczanie byli skuteczni przy zaledwie co trzecim. Stąd też nawet wygrana walka na tablicach przez Energę Czarnych nie mogła przynieść im wygranej.

Najbardziej w barwach naszego zespołu wyróżnił się Yemi Nicholson, który do 16 punktów dołożył 11 zbiórek i 2 bloki. Zawiedli natomiast przede wszystkim strzelcy z dystansu, ponieważ zanim w rozstrzygniętej końcówce do kosza znalazły drogę trzy trójki Brandweina, Knutsona i Kostrzewskiego, cały zespół miał na swoim koncie zaledwie dwa celne rzuty z dystansu.

Stelmet – Energa Czarni 94:71 (18:16, 27:19, 25:16, 24:22)

Stelmet: Hosley 24, Hodge 16, Stelmach 13, Chanas 12, Cesnauskis 9, Sroka 5, Jones 5, Stević 4, Łapeta 4, Lopicić 2, Matczak.

Energa Czarni: Nicholson 16, Dutkiewicz 14, Abernethy 11, Knutson 8, Brandwein 7, Nowakowski 5, Dabkus 5, Kostrzewski 4, Tomaszek 3.

Mateusz Bilski

 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."