RELACJA: Zabójcze trójki Turowa

RELACJA: Zabójcze trójki Turowa

Energa Czarni kolejny raz przegrywają spotkanie, w którym zwycięstwo było już w ich rękach. Tym razem prowadzili z Turowem nawet 57:40, a mimo to pozwolili swoim rywalom odrobić wszystkie straty. Zgorzelczanie, którzy w drugiej połowie trafili aż osiem trójek, wygrali po nerwowej końcówce 77:74.

Nasi koszykarze znakomicie rozpoczęli spotkanie, będąc bardzo skoncentrowanymi na wyznaczonych przez trenera Urlepa zadaniach. Słupszczanie grali bardzo zespołowo, cierpliwie i dokładnie, dokładając do tego wszystkiego agresywną defensywę. To musiało przynieść skutek – już w połowie kwarty ich przewaga była dwucyfrowa, a po wolnych Rocky’ego Trice’a sięgnęła nawet aż szesnastu punktów (25:9)! Każdy zawodnik Energi Czarnych dawał z siebie wszystko i wnosił coś pozytywnego do gry całego zespołu, a wiele korzyści przynosił szybki atak po dobrych akcjach obronnych. Dopiero w końcówce gospodarzom przydarzyło się kilka błędów, kiedy pozwolili swoim rywalom na zdobycie czterech łatwych punktów.

ZDJECIE: Łukasz Capar

Po krótkiej przerwie w drugiej kwarcie stroną wiodącą był PGE Turów. Zgorzelczanie poprawili swoją defensywę, odbierając naszym zawodnikom szanse na szybką grę, a w ataku wykorzystywali przewagę fizyczną swoich koszykarzy. Gospodarze bardzo szybko wpadli w kłopoty z przewinieniami, faulując w jednej akcji aż trzykrotnie, a przyjezdni bezlitośnie wykorzystywali prezenty w postaci rzutów wolnych. Za ich sprawą w połowie drugiej kwarty było już tylko 33:29. Spotkanie wyrównało się i do przerwy z przewagi słupszczan ostatecznie pozostało pięć pkt. – było 40:35.

Pierwszą połowę trzeciej kwarty Energa Czarni rozegrali koncertowo – podobnie, jak miało to miejsce na początku spotkania. Rewelacyjnie grał Rocky Trice, skuteczny był Jarosław Mokros i słupszczanie zanotowali w sumie serię 17:3. Wściekły trener gości ukarany został nawet przewinieniem technicznym. Niestety kolejny raz okazało się, że nawet 17-punktowa przewaga (57:40) niczego nie gwarantuje naszej drużynie. Celne trójki z otwartych pozycji Filipa Dylewicza i J. P. Prince’a pozwoliły PGE Turowowi zniwelować straty i mecz rozpoczynał się w zasadzie od nowa.

W sumie między połowami trzeciej i czwartej kwarty zgorzelczanie aż ośmiokrotnie skutecznie przymierzyli z dystansu, dzięki czemu udało im się wyjść na prowadzenie. Na 3 min. i 40 sek. przed końcem było 72:73 dla gości. Od tego momentu Energa Czarni bardzo dobrze bronili i mieli aż sześć szans na zdobycie punktów, ale nie wykorzystali żadnej. Faulowany Kulig trafił dwa wolne i nasi koszykarze musieli ratować się rzutami z daleka. Po szalonym rzucie Hullsa przewaga Turowa sięgnęła pięciu pkt., ale w końcu skutecznie odpowiedział Trice. Na osiem sekund przed końcem, po dwóch pudłach z linii Ivana Żigeranovicia, słupszczanie mogli doprowadzić do dogrywki. Lider naszej drużyny był jednak dobrze pilnowany, a na dodatek sam nieco utrudnił sobie pozycję do rzutu, który nie miał prawa wpaść.

Nasi koszykarze kolejny raz pokazali, że nie ma przewagi, która mogłaby pozwolić im spokojnie dotrwać do końca spotkania, w którym zwycięstwo było w ich rękach. Mimo wysokiego prowadzenia, a później licznych szans na przełamanie, ponownie czegoś zabrakło i Energa Czarni pozostają bez wygranej w drugim etapie. Kolejny raz udowodnili jednak, że są nieprzewidywalni i potrafią walczyć do ostatnich sekund z najlepszymi zespołami w kraju. Oby te momenty dobrej gry nasz zespół potrafił przekuć na całe spotkania w play-off.

Energa Czarni – PGE Turów 74:77 (27:16, 13:19, 21:20, 13:22)

Energa Czarni: Trice 22, Mokros 12, Stutz 12, Zimmerman 11, Nowakowski 7, Śnieg 2, Borowski 2, Hulls 2, Jarmakowicz 2, Gruszecki 2, Taylor.
PGE Turów: Prince 16, Kulig 15, M. Taylor 15, Dylewicz 10, Wiśniewski 8, Chyliński 4, T. Taylor 4, Żigeranović 3, Stelmach 2, Karolak, Krestinin.
Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."