RELACJA: Zaderbiście!

RELACJA: Zaderbiście!

Energa Czarni zrewanżowali się koszalinianom i pokonali na własnym parkiecie AZS 85:77, czym umocnili swoją pozycję w pierwszej szóstce TBL. Choć po ostatnich meczach obu drużyn to słupszczanie byli zdecydowanymi faworytami, obie ekipy zapewniły kibicom ogromne emocje, mnóstwo efektownych akcji i walkę o każdą piłkę. 

Nasi koszykarze rozpoczęli przede wszystkim od świetnej postawy w defensywie, która naturalnie przynosiła błyskawiczne efekty po drugiej stronie parkietu. Dobrze grę prowadził Oded Brandwein, Valdas Dabkus nie mylił się przy swoich rzutach i już po czterech minutach było 12:4. Co ciekawe, koszalinianie zupełnie nie radzili sobie z zorganizowanym atakiem Energi Czarnych i zdążyli już w tym czasie popełnić siedem przewinień. Już od pierwszych minut derby obfitowały w emocje i efektowne akcje. Przy próbie wsadu zablokowany przez Roba Jonesa został Mateusz Kostrzewski, ale po chwili Yemi Gadri-Nicholson zniszczył w podobnej sytuacji Camerona Bennermana. Chwilę wcześniej nasz środkowy efektownie wykończył również podanie na alley-oop od Brandweina. W pierwszej kwarcie niewiele zmieniało się w postawie obu zespołów, nasi koszykarze budowali przewagę i po 10 minutach było już 24:10.

Krótka przerwa między kwartami sprawiła jednak, że słupszczanie nieco stracili swój impet w ataku. Na ich szczęście AZS wciąż nie radził sobie najlepiej z defensywą gospodarzy, ale i tak zdołał odrobić pięć punktów. Ku zaskoczeniu wszystkich, po czasie dla Andreja Urlepa, znacznej poprawie uległa gra… koszalinian. Goście wyraźnie nie zamierzali się jeszcze poddawać i wykorzystując trwającą niemoc Energi Czarnych w ataku, zbliżyli się na 21:26. Od tego momentu walka toczyła się niemal kosz za kosz, a derbowe emocje dały się we znaki również zawodnikom, którzy nie zamierzali się oszczędzać. Wysokie napięcie ogarnęło także trenera Urlepa, który po trzecim faulu Gadri-Nicholsona (kontrowersyjnym, w ataku), niemal wyszedł z siebie. Ostatecznie do przerwy było już tylko 35:31 dla słupszczan.

Zaraz po przerwie, po trójce Wiśniewskiego i punktach spod kosza Leończyka, AZS wyszedł na pierwsze w meczu prowadzenie 36:35. Po dwóch trójkach Levi Knutsona słupszczanie odzyskali niewielką przewagę, ale niestety po chwili stracili Roberta Tomaszka, który popełnił swoje piąte przewinienie. To podziałało jednak mobilizująco na Energę Czarnych – zwłaszcza na Michała Nowakowskiego, który zdobył pięć punktów z rzędu i wyprowadził nimi Czarne Pantery na prowadzenie 56:47. Kolejne dwie akcje naszego skrzydłowego nie przyniosły już skutku, a po drugiej stronie trafiali Jones oraz Wiśniewski i przed ostatnią kwartą słupszczanie mieli wciąż jedynie cztery punkty przewagi.

Dlatego też nie można było się spodziewać, że w tym meczu będzie jeszcze brakować emocji. Energa Czarni powrócili do niezłej dyspozycji w ataku, ale niestety popełniali fatalne błędy w obronie, którą AZS rozbijał rzutami z dystansu. W ciągu kilku minut trzy razy celnymi trójkami popisał się Rob Jones i goście wciąż trzymali się blisko Energi Czarnych. Gdy przewagi słupszczan wynosiła siedem punktów, niesportowo w kontrze faulował Henry’ego Dutkiewicz i nasi rywali wykorzystali prezent. Za trzy trafiali na szczęście Dutkiewicz i Knutson, ale na dwie i pół minuty przed końcem swój piąty faul popełnił świetny tego dnia Oded Brandwein.

Andrej Urlep miał więc trudny orzech do zgryzienia. Nasz trener zdecydował się postawić na Rodericka Trice’a, co okazało się perfekcyjnym ruchem. Rocky w kluczowym momencie najpierw w niesamowity sposób zebrał piłkę w ataku i zdobył dwa punkty, by po chwili przechwycić podanie Igora Milicicia, po którym punkty zdobył Yemi Gadri-Nicholson. Desperackie (celne!) trójki Milicicia i Henry’ego w tej sytuacji nie miały już znaczenia. – Gdyby nie przepis o dwóch Polakach na boisku, Rocky grałby zdecydowanie dłużej – podkreślił trener Urlep.

Choć spotkanie z AZS nie decydowało o awansie jednej bądź drugiej drużyny do pierwszej szóstki, miało ostatecznie spore znaczenie dla obu ekip. Po przegranej koszalinianie spadli na 8. miejsce, natomiast Energa Czarni, choć byli pewni dokładnie szóstej pozycji, dzięki korzystnym wynikom w innych meczach do rywalizacji w kolejnym etapie przystępują ze sporymi szansami na wysoką lokatę. Do Anwilu i Trefla tracą zaledwie punkt, natomiast do pierwszej trójki (Turów, Stelmet, Asseco) jedynie dwa. Zapowiada się pasjonująca rywalizacja.

Energa Czarni – AZS 85:77 (24:10, 11:21, 23:23, 27:23)

Energa Czarni: Dabkus 17 (11 zb.), Gadri-Nicholson 16 (8 zb.), Brandwein 15 (8 as.), Knutson 12, Nowakowski 7, Kostrzewski 6, Dutkiewicz 5, Trice 3, Tomaszek 2, Abernethy 2.

AZS: Henry 19, Wiśniewski 18, Jones 11, Leończyk 11, Milicić 7, Wołoszyn 7, Mielczarek 4, Bennerman, Bigus.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."