RELACJA: Zagramy o brąz, finał dla Turowa

RELACJA: Zagramy o brąz, finał dla Turowa

W czwartek po bardzo wyrównanym meczu i olbrzymich emocjach Turów zakończył półfinałową serię, pokonując Energę Czarnych 79:76. Nasi koszykarze zagrali znakomicie, a do pełni szczęścia zabrakło nam naprawdę niewiele. Dziękujemy kibicom za wspaniałą atmosferę i widzimy się na meczach o brązowy medal!

Od pierwszych minut spotkanie było bardzo wyrównane, ale początkowo przebiegało wedle zasad narzuconych przez zgorzelczan. Wymuszali sporo gry 1 na 1, w której bardzo dobrze radzili sobie zwłaszcza podkoszowi Turowa z Kyryłem Natiażką na czele. Po drugiej stronie nie pierwszy raz ogromne serce do gry pokazał Jarosław Mokros, a gdy jego akcje wsparte zostały dobrym wejściem z ławki Drago Pasalicia, Turów nie miał szans nam odskoczyć.

Co prawda w połowie drugiej kwarty przyjezdni prowadzili 34:26, ale trener Kairys błyskawicznie zareagował na sytuację na boisku. Mokros z Pasaliciem ponownie dali nam mnóstwo energii, a po trójce Kyle’a Shiloh’a Energa Czarni wyszli na prowadzenie 38:37. Do przerwy był remis i zapowiadały się wielkie emocje w drugiej połowie.

Można było się spodziewać, że po zmianie stron podrażniony Turów wyjdzie maksymalnie zmobilizowany i będzie chciał jak najszybciej przejąć mecz i rozstrzygnąć go na swoją korzyść. Jednak to Energa Czarni od pierwszej akcji rzucili się na rywali, demonstrując swoją siłę. Zagraliśmy kapitalne sześć minut w obronie, nie pozwalając mistrzom Polski na zdobycie w tym czasie nawet punktu! Po drugiej stronie radziliśmy sobie równie dobrze i dzięki trójkom Mokrosa i dobrej grze Shiloh’a prowadziliśmy nawet 55:42!

Mistrz na taki obrót spraw zareagował po mistrzowsku. Konsekwencja w grze Turowa była imponująca i z każdą minutą straty do Energi Czarnych malały. W końcu rzutem Chylińskiego goście wyrównali, ale nie dawaliśmy się złamać, nawet mimo dwóch podcinających skrzydła trójkach Dylewicza. Gra długo toczyła się kosz za kosz i wszystko musiały rozstrzygnąć ostatnie akcje.

Na 3 min. przed końcem był remis, ale w kolejnej akcji po wolnych Jaramaza piłka pechowo wypadła Shiloh’owi z kosza. Punkty Collinsa sprawiły, że do rywali dzieliły nas już dwa posiadania, ale wtedy swoją trójkę trafił Michał Nowakowski (71:72). Odpowiedział spod kosza Jaramaz, Nowakowski przy kolejnym rzucie się pomylił i wtedy rozegrała się chyba najważniejsza akcja meczu, w której Collins z ogromną pewnością siebie trafił trójkę dającą jego drużynie sześć punktów przewagi - a do końca pozostało mniej niż minuta.

Nie poddaliśmy się jednak i po świetnie rozegranej akcji Shiloh trafił za trzy. Po chwili Collins stracił piłkę i zanim się obejrzał, na koszu Turowa po zdobytych punktach wisiał Mokros. 20 sekund przed końcem faulowany Chyliński trafił jednak dwa wolne ustalające wynik meczu, ponieważ nasza ostatnia akcja, której celem była skuteczna trójka, została doskonale obroniona przez zgorzelczan.

Energa Czarni przegrali tym samym półfinałową rywalizację 1:3, ale zagwarantowali w niej mnóstwo walki i emocji, za które należą się wielkie brawa i podziękowania. Turów w finale zmierzy się ze Stelmetem w obronie mistrzowskiego tytułu, natomiast nasi koszykarze zrobią wszystko, by zdobyć dla Słupska trzeci w historii brązowy medal w rywalizacji z Rosą Radom.

Energa Czarni - PGE Turów 76:79 (20:26, 22:16, 16:9, 18:28)

Energa Czarni: Shiloh 22 (6 zb.), Mokros 19 (5 zb.), Pasalić 14, Eziukwu 8 (5 zb.), Nowakowski 6 (5 zb.), Borowski 6, Blassingame 1 (9 as.), Cesnauskis.

PGE Turów: Collins 14, Kulig 14, Dylewicz 14, Czyż 9, Jaramaz 8, Chyliński 7, Natiażko 6, Taylor 5, Moldoveanu 2.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."