RELACJA: zaTRZYmani po przerwie

RELACJA: zaTRZYmani po przerwie

Energa Czarni długo prowadzili, ale w drugiej połowie stracili kontrolę nad spotkaniem i ostatecznie przegrali z Treflem 65:70. O sukcesie sopocian zadecydowała skuteczność rzutów z dystansu - w trzeciej i czwartej kwarcie trafili aż 10 z 16 rzutów za trzy.

Od pierwszych minut spotkania obie drużyny, zgodnie z kanonami, skupiły się na grze podkoszowej. Punktowali Eziukwu i Lydeka, a po trójce Kyle’a Shiloha zarysowała się delikatna przewaga Energi Czarnych. Kapitalnym trafieniem z dziewięciu metrów odpowiedział jednak Vasiliauskas, a nie byłoby jego punktów, gdyby nie ponowne problemy naszych koszykarzy przy walce o zbiórki (5 zb. w ataku Trefla). Wprowadzenie rezerwowych nieco ożywiło grę naszego zespołu, w którym bardzo dobrze spisywał się Tomasz Śnieg. Po jego punktach i asyście do Trajkovskiego prowadziliśmy 15:11.

Obie drużyny skupiły się na ostrej walce w defensywie, co błyskawicznie przekładało się na nienajwyższą skuteczność, straty i niski wynik. Kapitalnie Pawłowi Leończykowi przeszkadzał Michał Nowakowski, a z kolei z drugiej strony grę rozgrywającym utrudniał bardzo aktywny, osiemnastoletni Artur Włodarczyk. Przewagę jednak wciąż mieli nasi koszykarze, ponieważ wśród rywali punktował tylko osamotniony Lydeka. Wsad w kontrze Gruszeckiego sprawił, że prowadziliśmy nawet 27:17, a po pierwszej połowie było 29:21.

Trzecią kwartę otworzyły dwie litewskie trójki, od Vasiliauskasa i Bendziusa. Energa Czarni pozornie szybko wybrnęli z kłopotów, bo również z dystansu trafił Gruszecki, a cztery punkty dorzucił Franklin. Kapitalnie wciąż grał jednak Lydeka, dwa trafienia zanotował Leończyk i było zaledwie 38:36. Worek punktów dla Trefla otworzył się na dobre i trójką do remisu po 41 doprowadził Vasiliauskas, a po chwili tym samym Dutkiewicz dał prowadzenie Treflowi 44:43. Nasz były kapitan trafił także w ostatniej akcji kwarty i goście prowadzili 49:47.

Niestety chwila przerwy niewiele zmieniła i nasi koszykarze wciąż popełniali masę błędów w obronie. Sopocianie wciąż powiększali swoje prowadzenie, m.in. za sprawą kolejnych dwóch trójek z otwartych pozycji Bendziusa. Było 50:57 i trener Mijatović musiał prosić o czas. Pomogło, bo za sprawą Nowakowskiego błyskawicznie odrobiliśmy straty, ale znów serię 5 pkt. z rzędu zanotował Michalak i przegrywaliśmy 57:62, a do końca meczu pozostawały trzy minuty.

Sopocianie pudłowali jednak wolne, a dwie akcje wykończył Franklin i gra ponownie się wyrównała. Na minutę przed zakończeniem spotkania dwa wolne trafił Gruszecki, wyprowadzając Energę Czarnych ponownie na prowadzenie. Niestety w kolejnej akcji swoją czwartą trójkę w meczu trafił Bendzius, czym niemal zapewnił zwycięstwo swojej drużynie. Gra słupszczan zupełnie się posypała, indywidualna akcja Shiloh’a zakończyła się blokiem Leończyka i choć pudłując wolnego Kemp dał nam jeszcze szansę, nie skorzystaliśmy jej. Nie potrafiliśmy wypracować sobie pozycji do rzutu z dystansu, dającego potencjalnie dogrywkę - William Franklin popełnił błąd kroków i musieliśmy pogodzić się z przegraną.

- Spodziewaliśmy się ciężkiego meczu, nie miał dla nas znaczenia słaby początek Trefla w tym sezonie, a jego ostatnie dwa, bardzo dobre mecze. Dziś potwierdzili swoją formę. Robiliśmy wszystko, co sobie założyliśmy, graliśmy dobrze w obronie, wszystko kontrolowaliśmy, ale tylko w pierwszej połowie. Po zmianie stron graliśmy zbyt delikatnie, nie walczyliśmy tak, jak wcześniej i pozwoliliśmy rywalom wrócić do meczu. Trefl ukarał nas za nasze błędy - mówił po meczu trener Dejan Mijatović.

Energa Czarni - Trefl 65:70 (15:11, 14:10, 18:28, 18:21)

Energa Czarni: Shiloh 16 (7 zb., 4 as.), Gruszecki 14, Franklin 12 (4 as.), Nowakowski 8, Trajkovski 6, Seweryn 5, Eziukwu 2, Śnieg 2, Mokros, Borowski.

Trefl: Lydeka 17, Bendzius 14, Vasiliauskas 12, Michalak 11, Dutkiewicz 8, Leończyk 7, Kemp 1, Stefański, Włodarczyk.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."