RELACJA: Zwycięska dogrywka

RELACJA: Zwycięska dogrywka

Energa Czarni po bardzo wyrównanym spotkaniu pokonali Asseco Gdynia 90:83. Do rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka, do której rzutami wolnymi doprowadził A.J. Walton. W niej słupszczanie zachowali więcej zimnej krwi i trafiali kluczowe trójki, co zadecydowało o ich zwycięstwie.

CZARNI po Asseco (Audio Jakub Klimek)

Po dwóch skutecznych rzutach Williama Franklina na początku spotkania słupszczanie prowadzili 6:2, ale odpuszczany na dystansie A.J. Walton trafił dwie trójki, choć zazwyczaj ma w tym elemencie sporo problemów. Kolejną dorzucił Lazar Radosavljević i Asseco prowadziło 13:10. Kapitalnym wsadem popisał się Callistus Eziukwu, a świeżo wprowadzony na parkiet Michał Nowakowski nie pomylił się przy dwóch następujących po sobie rzutach z dystansu. Wynik utrzymywał się więc przy remisie, a wiodącymi postaciami drugiej części tej kwarty byli Karol Gruszecki i Ovidijus Galdikas. W ostatniej akcji słupszczan trójką popisał się kolejny nasz gracz - Kacper Borowski i to Energa Czarni prowadzili po pierwszej kwarcie 26:24.

Nasz wychowanek nie zwolnił tempa i po krótkiej przerwie dołożył następną trójkę, a także skutecznie ograł Galdikasa. Z dystansu swoją cegiełkę dołożył również Łukasz Seweryn i gdy wydawało się, że za trzy trafi także Jarosław Mokros, nasz skrzydłowy oddał ją osamotnionemu pod koszem Eziukwu i Energa Czarni prowadzili 36:27. Co szczególnie istotne, nasi koszykarze wyszli na prowadzenie bez udziału obwodowego duetu Franklin-Shiloh. Gospodarze nie mogli jednak trafiać bez przerwy i w końcu stracili skuteczność, co skrzętnie wykorzystali gracze Asseco. Umiejętnie wymuszali faule słupszczan i trafiali wolne, zbliżając się na zaledwie dwa punkty różnicy. Przed przerwą było jednak 42:38, bo Eziukwu dobił rzut Tomasza Śniega.

Po zmianie stron naszym koszykarzom wciąż brakowało skuteczności. Asseco grało tak, jak sobie zaplanowało, zespołowo i konsekwentnie. Z każdą akcją zbliżali się do Energi Czarnych, by w końcu po rzucie spod kosza Radosavljevicia wyjść na prowadzenie 48:47. Odpowiedział jednak Eziukwu, a trójkę w szybkim ataku trafił Shiloh i wróciliśmy do czteropunktowej przewagi. Niestety nasze akcje w końcówce kwarty ograniczyły się do prób rzutów z dystansu - czterech nieudanych . Przed decydującą częścią spotkania przegrywaliśmy 56:58, ponieważ niemal równo z syreną trafił Kowalczyk.

Gdynianie mieli jednak swoje problemy, bowiem już w pierwszej minucie czwartej kwarty ich dwójka rozgrywających miała na swoim koncie po cztery przewinienia. Słupszczanie musieli zmienić coś w swojej grze, aby móc myśleć o zwycięstwie. Tak się stało, ciężar gry przeniósł się pod kosz i po trzech akcjach (dwie Eziukwu, jedna Shiloh’a) ponownie prowadziliśmy 62:58, a wściekły trener David Dedek musiał prosić o przerwę. Swój czas miał Jarek Mokros, który trafił dwie trójki, wymusił faul techniczny Szczotki (i trafił wolnego), a także popisał się świetną asystą przy wsadzie Gruszeckiego.  Było 71:63 i wydawało się, że już mamy gdynian.

Ci nie zamierzali się jednak poddawać. Szybko dwa wolne trafił Walton, Matczak popisał się trójką, a Żołnierewicz dorzucił jeszcze punkt. Gdy w kolejnej akcji pod kosz wjechał Walton z ośmiu punktów przewagi zrobił się remis i wszystko zaczynało się od początku - choć na zegarze pozostały zaledwie trzy minuty. Obie drużyny grały falami, więc przyszła kolej na słupszczan: trójka Franklina, półdystans i kontra Shiloh’a, a na tablicy 78:71. O spokoju mogliśmy jednak zapomnieć, bowiem szybka seria 5:0 Asseco sprawiła, że znaleźliśmy się w poważnych tarapatach, a graliśmy już bez Karola Gruszeckiego (5 fauli). Na 20 sekund przed końcem popełniliśmy błąd 24 sekund, Franklin sfaulował Waltona, który trafił dwa wolne i na tablicy widniał remis. Na naszą akcję, po czasie dla Mijatovicia, pozostało 7,5 sekundy. Po dobrze rozegranej akcji z czystej pozycji rzucał Mokros, ale pomylił się przy trójce i o wyniku musiała rozstrzygnąć dogrywka.

Przez połowę dodatkowego czasu wynik drgnął tylko o jeden punkt, zdobyty z linii wolnych przez Shiloh’a. W końcu pod kosz wszedł Mokros, ale błyskawicznie trójką wyrównał Walton. Znów tylko jednego wolnego dołożył Shiloh, ale w kolejnej akcji wyprowadzony na pozycję Franklin nie pomylił się z dystansu i na 80 sekund przed końcem było 85:81. Po czasie dla trenera Dedka udało nam się wybronić, a w kolejnej akcji niepilnowany Mokros nie rzucił z dystansu, przekozłował piłkę, utrudnił sobie pozycję i… trafił z dystansu, przesądzając już o wygranej Energi Czarnych.

Energa Czarni - Asseco 90:83 (26:24, 16:14, 14:20, 22:20, d: 12:5)

Energa Czarni: Shiloh 20, Mokros 14 (7 zb., 5 as.), Franklin 14 (6 as.), Eziukwu 12 (7 zb.), Gruszecki 11, Nowakowski 8, Borowski 8, Seweryn 3, Śnieg, Trajkovski.

Asseco: Walton 30, Galdikas 12 (17 zb.), Matczak 11, Radosavljević 9, Kowalczyk 9, Szczotka 6, Żołnierewicz 3, Parzeński 3.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."