RELACJA: Zwycięski koniec roku

RELACJA: Zwycięski koniec roku

Energa Czarni znów zagrali świetnie w pierwszej i słabo w drugiej połowie, ale udało im się zwycięstwem zakończyć 2014 rok. Polski Cukier Toruń okazał się wymagającym rywalem, który z wielką determinacją walczył wygraną, ale po emocjonującej końcówce górą byli słupszczanie, którzy triumfowali 77:76. Było to nasze trzecie zwycięstwo z rzędu i w nowy rok wkraczamy z dodatnim bilansem 7-6.

Świetne otwarcie Kyle’a Shiloha pozwoliło nam prowadzić 7:2, ale po chwili trójką odgryzł się Corbett, z półdystansu trafił William Franklin i to Polski Cukier wygrywał 9:7. Następnie czekał kibiców pokaz nieskuteczności z obu stron, przerwany po trzech minutach trójką Michała Nowakowskiego, a po nim z dystansu trafiali Blassingame i Mokros. Nasi koszykarze znacznie lepiej radzili sobie także w walce o zbiórki i po pierwszej kwarcie prowadzili 21:17.

Niestety, drugą kwartę nasi zawodnicy rozpoczęli ze sporymi problemami, na co złożyły się m.in. dwie straty i w ślad za nimi kontry naszych rywali, którzy w niewiele ponad minutę zdołali wyjść na prowadzenie. Nasi koszykarze słabo radzili sobie także w ataku, ale ratowali się zbiórkami, po których zdobywali łatwe punkty, co pozwalało utrzymywać wynik zbliżony do remisu. Gdy do tego wszystkiego doszły faule torunian i pewnie wykonywane wolne przez Energę Czarnych, słupszczanie wyszli na prowadzenie 34:25, a przed przerwą było nawet 42:30.

Trzecia część spotkania nie po raz pierwszy w tym sezonie zaczęła się jednak fatalnie. Przez blisko cztery minuty nasi koszykarze nie potrafili zdobyć punktów, a nasi rywale w tym czasie nie próżnowali i w połowie kwarty było tylko 46:44 (seria torunian 14:4). Uaktywnił się na szczęście Kyle Shiloh i po jego pięciu punktach słupszczanie nieco opanowali sytuację, ale po czasie dla Miliji Bogicevicia Polski Cukier wrócił do gry. Gdy na zakończenie trzeciej kwarty trójkę trafił Marcin Sroka, torunianie wyszli na pierwsze w meczu prowadzenie 54:53.

Tym samym pewne było, że emocji nie zabraknie. Dobrze grał Karol Gruszecki, ale znów z dystansu nie pomylił się Denison. Nasi koszykarze walczyli o każdą piłkę i właśnie po jednej z takich akcji kontrę 2+1 wykończył Łukasz Seweryn i prowadziliśmy 60:57. Problemem były dodatkowo faule, ponieważ w połowie kwarty po cztery mieli Blassingame, Nowakowski, Mokros i Trajkovski. Na szczęście sytuację uspokoili Blassingame z Eziukwu, którzy znakomicie współpracując wyprowadzili nasz zespół na prowadzenie 69:60.

To nie był jednak koniec, a zaskakująco dopiero początek prawdziwych emocji! Bohaterem torunian był Corbett, który w ciągu ostatnich trzech minut zdobył aż 12 punktów. Jeszcze na minutę przed końcem prowadziliśmy 73:66, ale wtedy trafili Sulima i Corbett. Na dwa wolne Gruszeckiego trójką z bardzo trudnej pozycji odpowiedział Amerykanin, a po chwili sytuacja się powtórzyła - dwa pewne rzuty Gruszeckiego i kolejna niesamowita trójka Corbetta.

Na 3 sekundy przed końcem przy stanie 77:76 faulowany był Jarosław Mokros, ale pomylił się przy pierwszym wolnym. Drugiego trener Lisztwan nakazał mu celowo spudłować, aby „ożywić” piłkę w podkoszowym zamieszaniu, nie pozwalając rywalom na wyprowadzenie spokojnej akcji. Nasz skrzydłowy posłuchał trenera, ale niestety zbyt szybko przekroczył linię po swoim rzucie i ta powędrowała w ręce torunian, którzy mieli czas na długie podanie. Nasza obrona zafunkcjonowała jednak bardzo dobrze i rzut niemal z połowy boiska Corbetta nie miał szans na powodzenie.

- Spodziewaliśmy się bardzo trudnego meczu i się nie pomyliliśmy. Od początku broniliśmy tak, jak to sobie założyliśmy, mieliśmy 12 punktów przewagi. Po przerwie wróciliśmy do „starego”, znów mieliśmy problemy ze zbiórkami, prowadzenie chyba trochę nam zaszkodziło. Nie byliśmy już tak konsekwentni i zdeterminowani, przeciwnik narzucił swój styl gry i walczył o zwycięstwo. Jestem jednak zadowolony, że mimo słabszej drugiej połowy udało się, co prawda po dużych emocjach, wygrać ten mecz - podsumował spotkanie Mirosław Lisztwan.

- Po pierwszej połowie wydawało nam się, że będziemy już kontrolować to spotkanie. Byliśmy dobrze przygotowani, ale po zmianie stron powróciliśmy do naszego stylu z wcześniejszych meczów i straciliśmy sporą przewagę, a rywale doprowadzili do nerwowej końcówki. Musimy być bardziej skoncentrowani - dodał Karol Gruszecki.

- Mieliśmy sporo problemów w pierwszej połowie, kiedy to nie zastawialiśmy tablicy, Energa Czarni ponawiali swoje akcje i zdobywali w ten sposób sporo punktów. Udało nam się jednak wrócić do meczu, ale przez cały mecz mieliśmy zbyt słabą skuteczność z otwartych pozycji, w szczególności Franklin i Corbett - mówił po meczu trener gości Milija Bogicević.

Energa Czarni - Polski Cukier 77:76 (21:17, 21:13, 11:24, 24:22)

Energa Czarni: Blassingame 14 (6 as.), Eziukwu 12 (5 zb.), Shiloh 11 (7 zb.), Nowakowski 8 (6 zb.), Mokros 8, Trajkovski 4, Seweryn 4, Borowski 2, Śnieg.

Polski Cukier: Corbett 22, Denison 14 (13 zb.), Sulima 10 (8 zb.), Sroka 8, Nowakowski 7, Zyskowski 5, Lisewski 4, Franklin 4, Jankowski 2, Comagić, Radwański, Perka.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."