Shiloh czy Trice?

Shiloh czy Trice?

Pojedynek Kyle Shiloh kontra Rocky Trice stanowił bez wątpienia ciekawe tło niedzielnego meczu pomiędzy ENERGĄ CZARNYMI Słupsk a WKS Śląskiem Wrocław. Trice po raz pierwszy przyjechał do Słupska jako zawodnik innej drużyny, walcząc o zdobycie dla niej ligowych punktów.

Tymczasem w Słupsku w tym sezonie Kyle Shiloh stał się pierw­­szoplanową postacią Czarnych Panter i coraz częściej mówi się o tym, że jest w stanie zastąpić kibicom swojego poprzednika. Zadecydowały o tym jego umiejętności, a przede wszystkim łatwość zdobywania punktów. Amerykanin potwierdzał to w każdym z trzech spotkań Energi Czarnych w TBL. Zawodnik zdobywa średnio po 22 punkty w meczu. 

Shiloh i Trice wyznają podobną filozofię gry:

– Staram się robić to, czego zespół oczekuje. Zawsze tak robiłem, także w moich poprzednich drużynach. Albo kreuję pozycję dla innych, albo zespół kreuje pozycje dla mnie. Muszę tylko zdo­być punkty – mówi Shiloh. – To najważniejsze, aby każ­dy robił to, co do niego należy.

- Każdy zawodnik daje coś od siebie i to przekłada się na wynik meczu. Trzeba pamiętać, że to nasza praca, więc musimy wejść na parkiet i po prostu trafiać. Na pewno nie powiem, że jestem super, świetny i w ogóle najlepszy. Jestem po prostu zawodnikiem. Nie ma problemu dla mnie, czy gram na rozegraniu, czy na skrzydle. Staram się realizować założenia taktyczne i liczy się dobro drużyny – mówi Trice.

W niedzielnym pojedynku pary Shiloh – Trice można ogłosić remis! Choć to Shiloh zdobył więcej punktów (13 wobec 11 punktów Trice’a), obaj zawodnicy uzyskali podobny eval (8 – Shiloh, 9 – Trice) i stanowili ważne ogniwa swoich drużyn w kluczowych momentach.

Jak spotkanie i swój występ podsumował Kyle?

- Śląsk grał świetnie jako zespół po dwóch stronach parkietu. Zawodnikom z Wrocławia trzeba oddać to, że bardzo dobrze zostali przygotowani przez trenera do spotkania z nami, nie odpuszczali ani na chwilę. Było to ciężkie fizycznie spotkanie. Tu nie liczyły się indywidualne pojedynki, stanowiły one głębokie tło walki na parkiecie. Najbardziej boli mnie to, że znów przegraliśmy z bardzo mocnym zespołem, z którym jednak mogliśmy wygrać. Było blisko… Dlatego czas szybko zapomnieć o tym meczu i spoglądać już w stronę Koszalina!

Jeśli podobał Ci się ten materiał kliknij 'Lubię to!' lub Tweetnij. Po więcej ciekawych rzeczy zajrzyj na nasz fanpage na Facebooku lub kanał na Twitterze.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."