Słupszczanie i Koszalinianie w meczu o życie

Słupszczanie i Koszalinianie w meczu o życie

Przychodzi chwila, w której człowiek pochyla głowę nad wyrokiem losu i – niezależnie od woli życia – musi uznać jego wyższość. Pojawiające się wówczas poczucie bezradności toczy zacięty bój z naturalną potrzebą walki: o siebie, o siebie dla innych, o życie. Chociaż ciało i umysł przestają grać w jednej drużynie, cel pozostaje niezmienny – wygrać za wszelką cenę… Co w przypadku, gdy cena okazuje się być bardzo wysoka? Wówczas trzeba obrócić głowę w stronę innych: bliskich, dalekich, a nawet zupełnie obcych.

Nie ma dla człowieka trudniejszego rywala niż choroba. Do niełatwego, bo wymagającego nadludzkiego hartu ducha, meczu o życie stanął Mirosław Mikietyński.

Mirosław Mikietyński zdecydował się poinformować o swojej chorobie publicznie. Z pewnością nie było to łatwe, zwłaszcza że pełnił wówczas bardzo ważną i odpowiedzialną funkcję Prezydenta Miasta Koszalina. Chorobę nieoczekiwanie odkrył u siebie w 2007 roku, kiedy to zauważył, że z coraz większym trudem przychodzi mu zapięcie guzików u koszuli. Chociaż stwardnienie rozsiane dotyka jedną osobę na sto tysięcy, nie miał wątpliwości, co było przyczyną jego trudności: „W Koszalinie tą osobą jestem ja” – mówił wówczas prezydent. Obecność choroby potwierdzili lekarze.

Przez całe swoje życie Mirosław Mikietyński był wyjątkowo aktywnym człowiekiem: grał w koszykówkę, wylewał poty na korcie tenisowym, zimą szalał na stoku. Ponadprzeciętnej kondycji zazdrościli mu wszyscy znajomi, których zachęcał do dbania o siebie i swoje zdrowie! Nic dziwnego, że został prymusem w Akademii Medycznej, następnie szanowanym chirurgiem oraz dyrektorem Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie. Swoją aktywność zawodową postanowił poświęcić innym ludziom. Chciał walczyć o ich zdrowie, dodawać sił fizycznych i umożliwiać sprawne funkcjonowanie pomimo chorób czy dolegliwości. Jego prometejski duch podpierany był nieustannie rzetelną pracą, często do późnych godzin nocnych.  Równolegle do pracy zawodowej prowadził działalność społeczną: przez 4 lata był prezydentem Euroregionu Pomerania,  prezesem Stowarzyszenia Gmin Polskich Euroregionu Pomerania, prezesem Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Pomorza Środkowego. Przez wiele lat był przewodniczącym Komisji Zdrowia Związku Miast Polskich. Z ramienia Związku Miast Polskich działał w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu. W 2010 roku jako dyrektor szpitala został uznany przez Gazetę Wyborczą za „Menadżera roku w służbie zdrowia”. Dwukrotnie miał propozycję objęcia teki ministra zdrowia. Odmawiał, bo uznał, że w Koszalinie ma więcej do zrobienia.

Mirosław Mikietyński cierpi na stwardnienie boczne zanikowe, tak zwane ALS. Powoduje ono, że stopniowemu zniszczeniu ulegają komórki nerwowe odpowiedzialne za pracę mięśni. To z kolei powoduje pogarszanie się sprawności ruchowej, a w ostateczności - paraliż. Chociaż ciało odmawia posłuszeństwa, na szczęście umysł pozostaje sprawny. Choroba trwa kilka lat, jest nieodwracalna… - Dziewięćdziesiąt procent chorych żyje z nią od 3 do 6 lat. Może będę miał to szczęście, że znajdę się w pozostałej 10-tce - mówił Mirosław Mikietyński w programie Szymona Hołowni „Ludzie na walizkach”.

Było to niemal dwa lata temu. Dzisiaj Mirosław Mikietyński nie jest w stanie poruszyć nawet głową. Nie mówi, oddycha za pomocą respiratora, karmiony jest sztucznie. Nie poddał się jednak, od czasu do czasu żona i pielęgniarki wiozą go na halę sportową w Koszalinie, gdzie ogląda swoją ukochaną koszykówkę. Nie stroni od ludzi, raz tylko odmówił udziału w jakiejś szkolnej uroczystości - nie chciał, żeby dzieci oglądały go w takim stanie. Chciał, żeby go zapamiętały jako w pełni zdrowego człowieka. Dopóki jego ciało walczy, wciąż pozostaje nadzieja, że ten mecz uda się wygrać…

Nadal interesuje się sprawami świata i podwórka lokalnego: śledzi bieżące wiadomości, ogląda telewizję. Z najbliższymi porozumiewa się jedynie za pomocą oczu – pisze nimi na specjalnym monitorze, który przekształca wyrazy w dźwięki. Stara się żyć normalnie. Ale stwardnienie rozsiane definiuje „normalność” nad wyraz ubogo…

Dlatego postanowiliśmy zwrócić się do Słupszczan i Koszalinian z apelem o wsparcie Mirosława Mikietyńskiego w meczu o godne życie, by jednocześnie podziękować mu za aktywne działanie na rzecz lokalnej koszykówki, bez którego nie byłoby fascynujących sąsiedzkich derbów oraz towarzyszących im gorących emocji. Wielokrotnie oglądaliśmy Pana Prezydenta podczas meczów na trybunach, zawsze ciepło witany był w Słupsku, pozdrawiał nas przyjaznym uśmiechem, niemal z każdym witał się osobiście przez podanie ręki. Pochłonięty żywiołowym dopingiem, ściągał krawat, stając się zwykłym kibicem. Z honorem przyjmował porażkę swojej drużyny, nigdy nie zapomniał pogratulować zwycięstwa miejscowym. W miłej atmosferze  podejmował słupskich kibiców w koszalińskiej hali.

Tym razem My – Kibice – możemy wyciągnąć rękę do Pana Mirosława i stanąć z nim do walki po jednej stronie barykady. Do wygrania jest bowiem najcenniejsze trofeum – życie. Mamy nadzieję, że na czas tego meczu uda się nam wznieść ponad lokalne podziały, oddać serca na parkiecie i wspólnie wydrzeć zwycięstwo!

Wraz z Fundacją „Pokoloruj świat” w Koszalinie Słupskie Towarzystwo Koszykówki Sportowa S.A rozpoczyna akcję pomocy Panu Mirosławowi Mikietyńskiemu, której finał odbędzie się podczas XIX Turnieju o Puchar Prezydenta Miasta Słupska w dniach 19-21 września 2014r. Chcemy zachęcić do niej wszystkich mieszkańców Słupska i Koszalina, a przede wszystkim – sympatyków koszykówki i lokalnych drużyn: ENERGI CZARNYCH Słupsk i AZS Koszalin. Tym razem, niezależnie od sportowej rywalizacji, chcemy kolorować świat, trzymając się za ręce! Niebawem przedstawimy harmonogram planowanych działań. Już dziś zachęcamy do aktywnego w nich udziału. Ten mecz musimy wygrać!

(w materiale wykorzystano informacje zawarte wcześniej w artykule „Może będę miał to szczęście” autorstwa Ryszarda Mikietyńskiego)

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."