WIDZIANE Z TRYBUN: Co front, to wygrana

WIDZIANE Z TRYBUN: Co front, to wygrana

Witam Was Kochani!

Kolejny tydzień, kolejne wygrane, fantastycznie i oby tak dalej. Od ostatniego spotkania czwartkowego rozegraliśmy w Słupsku dwa mecze, które emocjonalnie przebiegały dla mnie w dokładnie ten sam sposób- ani przez chwilę nie miałem wątpliwości, kto z parkietu zejdzie z uniesioną dumnie głową. Świetne uczucie. Podkreślam jednak- nie ma ono nic wspólnego z rutyną, nudą i samouwielbieniem.

Po prostu nasza drużyna gra tak, że nawet chwilowe wahnięcia niosące odrabianie strat przez rywali nie budzą u mnie niepokoju. Funkcjonujemy jak dobrze działająca, ciężka lokomotywa, w której coś czasem się zatnie, niektóre tryby będą o siebie trzeć, oliwa będzie spływać, ale koniec końców maszynista dorzuci węgla do pieca, para pójdzie w gwizdek i to my przepchniemy przeciwnika. Nie gramy szybko, nie gramy z polotem, nie gramy czysto, ale gramy skutecznie i to jest piękne, bo musimy mieć świadomość, że w naszych słupskich realiach nie ma co oczekiwać i pięknej gry i zwycięstw. Ale w żadnym wypadku nie narzekam, bo osobiście lubię i jestem nauczony koszykówki brudnej, opartej na charakterze, walce, ambicji i obronie. Przyzwyczaił mnie do niej Tadeusz Aleksandrowicz powtarzający, że ”jeśli ma się przeciętną drużynę, to trzeba skoncentrować się na obronie, bo w ataku zawsze jakoś to będzie”, ze swoimi wynikami 66-62, później był charakterny Igor i jego „chłopaki z jajcami”, teraz jest Urlep i wszyscy widzimy, jakie efekty osiąga. Pisałem w pierwszym wpisie, że to będzie jedna z moich ulubionych odsłon Czarnych. Zdania nie zmieniam, trzymam mocno na chłopaków kciuki, imponują mi ogromnie i nie ma w tej drużynie ani jednego gracza, którego nie darzyłbym sympatią- mniejszą lub większą. Z wiekiem coraz rzadziej mi się takie coś zdarza.

Mecz z Asseco należał dla mnie do tych z kategorii „wygrywamy i zapominamy, że się odbył”, niestety nie będę go długo wspominał, w zasadzie robię to prawdopodobnie ostatni raz na potrzeby tego wpisu. Chociaż, jak dało się usłyszeć od osób znających się na koszykówce lepiej, wcale nie był on spacerkiem i kosztował nasz zespół dużo sił, bo zmuszony był walczyć z drużyną preferującą w obronie podobny, „brudny” styl. I na takie rzeczy trzeba być przygotowanym, bardzo dobrze, że spotkanie zdecydowanie wygrane. Akcją meczu był oczywiście nieudany wsad 360 Rocky’ego, po którym bohater przykleił sobie do twarzy rozbrajający uśmiech, a publiczność pierwszy chyba raz w tym sezonie skandowała jego imię. Ta akcja była idealnym odzwierciedleniem nastrojów panujących w drużynie i na trybunach- kontra, teoretycznie pewne punkty, oczekiwanie niesamowitego wsadu, próba wykonania niesamowitego wsadu, skucha, uśmiech, oklaski, skandowanie. Bo przecież nic się nie stało, jesteśmy pewni swego, wiemy na co nas stać, a przecież trzeba dodać odrobinę polotu do gry. Tylko Paweł Łakomski z Rafałem Szymańskim jakoś śmiertelnie poważnie podeszli do sprawy :)

Wczoraj było inaczej, bo i waga meczu inna i przeciwnik ze zdecydowanie wyższej półki. Trefl na pewno przyjechał do Słupska odrabiać straty, jakie miał w plecaku po nieudanym dla nich meczu w Ergo Arenie. Weszli zmobilizowani, chcieli wygrać, a tu po kilku minutach jasne było, że raczej nie dadzą rady odrobić ponad dwudziestopunktowej (biorąc pod uwagę dwumecz) różnicy dzielącej ich z Czarnymi . Świetnie rozpoczęliśmy, pięknie siadła nam trójka i było po zawodach. Wprawdzie rywale zrobili jeszcze dwa zrywy, ale na nic się one nie zdały, bo w tej rywalizacji byliśmy zdecydowanie lepsi. To dobry prognostyk przed zbliżającym się meczem z tym przeciwnikiem w lidze. Przy czym trzeba pamiętać, że Puchar i liga, to dwa różne światy, ale o tym za tydzień. Dzisiaj chciałbym wyrazić swoją radość z faktu, że podeszliśmy do rywalizacji w Pucharze poważnie, bez odpuszczania. Podzielam głosy kibiców, którzy twierdzą, że rozgrywki te są ważne, bo trofeum o nazwie „Puchar Polski” warto byłoby w swojej skromnej- nie ukrywajmy- kolekcji mieć. Poza tym mecze trzeba wygrywać, po prostu, po sportowemu, bez odpuszczania. Dla satysfakcji własnej, dla kibiców, dla budowania atmosfery w drużynie. Sezon wcale nie jest długi, mija wręcz nadspodziewanie szybko i nie ma co wybierać sobie meczów, w którym zagramy na 100, a w których na 77 procent. Jestem naprawdę usatysfakcjonowany, ze mamy drużynę, która podchodzi do sprawy podobnie. Dziękuję jej za to! Gratulacje dla Jordana, który w końcu zagrał zawody, jakich od niego oczekujemy. Póki co nie ogłaszam wielkiego przebudzenia, ale demonstrację możliwości. Czy będzie w stanie potwierdzić dyspozycję w kolejnych meczach- oby. Chociaż mam obawy, że następny mecz rozpocznie od niecelnych rzutów ;)

Przed nami bardzo trudny wyjazd do Zgorzelca, gdzie aby wygrać, trzeba będzie stanąć na rzęsach i wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Tak naprawdę zafunkcjonować na dobrym lub bardzo dobrym poziomie muszą wszyscy, inaczej nie uda nam się przywieźć wygranej z przygranicznego miasta. Nie będę klepał mantry o tym, że „ten mecz da nam odpowiedź, na co stać Energę Czarnych w tym sezonie”. Żołądek mi się wywraca, gdy to sformułowanie czytam, podobnie na „derby rządzące się swoimi prawami”. Ten mecz niczego nie pokaże, to, ze potrafimy wygrywać z czołówką już w tym sezonie udowodniliśmy, a porażki z najgroźniejszymi rywalami w ich halach zdarzają się nawet przyszłym Mistrzom. Jest to bardzo trudne spotkanie, zwycięstwo liczone za cztery punkty, a porażka chyba wkalkulowana. Trzeba pojechać i walczyć z całych sił.

Na koniec krótki komentarz na temat „afery śmieciowej” w Koszalinie, gdzie prezes Kozak nawyzywał jednego z wieloletnich kibiców AZSu, członka Stowarzyszenia Kibiców, jedną z wyrazistszych postaci tego klubu od śmieci. „Jaki pan, taki kram”…

Dziękuję, pozdrawiam.

Rychu.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."