WIDZIANE Z TRYBUN: Garść refleksji i motywacji

WIDZIANE Z TRYBUN: Garść refleksji i motywacji

Witam Was Kochani Kibice lidera rozgrywek! :)

Strasznie trudno jest mi pisać o meczu, którego nie widziałem i nie dane mi było z Wami przeżywać emocji z nim związanych. Fatalne jest samotne śledzenie wyniku na telefonie, zwłaszcza, gdy wokół pełno ludzi dziwnie na człowieka spoglądających, gdy najpierw do komórki przeklinałem siarczyście, by później się do niej uśmiechać i radośnie podrygiwać na krześle.

Moje szczęście było na tyle duże, że po upływie kilku kolejek zacząłem rozmowę z jednym z gości urodzinowych, będącym w sędziwym wieku i z pochodzenia Niemcem, rozmawiać o Hitlerze w jego ojczystym języku. Ostatni raz komunikowałem się w nim jeszcze w liceum, najczęściej z dostatecznym efektem… Bez wątpienia, Czarni przełamują granice!

Cieszę się ogromnie, że znów udało nam się pokazać charakter i wyjść z opresji. Komplet zwycięstw, a my za każdym razem musimy gonić rywala i jak dotąd za każdym razem nam się to udaje. Niesamowite! Podobnie jak Rafał Szymański w pomeczowym felietonie gp24.pl zastanawiam się, kiedy przyjdzie moment, że nasza drużyna będzie na tyle przyzwyczajona do skuteczności odrabiania strat, że natrafi na ścianę i przełamać przeciwnika jej się nie uda. Nie ma siły, wszyscy jesteśmy ludźmi, na myśli nie mamy wpływu i niezależnie, czego koszykarze by nie deklarowali w wywiadach, pewność siebie wynikająca z doświadczenia może się narodzić. I może być zgubna. Ale po jednej porażce świat się nie skończy. Najważniejsze jak na nią zareaguje drużyna, chociaż wiedząc, kto ją prowadzi z ławki jestem dziwnie spokojny, że będzie dobrze.

Chyba należą się przeprosiny z mojej strony dla Garretta Stutza. Przyznaję bez bicia, miałem go za drugiego Morrisona- unikającego walki, przez co słabo zbierającego i niewiele punktującego, białego centra bez charakteru. Taką amerykańską wersję Dawida Przybyszewskiego- z lepszą techniką, ciut lepiej wyszkolonego, ale takiego, który nie potrafi wykorzystać warunków fizycznych. Cieszę się, że kolejny raz pomyliłem się w ocenie, a Stutz jest jedną z najważniejszych postaci naszego zespołu. Statystyki nie kłamią: 14.5 punktu, 7 zbiórek, eval 18 w czterech meczach, w tym jeden z Kotwicą, który mu noty wybitnie zaniżył. Cieszę się, oby tak dalej.

Czekam na przebudzenie Jordana Hullsa. I tak długo jak wygrywamy, będę go bronił przed opiniami, że należy rozglądać się za nowym rozgrywającym. Szkoda by było odsyłać do domu zawodnika, który ma kilka bardzo wartościowych cech powodujących, że warto na niego czekać. Jest szybki, gra naprawdę dobrze na koźle, umie rzucić i trafić, a także kilka razy pokazał, że potrafi skutecznie odegrać na obwód po wejściu na kosz. Poza tym jest po okresie przygotowawczym z drużyną, poświęcono mu dużo czasu na przestawienie się z koszykówki akademickiej na europejską. Naprawdę szkoda by było odstrzelić takiego zawodnika, tym bardziej, że nie ma się gwarancji trafienia gracza posiadającego wymienione przeze mnie przed chwilą cechy. Musimy pamiętać, że wciąż poruszamy się wokół mocno ograniczonego budżetu. Wstrzymajmy się z Jordanem, on ma potencjał, a może okazać się, że pieniążki przydadzą się na inna pozycję.

Jesteśmy świadkami czegoś, co w mojej kibicowskiej karierze jeszcze się nie zdarzyło. Po każdym meczu w Gryfii słupscy kibice chwaleni są przez trenerów i zawodników zespołów pokonanych. Po Polpharmie Hicks, po Stelmecie Koszarek, po Rosie Kamiński, Łączyński, a ostatnio na dokładkę jeszcze Zyskowski w komentarzu dla Sportowych Faktów. Niewiarygodna kondensacja komplementów. Kochani, to tak w ramach przypomnienia, gdybyście mieli jakiekolwiek wątpliwości, kto w tej lidze jest najlepszy. To, że swoi zawodnicy chwalą i dziękują jest standardem. Ale słowa uznania płynące z ust rywala świadczą o dużej sile, jaka w nas drzemie. Nie piszę tego, by kolejny raz Was pochwalić. Od tego, jak widać, są inni, bardziej obiektywni i z większym autorytetem. Piszę to, by Was zobowiązać, do wykorzystywania własnego potencjału. Każda pochwała powinna uświadamiać nas, że nosimy w sobie talent, który należy wykorzystywać w trudnej drodze, jeśli chcemy, by poprowadziła nas ona na sam szczyt. Jeśli zawodnik przez kilka spotkań pokazuje, że potrafi grać na świetnym poziomie, to zaczynamy oczekiwać od niego, że będzie tak grał regularnie często. Jeżeli my pokazaliśmy, że potrafimy robić doping na trudnym do zniesienia dla przeciwników poziomie, to musimy oczekiwać od siebie, że będziemy taki doping robić regularnie często. Bo to jest nasz klub, sukces możemy osiągnąć tylko z tym jednym, konkretnym klubem i innego mieć nie będziemy. Dlatego jesteśmy zobowiązani do dawania z siebie dokładnie tyle, ile jesteśmy w stanie dać. Na szczęście stać nas na wiele. Nośmy w sobie tę odpowiedzialność. Jeśli oczekujemy od zawodników pełnego zaangażowania, to angażujmy się tak samo w pełni. Bo to ma sens i realny wpływ na wynik!

Aż sam się nakręciłem…

Pozdrawiam serdecznie,

Rychu.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."