WIDZIANE Z TRYBUN: Gleba, sufit, gleba

WIDZIANE Z TRYBUN: Gleba, sufit, gleba

Witam Was Kochani!
Czy ja wyglądam na jakiegoś fakira? Nie sądzę, nie dosyć, że w życiu nie widziałem takiego na żywo, to jeszcze osobiście nie lubię wszelkiego nakłuwania, przebijania i tym podobnych praktyk. To za jakie grzechy muszę teraz siedzieć jak na szpilkach w oczekiwaniu na informacje z obozu dotyczące stanu zdrowia Stanleya? Ale dlaczego tak jest? Dlaczego nie mogę sobie spokojnie wstać, wypić kawy i pisać mobilizujący wpis przed jednymi z najważniejszych meczów w sezonie? Dlaczego po niedzielnym załamaniu, wtorkowej euforii musi przyjść czwartkowa depresja?
Wszystko wskazuje na to, że musimy przygotować się na grę w osłabieniu. Wiecie Kochani co to oznacza? Musimy dać z siebie jeszcze więcej, niż dalibyśmy, gdyby Stan grał. Każdy, kto widział jego grę przeciwko Zastalowi wie, jak ważny to zawodnik- jak mocno broni przeciwko Hodge’owi, jak pobudza kolegów, motywuje ich, jaka energia wręcz od niego bije na parkiecie. Teraz naszym zadaniem będzie przejąć tę rolę… Owszem, nikt z nas nie weźmie piłki i nie zdobędzie punktów, nikt nie zrobi asysty, nikt nie przechwyci, nie wymusi straty. Jednak nie mam wątpliwości, że potrafimy zadziałać tak, by przeciwnikowi grało się trudniej w ataku, by nie słyszał własnych myśli, nie mówiąc już o głosie kolegów. Wiem, że potrafimy dekoncentrować rywali, potrafimy wyprowadzać ich z równowagi- niech to będzie nasza obrona! Musimy dołożyć swój hałas, swój ryk, swoją cegiełkę do defensywy. Brak pierwszego rozgrywającego to sytuacja, z którą mogłaby nie poradzić sobie większość zespołów i my nie jesteśmy w tej sytuacji wyjątkiem. Nie jest tajemnicą, że nie tylko gra w obronie w dużej mierze zależy od Burrella, ale także, a pewnie i przede wszystkim w ataku. Dlatego kolejny raz zwracam się do Was- to my musimy zrobić wszystko, by tę lukę postarać się załatać. Dodając naszym sił, motywacji, wiary w sukces. Nasze donośne okrzyki i śpiewy są w stanie im pomóc. Pamiętacie pierwszy mecz ćwierćfinałowy w Kołobrzegu? Przegraliśmy go z grającą w okrojonym składzie Kotwicą. Bo Kotwica była zdeterminowana, by udowodnić, ze grać potrafi zawsze, a kibice nieśli ich wspaniałym dopingiem.
To wszystko jest do zrobienia, trzeba tylko trzymać głowę wysoko, wspierać naszych, którzy muszą w tej sytuacji pokazać charakter i wziąć sprawy na swoje barki. Czas na Mantasa- pora się przebudzić Kapitanie, wraz z Darnellem musicie zatuszować brak Stanleya i pora na Leona- musi wejść z taką grą, by Ado zmieniając Białego nie stawiał na czwórce Krzyśka, tylko właśnie Pawła. Wynik w tym sezonie jest sprawą otwartą, dlatego wszyscy razem i każdy z osobna musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by szalę zwycięstwa przechylić na naszą korzyść. Teraz, jak nigdy wszyscy jesteśmy jednym zespołem.
Teraz tak mnie naszło. Zasadniczo nie wierzę w przypadkowość zdarzeń ważnych (jak ktoś mnie zapyta, czym jest zdarzenie ważne, próbując wciągnąć w jakieś filozoficzne rozważania, to mu od razu odpowiem, ze zdarzenie ważne, to jest takie zdarzenie, które uważam za ważne. I tyle). I tak się teraz zastanawiam, czy to przypadkiem (nie no, złe słowo, miało nie być przypadków)… I tak się teraz zastanawiam czy los nieprzypadkowo chce pokazać nam, jak to będzie, gdy Stanleya na parkiecie nie będzie. Zawodnika, do którego było wiele pretensji, którego obwinialiśmy za porażki, nie zawsze doceniając jego udział w wygranych. Zawodnika, który niewątpliwie zostawia serce (słowo klucz) na parkiecie, żyje koszykówką, kocha ją. Może ta sytuacja ma nas czegoś nauczyć? Nas, czyli kibiców, ale także kolegów z drużyny. Po pierwszym meczu w Zielonej usłyszałem i wyczytałem wiele pretensji do Stanleya za ostatnią akcję w regulaminowym czasie. To może los złośliwy postanowił, że Burrell w następnym meczu mocno przyczyni się do zwycięstwa, ale w kolejnym już go nie będzie, byśmy mogli go docenić- koszykarza, którego grzechem głównym jest to, że często chce aż za bardzo. Ok., wystarczy tych rozważań z pogranicza zdrowego rozsądku, za mocno się uzewnętrzniam.
Kochani, na koniec proszę Was raz jeszcze- zróbmy to, co do nas należy, a może i trochę więcej. Dopingujmy z całych sił, bądźmy cierpliwi i wyrozumiali. Nastawmy się na walkę do ostatnich chwil, niezależnie od przebiegu meczu- trzy ostatnie rywalizacje z Zastalem pokazują, ze w każdej chwili, wszystko może się odmienić. Dlatego bez względu na to, co będzie widniało na tablicy, jaka będzie gra naszych, robimy to, co potrafimy robić najlepiej. Robimy PIEKŁO!!! To jest cza Play Offów, to jest nasz czas!
Do zobaczenia w piątek,
Rychu.
Dzisiejszy powód do bycia dumnym Czarnuchem.
Bądź dumny. Czarnuchy potrafią wyjść z nawet najgorszej opresji.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."