WIDZIANE Z TRYBUN: krajobraz po derbach

WIDZIANE Z TRYBUN: krajobraz po derbach

Witam Was Kochani!

Na początek chciałbym serdecznie podziękować wszystkich, którzy stawili się na niedzielnym meczu w Koszalinie, zajęli miejsca we wspólnym sektorze, nałożyli czerwone koszulki i spowodowali, że ta część trybun wyglądała niesamowicie. Dziękuję za doping tym, którzy dali z siebie wszystko. Mam świadomość, że bieganie pod wiatr jest zdecydowanie trudniejsze i dużo szybciej sił zaczyna brakować. Nie mam żalu o słabszy doping z drugiej połowy- zaraziliśmy się niemocą od chłopaków z parkietu i tak to wyglądało.

Jednakże uśmiecham się pod nosem na komentarze kibiców z Koszalina, szydzących z naszej postawy. Przypomnę im derby z sezonu 2010/11 i spotkanie w kurniku, podczas którego ekipa Dainiusa rozniosła gospodarzy w pył, a będący w zdecydowanej przewadze liczebnej koszaliniacy pozwolili totalnie zdominować sytuację na trybunach nam. Ale rozumiem, nie wyszła im przedmeczowa szydera z naszą frekwencją na tym meczu, to sobie musieli odbić- „no dobra, może było ich sporo, ale za to jak cicho”. Najpierw zapraszam koszaliniaków do zebrania podobnej liczby na derby u nas, dopiero później o komentowanie. Od razu odbijam piłeczkę- w połowę mniejszym od Gryfii kurniku potrafiliśmy stawiać się w podobnej grupie.

Mecz należał do kategorii tych, o których chciałoby się możliwie najszybciej zapomnieć, choć ze względu na ciężar gatunkowy jest to zupełnie niemożliwe. Struty od niedzieli chodzę okrutnie i czekam na rywalizację z Anwilem, by chociaż częściowo zabić smak porażki w ustach. Spotkanie z AZSem było dla mnie łudząco podobne do meczu ze Śląskiem. Tam też pojechaliśmy w roli faworyta, wyszliśmy na parkiet sparaliżowani, bez pomysłu, bojaźliwi, jakby ktoś nam ręce powiązał. I jest jeszcze jedna analogia między tymi meczami- zarówno jeden, jak i drugi był priorytetowy. Rywalizacja ze Śląskiem Wrocław była dla Trenera Urlepa tak samo ważna, jak dla kibiców derby z AZSem. Zawodnicy mieli świadomość wagi obu spotkań. Oba przegrali w marnym stylu… Nachodzi mnie obawa, że nasza drużyna jest zbyt mało odporna psychicznie, by umieć zwyciężać mecze obłożone największą presją. Jeśli to by się sprawdziło, to wybiegając w przyszłość, w PlayOff’ach możemy mieć duży problem. Bardzo mnie ta wizja martwi już dziś.

Nie mam pojęcia, jak to się stało, że nagle ogarnęła nas zupełna niemoc- po bardzo dobrym meczu z Treflem Sopot, w którym było wszystko, na co liczę w koszykówce, przyszedł mecz derbowy, w którym nie było praktycznie niczego. Brak skutecznych akcji, nerwowość, mnóstwo strat, niedociągnięte rzuty spod samej obręczy, słaba obrona, która pozwala przeciwnikowi na rzucenie blisko 50 punktów do przerwy. Zabrakło mi także skutecznych reakcji Trenera. To nie jest możliwe, by nie wziąć przerwy na żądanie w momencie, gdy przeciwnicy skaczą nam po głowach i robią dokładnie to, co chcą. Nigdy nie ośmielę się pouczać Trenera Urlepa, ale uważam, że należało przerwać tę kanonadę gospodarzy, chociaż postarać się wybić ich z rytmu… Przerwę należało wziąć chociażby po to, by nie dać rozbujać się kibicom AZSu. Co się stało z Rockym? Co jest z Polakami? Dlaczego Stutz nie trafia spod samego kosza? Ten sam zarzut tyczy się Wrighta plus oczywiście wypadająca każdorazowo piłka z rąk… Jeden Jordan w przyzwoitej formie, to zdecydowanie mało. Ale przecież wiemy, że potrafimy inaczej, że potrafimy lepiej. Udowodniliśmy to niejednokrotnie! Dlatego skołowany jestem i zastanawiam się, jak to się stało. Nie znam odpowiedzi, a najbliższa prawdy jest dla mnie presja i nieumiejętność radzenia sobie z nią. Bardzo to trudny do zaakceptowania, dlatego mam nadzieję, że nieprawdziwy, wniosek.

Zastanawiałem się, czy napisać ten akapit, czy jednak przemilczeć w myśl zasady „nie rusz gówna, bo zacznie śmierdzieć”. Doszedłem do wniosku, że milczeć nie wolno, bo będzie to przyzwolenie dla chamstwa, zezwierzęcenia i totalnego upadku obyczajów. Dlatego milczeć nie będę. Sprawa dotyczy zachowania jednego z kibiców AZSu- Macieja Mielczarka. Degenerat ten, po wygranym meczu uznał, że sprawa jego honoru będzie ganianie po facebooku i wyzywanie wszystkich dookoła związanych z naszym klubem. Jeszcze przymknąłbym oko, gdyby chodziło o tradycyjne dogryzanie przegranym po meczu derbowym. Jednakże wpadanie na mój profil, komentowanie wszystkiego, co się da, bluzganie, a także posunięcie się do obrażania mojej kochanej Mamy (Mamuś, przepraszam, nie spodziewałem się, że to możliwe) jest szczytem chamstwa i zbydlęceniem. Dorosły facet, mający córkę w gimnazjum zachowuje się w sposób obrzydliwy. Życzę ci chłopie, żeby życie szybko nauczyło cię pokory. Jesteś obrzydliwy, współczuję każdemu, kto zmuszony jest do jakiegokolwiek kontaktu z tobą.

Zapraszam na mecz z Anwilem. Trzeba go koniecznie wygrać, by ścisła czołówka nam nie uciekła zbytnio, by zamazać plamę po niedzielnej porażce, a także, co jasne, by pokonać drużynę, której kibice nie są dla nas zbytnio życzliwi. Szkoda, że ich nie będzie…

Pozdrawiam.

Rychu.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."