WIDZIANE Z TRYBUN: Nie tłumcie emocji!!!

WIDZIANE Z TRYBUN: Nie tłumcie emocji!!!

Witam Was Kochani piekielnie gorąco!

Tak przyjemnie siada się do pisania po meczach podobnych do poniedziałkowego, że nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem to wyjątkowo w środę, a nie, jak to mam w zwyczaju, w czwartkowy poranek. Nie lubię łamać utartych schematów zachowania, mam kilka rytuałów, których zwykle przestrzegam (tak Kamilu, przymusowe golenie się w dniu meczu do nich właśnie należy ;)), ale tak mnie nosi, by podzielić się z Wami swoją radością, że najchętniej zaprosiłbym Was na środową kolację, zamiast czwartkowego śniadania.

No właśnie- dzielenie się radością. I wcale nie mam na myśli w tej chwili reklamy tuczącego uzależnia cza, ale najbardziej zrozumiałe zachowanie po wspaniałych bojach jak ten z Zieloną Górą. Cóż to były za emocje… Kto nie był, a mógł być, tylko wolał relację w TV, bądź byczenie się na kanapie, ten trąba taka sama jak z czytelników „Ferdydurke”. Natomiast kibice zebrani w Gryfii mieli okazję uczestniczyć w meczu, który z automatu zapisał się w kategorii „Wspominane latami”. Mistrz Polski na kolanach, wyrównana walka przez większość spotkania, zwątpienie, pogoń, wyrównanie, odjazd, ryczący akompaniament trybun, kosmos… Dziękuję! Po czym przychodzę do domu, odpalam komputer i czytam, że mam tonować emocje, zbytnio się nie podniecać i nie nakręcać, że spokojnie poczekajmy na to co będzie w przyszłości, że początek sezonu, Stelmet zmęczony, a my po dużo wcześniej rozpoczętym cyklu przygotowań. Czytam, a ręce odruchowo składają mi się w gest naszego Mistrza Olimpijskiego z Moskwy. Takiego… Nikt nie będzie mnie w moich chwilach radości uspokajał i jeśli będę chciał, a chcę, to będę starał się tą radością dzielić.

Bo co mnie to gówno obchodzi, że jesteśmy na początku sezonu i „wszystko się może zdarzyć”- jak to raczyła nas oświecić swoją piosenką Anita Lipnicka. Tu i teraz pokonaliśmy Mistrza Polski po fantastycznym boju.

Nic mnie nie obchodzi, że Stelmet prawdopodobnie dokona zmian w składzie/ na stanowisku trenera i pewnie w przyszłości będzie od nas silniejszy. Będzie, albo nie będzie. Jak będzie, to będę się martwił i obluzgam trochę pod nosem na niedobór kasy- przyzwyczaiłem się, mam to na co dzień.

Co z tego, że prawdopodobnie przyjdzie moment kryzysu, zdarzą się porażki i trybuny nie będą już takie gorące, pojawi się kilka dziur tworzonych przez niezapełnione krzesełka, a doping nie będzie ogłuszający. Trudno, to też już przerabiałem. Nie mam zamiaru myśleć o tym, że kiedyś, być może już na następnym meczu, będzie ciszej, w momencie, gdy do teraz w uszach mi dźwięczy, a po rękach przebiegają mi dreszcze na wspomnienie ostatnich minut spotkania i chóralne zawołanie „Czarni, Czarni” w wykonaniu stojących kibiców naszego Klubu.

Nie pozwolę tłumić swojej radości, choćby miała być krótkotrwała, a powrót do rzeczywistości bolesny. I Wam także to polecam. Cieszmy się z każdej przepełnionej radością chwili, pielęgnujmy je, opowiadajmy o niej znajomym, wspominajmy, bo to jest kwintesencja i sens uczestnictwa w koszykarskich wydarzeniach. W takich momentach analizy pozostawmy fachowcom, a czarne scenariusze dotyczące przyszłości wróżbitom. W chwilach szczęścia liczy się tu i teraz, w naszym przypadku oznacza to komplet zwycięstw na starcie ligi w tym Mistrza Polski (podkreślam raz kolejny!) na rozkładzie, mamy przepiękną akcję Miśka Nowakowskiego, zaskakujący wszystkich występ Mateusza Jarmakowicza, dutkiewiczowy plaster na Eyendze, przebudzenie Jordana i Rocky’ego sprzedającego liścia Sroce. Wszyscy wiemy, że każda seria się kiedyś kończy, tak samo, jak kończy się każde życie. Ale przecież w życiu nie chodzi o to, by nie cieszyć się z chwil radosnych mając świadomość nieuchronnego jego zakończenia… Dosyć, bo filozofuję ;)

Na forum Stowarzyszenia kolega Alien zapytał, co zrobić, by siostra zaczęła przychodzić na mecze w czerwonej koszulce. Już odpowiadam. Najpierw poproś i postaraj się wytłumaczyć, dlaczego jest to ważne. Chociaż jestem przekonany, że zrobiłeś to już kilkukrotnie. Skoro nie zadziałało musisz posunąć się dalej. Użyj groźby. Zagroź jej, że rzucisz na nią klątwę. Obojętnie jaką, byle odnosiło się do rzeczy dla niej ważnej. Możesz na przykład zagrozić, ze zaczną przetłuszczać się jej włosy, pokrzywią się nogi, albo wyskoczą jej jakieś okropne syfy na czole. Skoro nie chce ubierać się na czerwono, znaczy się, że przykłada dużą wagę do wyglądu, zresztą jak każda…  Powinno zadziałać, chociaż może mieć wątpliwości, czy taka klątwa jest skuteczna. Masz moje zapewnienie, że jest. Osobiście rzuciłem bolesną klątwę (zdejmowalną) na męską (dotychczas) część kibiców, którzy nie noszą czerwieni. Po tym, jak zmęczony do domu wraca mój Szanowny Teść- z zawodu lekarz urolog- wiem, że klątwa działa. Roboty ma full…

Następny mecz będzie dla mnie wyjątkowy. Niestety pod trudnym względem. Otóż pierwszy raz od 2000 roku opuszczę mecz ligowy w Słupsku. W „Skrzydlatych świniach” puenta brzmiała mniej więcej tak, że każdy, prędzej, czy później kończy na sektorze rodzinnym. Póki co mnie to nie czeka, ale wyjazd rodzinny na dziewięćdziesiąte urodziny powinien mnie usprawiedliwić. Dajcie z siebie wszystko, będę śledził relację.

Na koniec kilka słów na temat „słupskiej wersji rymów częstochowskich”, jak to się wyraził Redaktor Szpak w audycji „Timeout” przygotowanej dla Telewizji Lubuskiej. Chodziło o tradycyjne hasełko lecące na wyświetlaczu Mebli Expo. To żadne rymy częstochowskie, a pełnoprawne rymy sąsiadujące nawiązujące do aktualnej sytuacji politycznej w Słupsku. Częstochowskie byłyby, gdybym napisał „Stelmet na kolanach dziś wyląduje, bo to są cienkie… Bolki” ;)

Pozdrawiam uradowany,

Rychu.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."