WIDZIANE Z TRYBUN: Niech mi ktoś wytłumaczy

WIDZIANE Z TRYBUN: Niech mi ktoś wytłumaczy

Witam Was Kochani!

Wiem, wiem, nie pisałem bardzo długo- niestety nie mam do tego głowy ostatnio, moje myśli skierowane są w zupełnie inne miejsce niż koszykówka, dlatego zdarza mi się niektóre rzeczy zaniedbać. Dochodzą jednak głosy, że są osoby zainteresowane, więc jestem i postaram się wylać trochę gorzkich żali na to, co się dzieje. A że dzieje się źle, to chyba wszyscy widzimy...

Nie rozumiem, co się dzieje, nie rozumiem pewnych mechanizmów i chętnie usłyszałbym wytłumaczenie, skąd się takie, a nie inne sytuacje biorą. Pierwsza rzecz, to porażki w meczach, w których wysoko prowadzimy. Jak to możliwe, że potrafimy roztrwonić kilkunasto, a nawet dwudziestopunktową przewagę i przegrać mecz? Jak można było przegrać ze Stelmetem miażdżąc ich jeszcze w trzeciej kwarcie? Jak można było przegrać we Włocławku z przeżywającym swoje ogromne kłopoty Anwilem prowadząc z nim najpierw 11 punktami, a później 5 na 90 sekund do końca, przy końcowym wyniku 65-63? Specjalnie podkreślam ten wynik, bo zarówno 11 punktów przewagi w trakcie meczu, jak i 5 punktów na chwilę przed końcową syreną, to różnice stanowiące bardzo duży procent ogólnej zdobyczy punktowej obu zespołów. Jak można było to przegrać? Jak można było przegrać z Turowem we WŁASNEJ HALI wyraźnie prowadząc na początku spotkania? Pytam się jak? Przepraszam najmocniej, ale dotychczas symbolem przegranej w wygranym meczu był Jerzy Chudeusz i jego porażka z Anwilem sprzed 10 lat. To co, dążymy do tego, by zmienić ten symbol? Może nie będziemy mieli tak porażającej klęski w postaci roztrwonienia 11 punktów przewagi w kilkadziesiąt sekund, ale sumując cały sezon wyjdzie nam, że powinniśmy byli wygrać przynajmniej kilka meczów więcej, co przełoży się na wynik końcowy? Dokładając do tego, że już kilka razy oddaliśmy to, co wypracowaliśmy na starcie rozgrywek (w gruncie rzeczy tylko to nas trzyma w walce o górną szóstkę, a z tamtej drużyny, którą się zachwycałem nie pozostało już nic), możemy powoli zacząć tak myśleć. Co się dzieje? Czemu to, co było naszą wizytówką- nie w tym sezonie, ale w historii występów w PLK, czyli nieustępliwość, walka do końca, nieodpuszczanie i dobijanie rannego przeciwnika, nagle w ogóle nie funkcjonuje? Czemu nie mamy instynktu zabójcy w momencie, gdy czujemy krew? Niby nasze Pantery łapią rywali za gardło, jednak zamiast zacisnąć szczęki i wygrać, ciągle ktoś nam się wyrywa. Zębów brakuje? Nie rozumiem, niech mi to ktoś wytłumaczy!

Nie rozumiem sytuacji, której symbolem jest dla mnie Garrett Stutz. Trener Urlep miał być tym, który wyciąga z zawodników wszystko to, co w nich najlepsze. Ze średniaków miał robić dobrych graczy, słabiacy mieli tak funkcjonować w zespole, by nie przynosili szkody, a czasem błysnęli, co miało być wartością dodaną, a gwiazdy miały błyszczeć. To ja się pytam, kto z naszej drużyny gra ponad spodziewany poziom? Kogo nasz Trener chwycił za uszy i wyciągnął w górę? Nie widzę, nie słyszę... Dużo łatwiej przyjdzie mi odpowiedzieć na pytanie, kto gra gorzej niż mógłby. Stutz jest naturalną odpowiedzią na to pytanie, a spokojnie dorzucam tutaj jeszcze Jordana. Nie byłbym tak zirytowany sytuacją Garretta, gdyby nie fakt, że chwilę po zakontraktowaniu Taylora rozmawiałem z Losikiem i wymienialiśmy się obawami, że być może przyjście nowego centra i nagłe stawianie na niego spowoduje znaczną obniżkę jakości gry u Stutza. I stało się, Trener dostał nową zabawkę, a stara poszła w odstawkę. Po słabym w wykonaniu naszego podstawowego centra meczu w Radomiu, dostał on karę i kolejne spotkanie rozpoczynał z ławki. No jak tak można?! Jak można tak traktować zawodnika, który był filarem zespołu pod nieobecność Rockyego! Jak można tak traktować faceta wychowanego w kraju, w którym każdy rodzi się przyszłym prezydentem USA, a jego obecność w Polsce to tylko przystanek na drodze do wybitnej kariery. Przecież to się musiało tak skończyć. Efekt mamy taki, że dwóch centrów nie daje tyle, co sam Garrett dawał do tej pory... Nie wierzę, że Jordan nie potrafi grać lepiej i dawać więcej zespołowi. Nie wierze, że Jarmaka trzeba besztać za wszystko jak burą sukę. Nie wierzę, ze trzeba było go usadzić na ławie na kilka spotkań. Nie wierzę także, że Wright był tak słaby, jak słabo prezentował się na parkiecie. Jeszcze Jankes... Dużo tych kamyczków w ogródku Trenera Urlepa, a jakby coraz mniej kwiatków. Niech mi ktoś wytłumaczy, bo nie rozumiem...

Kolejnej rzeczy, której nie potrafię pojąć, to sposób w jaki znalazł się w naszym zespole Zimmerman. Gość, który CV ma naprawdę niezłe, mogące robić wrażenie. Tak też uważałem do momentu, w którym przemęczyłem się oglądając jeden z jego meczów w lidze ukraińskiej. Nasz najnowszy rozgrywający był zupełnie w nim niewidoczny. Snuł się po parkiecie, bronił „na radar”, nie kreował, pokrzykiwał jedynie na kolegów wymachując z pretensjami rękoma. Wrzuciłem ten mecz na facebooka, aby przygotować Was na spore rozczarowanie. Niestety, ale poza zwyczajnością nie prezentuje żadnego błysku. I tak, jak w przypadku Hullsa były nadzieje, że wystrzeli, chociażby ze względu na bardzo szybki i skuteczny rzut, tak w przypadku Zimmermana nie widzę żadnych przesłanek. Przeprowadzacz piłki przez połowę, nikt więcej. I żadne słowa, że jest to”klasowy rozgrywający, na którego ta drużyna czekała” mnie nie przekonają. I to było widać po jednym nagraniu meczu, w którym nie pokazał żadnych przesłanek, by sądzić, że będzie inaczej. Jakim cudem? Niech mi ktoś wytłumaczy, bo nie rozumiem... Najgorsze jest to, że będący „pod ręką” użytkownik Forum Basketa Sabat, wyraził swoją opinię na temat gracza. I jestem przekonany, że miał rację.

Jestem rozgoryczony, brakuje mi serca, obawiam się, co będzie dalej. Przed nami trudne wyjazdy, a jak się na nich sprawujemy, doskonale wszystkim wiadomo. Obyśmy nie skończyli w dolnej szóstce tocząc pasjonujące boje z Polharmą, Kotwicą i Tarnobrzegiem.

Pozdrawiam Was serdecznie,

Rychu.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."