WIDZIANE Z TRYBUN: No to derby

WIDZIANE Z TRYBUN: No to derby

Witam Was Kochani serdecznie!

Dzisiejszy wpis miał traktować w całości o niedzielnych derbach, ale wtorkowa zmiana planów spowodowała, że nie wypada nie napisać o fantastycznym meczu z Treflem. Cały tydzień przed tym pojedynkiem karmiony byłem obawami i pesymizmem, jakoby to miał być cud, gdyby udało nam się wygrać. Co telefon, co rozmowa z kimś zainteresowanym, to informacja, że trzeci raz już raczej się nie uda. Cudu nie było, był natomiast bardzo telewizyjny mecz, z kilkukrotną zmianą prowadzenia, ciekawymi akcjami, pełen walki, zaangażowania i emocji. Świetne widowisko trzymające w napięciu do samego końca, z momentem wyraźnego zwątpienia w 38 minucie. Szczęśliwie wszystko zakończyło się po naszej myśli. Warta odnotowania jest stabilna, wysoka forma Stutza, który ma szansę zapisać się w naszej historii jako jeden z lepszych centrów. Kolejny raz akcje Rocky’ego powodowały, że z niedowierzaniem łapałem się za głowę widząc jego kunszt i technikę. Trice jest niesamowity, jest jednym z najlepszych graczy w tej lidze i naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało, że on u nas jest. Bo umówmy się, ale jego umiejętności, to nie jest żadna niespodzianka- one były znane już w zeszłym sezonie. Ogromnie cieszy idąca w górę forma Jordana, a martwi sytuacja z Mateuszem Jarmakowiczem przyspawanym do ławki. To nie jest dobre dla którejkolwiek ze stron. Zawodnik na tym traci, bo nie gra. Drużyna na tym traci, bo ma jednego Polaka w rotacji mniej. Klub na tym traci, bo trzeba płacić graczowi, który jedynie trenuje- od tego są juniorzy. Panowie, czas się dogadać, apeluję o to! Apelowałem także o uszanowanie prośby Trenera Urlepa- cieszę się ogromnie, że  zapukał on pod właściwy adres, a słupscy Kibice kolejny raz stanęli na wysokości zadania. Dziękuję!

Część dotyczącą derbów rozpocznę od zaproszenia, jakie wystosował klub kibica zespołu gospodarzy:

Gdyby kogoś zmyliły zasłonięte oczy, to dodam, że ten w centrum, to ja :D Uwierzcie mi Kochani, nie mam zielonego pojęcia, o co mądrym głowom z Koszalina chodziło. Podejrzewam, że chcieli mnie w jakiś sposób zdenerwować, wyprowadzić z równowagi, może miało mnie to w jakiś sposób zranić? Biedaki, nie rozumieją, że aby coś mnie dotknęło, to musi być to ostre, nie tępe, niczym zakuty rycerza łeb z miejskiego herbu. Mało tego, skutek był wręcz odwrotny, bo mój nastrój poszedł zdecydowanie w górę. Ktoś poświęcił mi ileś czasu uwagi, czego w druga stronę nie zrobiłbym na pewno- bo nie ma komu. Nikt z koszalińskiej miernoty się nie wyróżnia. Autorowi/autorom najszczerzej jak tylko potrafię, dziękuję. Dziękuję za, jak to powiedział Mateusz, „najlepsze świadectwo kibicowskiej pracy”.

Jedziemy do miejsca, które zdobyć należy. Trzeba to zrobić zdecydowanie, nie zostawiając wątpliwości, kto jest lepszy, bo koszaliniakom w ich polocie przyjdzie jeszcze do głów, że zmiana hali zmieniła cokolwiek w ich pozycji- ze straconej, na niezwyciężoną. Już widzę jak odetną grubą kreską kurnikowe kompromitacje i zawołają, że „Czarni jeszcze nigdy nie wygrali w naszej hali*”, drobnym druczkiem dodając, że mówiąc „hala” mają na myśli HWS, bo kurnik jako sala gimnastyczna się nie liczy.

Jedziemy do miejsca, które bez wątpienia jest nam wrogie, a wrogość tę należy odwzajemniać. Musimy z całych sił wspierać naszych zawodników i przeszkadzać rywalom. Zawodnicy muszą poczuć ciężar gatunkowy tego spotkania. Oczywiście, zapytani w wywiadach deklarują, że wiedzą o co chodzi, że Marcin im powiedział (duży plus Kapitanie!), ale takie same deklaracje pojawiają się zawsze, a mimo to, w ubiegłym sezonie, zaangażowania jakoś nie widziałem i skończyło się nieciekawie. Wiem z dobrych źródeł, że w tym roku wszyscy podchodzą do tego meczu bardzo poważnie, łącznie z Trenerem, co jest gwarancją dobrego przygotowania taktycznego i mentalnego naszych graczy. Z pewnością Gasper Okorn, wiedząc, jak ważna jest to rywalizacja, będzie chciał wykorzystać swoją szansę i wkupić się w łaski osób na co dzień zasiadających w koszalińskiej hali. Nie mam wątpliwości, czeka nas pasjonujące widowisko pełne walki, na którą wszyscy mamy ochotę. Sportowo wyprzedzamy AZS o kilka poziomów- budową składu, ułożeniem gry, dotychczasowymi wynikami. Na pewno jesteśmy faworytem tego meczu, jednakże nie oznacza to, że wygrana podana nam będzie na talerzu. Trzeba będzie o nią mocno zawalczyć- od początku, najpierw o wygraną, później o różnicę punktową, której poziom w idealnym świecie dążyć powinien do nieskończoności. W niedzielę nie ma odpuszczania. Niezależnie od wyniku trzeba walczyć- na trybunach i na parkiecie i w zależności od sytuacji wyznaczać kolejne cele. Nigdy nie będzie za późno na odrabianie strat (tfuuu przez ramię) i nigdy przewaga nie będzie na tyle wysoka, by nie powalczyć o wyższą. To są derby, nie ma litości! Do zobaczenia w niedzielę!

W górę serca!

Rychu.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."