WIDZIANE Z TRYBUN: O zmianach i uzależnieniach

WIDZIANE Z TRYBUN: O zmianach i uzależnieniach

Witam Was Kochani.

Twierdza padła. Padła, choć liczyłem na to, że będzie to sezon, w którym nie padnie ani razu, przynajmniej w sezonie zasadniczym. Nie udało się, duża szkoda, ale trudno, po porażce z AZSem, jakoś mniej przegrana z Anwilem bolała. Jak człowiek dostanie obuchem mocno w łeb, to następne walnięcie nie robi na nim już takiego wrażenia.

Dlaczego przegraliśmy? Bo pozwoliliśmy sobie na uzależnienie. Wyniki naszej drużyny od kilku spotkań zależne są od postawy zawodników amerykańskich. Już kilka spotkań wcześniej zasygnalizowany został problem- z wyrównanego zespołu, w którym akcenty porozkładane były zupełnie inaczej, staliśmy się zespołem uzależnionym od postawy trzech zawodników- Stutza, Trice’a i Hullsa. Taki jest efekt marginalizacji roli Polaków w składzie. Nie wiem, jaka jest tego przyczyna? Czy wyniknęło to z postępu, jaki zrobił Jordan, przez co pierwszym rozgrywającym przestał być Tomek Śnieg i reszta Polaków na tym straciła, czy to wynik decyzji trenera, czy może jednak nasi polscy gracze obniżyli loty/stali się bardziej czytelni dla przeciwników. Nie wiem, nie będę tego rozstrzygał. Fakt jest faktem, problemu można było spodziewać się już jakiś czas temu, w niedzielę widać go było jak na dłoni. Zabrakło Stutza- liczyłem, że zagra, tym bardziej, że doniesienia z obozu wskazywały, że to do niego będzie należała decyzja, a lekarze dawali mu zielone światło do gry. Zabrakło Rocky’ego, który znów pokręcił nogę, grając wcześniej słabiutko. Jeśli to efekt kontuzji z Koszalina, to może lepiej, by w Tarnobrzegu sobie odpoczął? Zabrakło także Jordana, bo jego występ był dramatycznie słaby. Nie będzie żadnym odkryciem, gdy napiszę, że niezwykle trudno jest wygrać, gdy jeden filar siedzi na trybunach, drugi kontuzjowany na ławce, a pierwszy rozgrywający gra totalny piach. Jednak sama postawa reszty zawodników, ich totalna niemoc w ataku, gubienie się, nerwowe rzuty i złe decyzje, daje dużo do myślenia. Ze wszystkich stron słyszę „Jarmak słaby, Jarmak zły, Jarmak drewno”. I myślę sobie, że chłop ma straszny problem ze swoją, przepraszam za wyrażenie- pokracznością, która powoduje, że zawsze będzie miał wokół grono swoich wiernych przeciwników. I niesprawiedliwe jest takie jego ocenianie po tym konkretnym meczu. Był najlepiej punktującym zawodnikiem. Owszem, spieprzył kilka rzeczy, ale umówmy się co do jednego- gdyby dwóch innych graczy zapunktowało na poziomie Rocky’ego i Jordana, tak jak Mateusz zapunktował na poziomie Garretta, to byśmy ten mecz wygrali. Mimo osłabienia.

Jordan to w ogóle ma szczęście, że w kilku meczach pokazał swoje możliwości, bo gdyby nie to, prawdopodobnie siedziałby dzisiaj na walizkach podobnie do Keitha. Niestety, na chwilę obecną nasz pierwszy rozgrywający ma więcej na koncie meczów złych, niż dobrych i trzeba mu się bacznie przyglądać, bo nie można dopuścić do sytuacji, w której w najważniejszych meczach sezonu jego forma prezentować się będzie podobnie do dzisiejszej. Umiejętności bez wątpienia posiada. Umie podać, jest szybki, gra dobrze na koźle, potrafi rzucić celnie. Tylko co z tego, jeśli nie potrafi ustabilizować formy? Po stokroć wolę zawodnika, który regularnie będzie robił 12 pkt, 4 as., niż sinusoidę 17/7 i 3/1. Chociaż średnia w obu przypadkach taka sama… Jeżeli o mnie chodzi, to Jordan w moich oczach siada na gorącym krześle i dostaje żółtą kartkę. Jestem cierpliwą osobą, można było poczekać na jego aklimatyzację, przestawianie się na europejski styl gry, nabieranie dojrzałości. Za krótki to był jednak lot w górę, by tak drastycznie i bez obrony (co trzeba podkreślić!) polecieć w dół. Jordan do roboty. Tu nie jest uniwersytet, gdzie się gra dla przyjemności. To rozgrywki, za które dostajesz ciężkie pieniądze. To Twoja praca- pierwszy krok do dorosłości.

Żegnamy się z Keithem Wrightem. Chociaż oficjalnie takiej informacji jeszcze nikt nie podał, to raczej nie ma wątpliwości, że tak się niebawem (dziś, jutro?) stanie. Szkoda, bo facet potencjał na pewno posiada. Pamiętamy go z gier przedsezonowych, gdzie wychodził jako pierwszy center i radził sobie bardzo dobrze. Miałem w sobie dużą wiarę, że to on będzie podstawowym naszym środkowym, jednocześnie nie wierząc w możliwości Stutza. Życie ułożyło się zupełnie inaczej- jak to zwykle w moim przypadku bywa :). Będę śledził jego poczynania, bo mam przeczucie, że przy zmianie otoczenia, rozpoczęciu rywalizacji o swoje minuty i pozycję w drużynie od „czystej karty” może mu się udać i cyferki pójdą ładnie w górę. Trzymam za niego kciuki.

A jeszcze mocniej trzymam za gracza, który Keitha zastąpi. Z charakterystyki zawodnika podanego przez Głos Pomorza wynika, że szukamy kogoś, kto będzie podobny do… Wrighta. Przynajmniej do wyobrażenia o Wrighcie. Czyli silny, mobilny, undersized center, waleczny w obronie, często kończący „z góry”, zwierz podkoszowy. Gregoremu coś nie poszło w Niemczech, tak samo, jak coś nie poszło w Polsce Keith’owi. Oby to się zmieniło w przypadku obu po zmianie klubów. Raczej nie ryzykujemy- bo słabiej żaden czarnoskóry gracz o takich parametrach raczej grać nie może. Mam nadzieję… :)

Porażka z Anwilem tragedią nie była, szkoda jedynie pracy, jaka została zmarnowana w poprzednich meczach, a jaką wykonali przecież sami koszykarze. Przed nami mecz w Tarnobrzegu. Tam wygrać trzeba, bo to byłaby już tragedia…

Pozdrawiam serdecznie,

Rychu.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."