WIDZIANE Z TRYBUN: Po długiej przerwie

WIDZIANE Z TRYBUN: Po długiej przerwie

Witam Was Kochani!

Cholera, długo mnie tu nie było, za co najserdeczniej przepraszam, jednocześnie dziękuję tym, którzy dopominali się mojej obecności. Wietrzących sensację i działanie wszechmocnej ręki cenzury uspokajam- nic z tych rzeczy. Tak się w tym roku złożyło, że czwartek wypadał w dni mocno świąteczne, lub poświąteczne, w moim przypadku uświetnione decyzją, o której Seba wspominał przed meczem z Kotwicą. W związku z tym, zgodnie z zasadą „piłeś- nie pisz”, przerwa w pisaniu odrobinę mi się wydłużyła. Tyle w ramach wyjaśnień.

Za nami burzliwy okres. Od naszego ostatniego spotkania tutaj rozegraliśmy trzy mecze, z czego dwa zakończyły się naszą wygraną. Po meczu w Tarnobrzegu wydawało się, że drużyna, nawet osłabiona, jest w stanie spokojnie wygrywać z przeciwnikami okupującymi dolne rejony tabeli. Nie mogę nie przypomnieć fenomenalnego 8/8 za trzy w wykonaniu Michała Nowakowskiego. Chylę czoła „Misiek”! Nikt jeszcze do tej pory w tej lidze takiego wyniku nie zrobił, ostatni raz zbliżył się do niego Marek Miszczuk (w ogóle nie kojarzę go z pewnej ręki z dystansu, ale to może być moja SKS), przy czym podkreślić należy, że rzucał z odległości pół metra mniejszej. Raz jeszcze gratulacje. Świetnie mieć Cię w zespole.

Po tym dobrym spotkaniu z Jeziorem przyszedł czas na dramat w Starogardzie, mecz, o którym wspomnieć należy jedynie z kronikarskiego obowiązku. Nie wiem, co się stało, dlaczego zagraliśmy tak fatalnie i przegraliśmy tak wysoko. Bo jeszcze sam fakt porażki można jakoś przyjąć- w tej lidze na wyjeździe naprawdę każdy może przegrać z każdym- zostało to już nie raz udowodnione i trzeba to przyjąć jako specyfikę ligi, w której pomiędzy ostatnim, a czwartym zespołem różnica budżetów wynosi może pół miliona euro. W tej lidze nie ma pewniaków, bo nie ma też pieniędzy, są tylko mniejsze i większe ograniczenia finansowe. Ciężko jest natomiast pojąć, jak mogło dojść do pogromu, jaki zgotowała nam drużyna gospodarzy. Nie znam odpowiedzi, wierzę, że osoby decyzyjne w Klubie wiedzą lepiej.

Już po zmianie daty na 2014 (spełnienia marzeń, zwłaszcza koszykarskich, Kochani!!!) podejmowaliśmy na swoim parkiecie Kotwicę Kołobrzeg, z którą rozprawiliśmy się tak naprawdę w 7 minut. Przez pierwszych 20 minut trwała niepewność i jakaś dziwna niemoc złamania przeciwnika, a ostatnich 13, to była kontrola wypracowanej przewagi. Znowu błysnął Michał, który wyglądał na wyraźnie wkurzonego poprzednim meczem, gdzie w statystykach miał zaledwie jeden oddany rzut z gry. Przy okazji mam serdeczną prośbę do nas wszystkich Kochani. Przestańmy zaglądać Michałowi do domu, przestańmy komentować jego sytuację rodzinną, gadać o niewyspaniu, zastanawiać się, jaki wpływ ma narodzony syn na jego postawę na parkiecie. Jest to nie na miejscu, jest to nie fair i zwyczajnie niesmaczne. Michał jest najpierw ojcem, następnie mężem/partnerem (nie wiem, jaki jest jego stan cywilny), a dopiero potem jest koszykarzem. Trzeba to przyjąć, mieć tego świadomość i nie oczekiwać, że będzie inaczej. Na pracy, rzuconych punktach i wygranych meczach świat się ani nie zaczyna, ani nie kończy.

I kolejna sprawa- gwizdy w przerwie meczu z Kotwicą. Rozdarty jestem, bo z jednej strony sam nie gwizdałem, nie pochwalam tego, wręcz jestem przeciwnikiem i było mi przykro słysząc je, z drugiej potrafię wczuć się w sytuację osób, którym nerwy puściły i swoje niezadowolenie okazały. Nie chcę nikogo ganić, jedynie przypomnę, że momenty protestu przeciw postawie naszej drużyny zdarzają się w Gryfii niezwykle rzadko, przy bardzo skrajnych sytuacjach, nie pozostawiających wątpliwości, że z Czarnymi dzieje się coś bardzo złego i nie można już w spokoju obserwować bieżących wydarzeń. Dlatego też, moim zdaniem były one nie na miejscu, bo skierowane przeciw grupie naprawdę poświęcających się facetów, którym nie można odebrać starań i chęci zwyciężania. Mają oni swoje naturalne ograniczenia, nie są jeszcze i prawdopodobnie nigdy nie będą zawodnikami europejskiego kalibru, co do których można oczekiwać, że nie będą im się przytrafiać wpadki. Trzeba pamiętać, że do wczoraj byliśmy na etapie poszukiwań zastępstwa za Wrighta, że wciąż poszukujemy wsparcia na rozegraniu, że Garrett i Rocky byli jeszcze do niedawna kontuzjowani. W takiej sytuacji słabsza postawa jest w jakiś sposób wytłumaczalna, a gwizdy były mało zasadne (rozumiem irytację, ale uważam, że można było się wstrzymać). Dlatego proszę, zachowajmy te mocne sposoby okazywania niezadowolenia na sytuacje ekstremalne, które kiedyś, w przyszłości, być może jeszcze nastaną. Nigdy nie wiadomo, kiedy trafią nam się pijackie mordy pokroju Howella i Straighta. Nie stosujmy jednej miary do takich typów i koszykarzy z klasą, z jakimi mamy do czynienia dziś. Obecni na pewno na to nie zasłużyli. Budujmy, nie burzmy, tym bardziej, że o dramat nawet się nie otarliśmy. Wspomniany przeze mnie na początku Sebastian podszedł do mnie po zakończeniu meczu i zapytał, czy protestujemy, bo doping był marny. Przyznałem mu rację- był, i wytłumaczyłem, że taki to był mecz i doping po prostu się nie kleił. Bez cienia protestu i jakiegokolwiek myślenia o nim. Skoro kibicom miał prawo mecz się nie udać, to bądźmy wyrozumiali także dla koszykarzy. Im też pierwsza połowa miała prawo się nie udać. Co nie oznacza, że byłem spokojny i usatysfakcjonowany z jej przebiegu.

Odnośnie wzmocnień. Zakontraktowaliśmy Josepha Taylora, gościa o nazwisku, które zawsze dobrze mi się kojarzyło z koszykówką i mam nadzieję, że to skojarzenie nie zmieni się po tym sezonie. Przychodzi ze słabej drużyny silnej ligi, w której robił niezłe statystyki. Powodem rozstania z poprzednim klubem miały być zaległości finansowe wobec gracza, a nie postawa na parkiecie. Po filmikach widać, że to typ skoczka, który zagrać może na obu pozycjach podkoszowych. Ma być dynamiczny na nogach, a w obronie straszyć blokami. I ma być przeciwieństwem Stutza, czyli jego uzupełnieniem. Mam nadzieję, że się sprawdzi i będzie miał charakter silniejszy od Wrighta, który z racji wyuczonego zawodu raczej wolał rozmawiać niż walczyć. Trzymam kciuki, z nim powinno być łatwiej. Szukamy rozgrywającego. Wielu z nas zostało zelektryzowanych informacją, że mocno zbliżyliśmy się w rozmowach z JBlassem. Przyznaję, po pierwszym niedowierzaniu zacząłem wyobrażać sobie ile ta drużyna zyskałaby na takim transferze i trochę się nakręciłem. Jednak szybko sprowadzono mnie na ziemię i dobrze, bo nie ma co się zbytnio nastawiać na gwiazdy. Jerel jest po prostu dla nas za drogi. Jednocześnie jest bardzo dobra informacja niebezpośrednio płynąca z informacji o negocjacjach, czy też podjętych z nim rozmów. Nawet, jeśli nie stać nas na samego Jerela, bo jest to zawodnik bardzo ceniący sobie swoje możliwości, to i tak trzeba mieć świadomość, że zaoferowaliśmy mu prawdopodobnie bardzo dobre, jak na nasze warunki, pieniądze. Czyli takowe są przygotowane na transfer, co oznacza, że nowy rozgrywający będzie prezentował wysoki poziom. Optymistyczne.

Przed nami wyjazd do Zielonej Góry. Wiadomo, jak trudne to będzie spotkanie. Faworyt jest jeden, murowany, my jedynie możemy pokusić się o sporą niespodziankę. Mam nadzieję, że podejdziemy do tego meczu skoncentrowani, ale też na luzie i pokażemy, że potrafimy powalczyć z najlepszymi również na wyjeździe. Nie ma co zastanawiać się czy Eyenga zagra, czy Stelmet będzie chciał się odkuć po porażce w pierwszym meczu, czy też po meczu pucharowym. Trzeba wyjść, zagrać najlepiej, jak się potrafi i liczyć na ogrom szczęścia.

Tyle na dziś, czekam na dalsze doniesienia z obozu, bardzo ciekaw jestem występu Josepha i transferu rozgrywającego. Kończę, bo widzę, ze zaczynam zapisywać już trzecią stronę. Przydługo dziś, ale przerwa w pisaniu też się przedłużyła.

Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia za tydzień.

Rychu

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."