WIDZIANE Z TRYBUN: Zmienić nastawienie

WIDZIANE Z TRYBUN: Zmienić nastawienie

Witam Was Kochani po dłuuugiej przerwie :)

Ile to już czasu minęło od ostatniego wpisu, ile się pozmieniało, skończył się jeden sezon, dojrzały ogórki, stuknęła trzydziestka, rozpoczął się kolejny, nawet zdążyliśmy rozegrać pierwszy mecz ligowy. Tak zupełnie na marginesie, kończąc 30 lat przypomniałem sobie, że pierwszy raz na meczu byłem 17.04.1999r., czyli ponad 15 temu. Pół życia związany jestem z tym klubem i tymi trybunami. Nieźle! Dobrze się stało, że zostałem wyciągnięty przez przyjaciela na ten pierwszy mecz, bardzo dobrze!

Z pewnością wyszedłem z wprawy w pisaniu, bo zupełnie nie wiem, jak zacząć. Chyba wypada od tego, ze cieszę się, że kolejny sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej jest, że podpisaliśmy dwuletnią umowę z Energą, a także z polską częścią składu, co daje nam gwarancję występów i względny spokój także przy budowaniu kolejnego składu na następny sezon. Dwa lata bez obaw to naprawdę sporo. Jest to bez wątpienia sukces Prezesa Twardowskiego, za co należą mu się podziękowania i gratulacje. Dziękuję i gratuluję Panie Prezesie!

Zakończony niedawno okres przygotowawczy był w pewien sposób wyjątkowy. Nie pamięta, kiedy ostatni raz i czy w ogóle kiedykolwiek przebiegał w tak nieciekawej atmosferze. Bardzo dużo było krytyki, wątpliwości i niezadowolenia z budowanego składu. Najbardziej surowa dotknęła naszego trenera- Dejana Mijatovicia. Nie ukrywam, sam się tej atmosferze poddałem i mam do siebie o to żal, bo negatywnie nastawiłem się do człowieka, którego widziałem jedynie dwa razy w akcji (raz Turniej Prezydenta, raz z Turowem). Poddałem się negatywnym przekazom płynącym gdzieś tam internetowymi szlakami od osób trzecich. Dlatego też każde niepowodzenie, potknięcie, czy zdarzenie losowe podświadomie przypisuję trenerowi. Kontuzje- jego wina, porażka w Zgorzelcu- jego wina, brak przygotowań na stadionie- z pewnością kardynalny błąd. I tak dalej i tym podobne. Nie podoba mi się to u mnie, bo sam sobie odbieram przyjemność, jaką od tylu lat czerpię z koszykówki. Zupełnie bez sensu, przecież to ma być rozrywka i sposób na otwieranie furtek do innych, ważnych elementów w życiu- budowanie relacji, spędzanie wolnego czasu, redukcja stresu, rozwijanie pasji. Nie chcę takiego podejścia już na starcie. Jestem przekonany, że na irytację i krytykę przyjdzie czas, jeśli (oby nie) trener i drużyna sobie na to zasłużą. Póki co mamy jeszcze czas na wstrzymanie się. Chociaż mam świadomość, że Mijatović będzie miał w Słupsku ciężką przeprawę, między innymi ze względu na atmosferę, jaka wokół się wytworzyła. Czy da radę przekonać do siebie sceptyków? Mam wątpliwości, chociaż trzymam za niego mocno kciuki, bo przecież jego sukces, to sukces całej drużyny i klubu, więc także i kibiców. Muszę zresetować swoje podejście i uznać, że dla mnie sezon rozpoczyna się dopiero w sobotę- tak będzie przyjemniej.

Za nami pierwsze starcie w lidze, rywal najtrudniejszy ze wszystkich, drużyna Mistrza Polski grająca u siebie każdorazowo jest wyzwaniem, któremu sprostać jest niezwykle trudno. Naszej drużynie się nie udało, lecz wynik -7 wstydu na pewno nie przynosi. Z pewnością pozostał niedosyt, bo u wielu widzów żywe jest przekonanie, że niewiele zabrakło do wygranej. Gdyby trener nie dostał przewinień, gdybyśmy trochę więcej zebrali piłek, rozgrywający chętniej dzielili się piłką, to pewnie by się udało. To trochę tak nie działa, bo mam wrażenie, ze nawet gdyby Turów nie dostał w prezencie 4 punktów od naszego trenera, to i tak nie jest powiedziane, że przegralibyśmy zaledwie 3, czyli jednym rzutem, czyli mielibyśmy szansę na dogrywkę… O ile pierwszą połowę oglądało się źle, bo gra była niepoukładana, Franklin z Shiloh zabierali zdecydowanie za dużo gry, Polacy robili za wypełniaczy limitów (4 rzuty w sumie przez 20 minut!), to druga nawet mogła się podobać. Był pościg, było wyjście na prowadzenie, akcje kosz za kosz i wbrew pierwszemu wrażeniu uwierzyłem, że można, co wzbudziło u mnie spore emocje.

W następnych meczach liczę na poszerzenie składu, więcej minut i większą odpowiedzialność spoczywającą na Polakach, szczególnie na Tomku i Łukaszu. Oni nam są potrzebni i nie możemy sami sobie ograniczać rotacji. Czekam na powrót na parkiet Kacpra i Miśka, liczę na przebudzenie naszych wysokich zawodników, bo dwie zbiórki w ich wykonaniu to skandal. Na koniec liczę na gorącą atmosferę na trybunach, którą przywitamy naszych graczy w nowym sezonie i pokażemy im jak bardzo nam na wynikach zespołu zależy.

Do zobaczenia w sobotę,

Rychu.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."