WSPOMNIENIA: Jerzy Olejniczak

WSPOMNIENIA: Jerzy Olejniczak "Czarni są również Jego dumą"

Z nieskrywanym żalem przyjęliśmy informację o śmierci Jerzego Olejniczaka, wybitnego trenera koszykówki, wychowawcy młodzieży, odpowiedzialnego za wiele sukcesów basketu nie tylko na terenie Pomorza. Wspólnie z Mirosławem Lisztwanem, wychowankiem trenera Olejniczaka, a także rywalem na ławce trenerskiej, wspominamy tą nietuzinkową postać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jerzy Olejniczak pracował w Słupsku w 1999 roku, kiedy to przybył nad Słupię w najtrudniejszym i najważniejszym momencie dla koszykówki w naszym mieście. Rozpoczynały się play-off wtedy jeszcze drugiej ligi i Czarni mieli ogromne szanse na historyczny awans do elity. Jerzy Olejniczak został trenerem-konsultantem Mirosława Lisztwana i wspólnie z nim wywalczył dla Słupska awans do najwyższej klasy rozgrywkowej.

– Jurek wspierał mnie przede wszystkim od strony mentalnej. Przy tak ogromnej presji, ponieważ awans był niezbędny, by sport w Słupsku nie umarł, nie odczuwałem stresu i czułem się bardzo pewnie. Wszystko dzięki Jurkowi, który pomagał mi na wielu płaszczyznach. Mimo że przegraliśmy pierwszy mecz z Pakmetem Starogard Gdański, to później nie oddaliśmy już żadnego meczu – wspomina Mirosław Lisztwan.

Aktualny asystent trenera Linartasa mając 11 lat zaczynał swoją przygodę z koszykówką, a jego pierwszym szkoleniowcem został właśnie Jerzy Olejniczak, który poprowadził go aż do 20 roku życia.

– Dla każdego zawodnika miał przezwisko. Ja byłem Mały, albo Żaba. Andrzej Komisaruk, znany ze słupskiej Gryfi spiker, był Kominem. Jurek bawił się tymi pseudonimami, wymyślał je, aż do bólu, a wszyscy mieli przy tym kupę śmiechu – uśmiecha się trener Lisztwan.

– Ten człowiek wybił olbrzymie piętno na nas wszystkich, a wprowadził do sportu wiele roczników grup koszykarskich. Zarażał wszystkich swoim entuzjazmem i miłością do basketu. To był nietuzinkowy człowiek, o szerokich horyzontach, który ukształtował nas nie tylko jako sportowców, ale również jako ludzi. Zawsze był dla nas jak drugi ojciec, pomagał we wszystkich sferach życia, zawsze można było na niego liczyć. To człowiek olbrzymiego formatu – podkreśla Mirosław Lisztwan.

Trener Olejniczak całe życie poświęcił koszykówce. U zdolnego rozgrywającego Lisztwana jeszcze w wieku szkolnym dostrzegł cechy, predysponujące do zostania szkoleniowcem. I pielęgnował je, rozmawiając z Mirosławem o szczegółach koszykówki, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami i inspirując go, do tworzenia własnych.

 

– Popchnął mnie do trenerki i ogromnie cieszył się z tego, że w Słupsku powstał tak silny ośrodek koszykarski. To jest również jego duma – mówi Lisztwan.

– Sam był niezwykle sprawny i kochał sport w każdej postaci. Nie mógł zostać koszykarzem, bo był zdecydowanie za niski, ale świetnie radził sobie na parkiecie. Był także gimnastykiem, tenisistą, siatkarzem i piłkarzem. Przede wszystkim kochał jednak koszykówkę i tak potrafił przekazywać wiedzę, że po dwóch miesiącach pracy z nim można było poczynić postępy, jak przez pół roku. Był olbrzymim erudytą, zawsze mówił sensownie i energicznie, wyjaśniając wszelkie wątpliwości tak dokładnie, jak dobry nauczyciel matematyki – wspomina.

– Nigdy nie zapomnę, jak pewnego razu podczas obozu przed 4 rano ktoś zaczął walić w drzwi. Patrzymy, a to Jurek krzyczy, że mamy wszyscy wstawać i idziemy na trening. Mówił, że o każdej porze dnia i nocy musimy być przygotowani do spartakiady, a na niej interesuje go tylko medal. No i zrobił nam rozbiegówkę dookoła stadionu, żebyśmy się obudzili, dał piłki i odbyliśmy normalną rzutówkę – uśmiecha się Mirosław Lisztwan.

– To był prawdziwy przyjaciel. Trener, autorytet, ale nie było między nami dystansu. Nazywaliśmy go Profesorem, był wspaniałym strategiem, „małym Napoleonem”. Zawsze miał mnóstwo pomysłów do realizacji nie tylko na boisku. Odpowiadał za wprowadzenie nowej fali radosnej koszykówki, ale także nie szczędził nowinek defensywnych, gdyż kryliśmy na całym boisku i to nawet zoną, kiedy w innych drużynach nikt o tym nawet nie myślał – dodaje trener Lisztwan.

Jerzy Olejniczak w swojej karierze zdobył dwa brązowe medale (1985-1986) z zespołem Śląska Wrocław. W 1999 roku pomógł w awansie do ekstraklasy Czarnym Słupsk, a w 2003r. wprowadził na najwyższy poziom AZS Koszalin. Odszedł od nas w wieku 68 lat…

Wysłuchał Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."