ZAPOWIEDŹ: Czas napalić w kotle!

ZAPOWIEDŹ: Czas napalić w kotle!

Energa Czarni już w piątek rozegrają jedno z najważniejszych spotkań w sezonie. Kto wygra w pierwszym starciu na słupskim parkiecie, ten będzie już tylko o krok od strefy medalowej. Choć faworytem rywalizacji jest Stelmet, jesteśmy przekonani, że w rozgrzanej do czerwoności Gryfii wsparcie dla naszych koszykarzy będzie bezcenne i szósty zawodnik może przesądzić o wyniku tej serii. Także – na czerwono!

Energa Czarni po pierwszej części ćwierćfinałowej rywalizacji wrócili do Słupska w umiarkowanie dobrych nastrojach. Zrealizowany cel minimum, jakim było wyrwanie zielonogórzanom choćby jednego zwycięstwa na ich parkiecie i tym samym zyskanie przewagi własnej hali, to bardzo dużo, ale nie możemy zapominać, z jak klasową drużyną przychodzi nam się mierzyć.

Po pierwszym spotkaniu, w którym nasi koszykarze wyraźnie zaskoczyli swoich przeciwników agresywną grą, skutecznością, a także heroiczną walką o każdą piłkę na tablicach, nastroje w Słupsku znacząco się poprawiły. Okazało się, że nie taki straszny ten Stelmet, jak go malują. Przed drugim meczem w szeregach zielonogórzan doszło do prawdziwego wstrząsu, bowiem władze klubu, z niejasnych dość powodów zawiesiły na dwa dni lidera nie tylko Stelmetu, ale i MVP całej ligi, Waltera Hodge’a.

Zabieg ten okazał się skuteczny i przyniósł sporo korzyści naszym ćwierćfinałowym rywalom. Zielonogórzanie, bez dominującego i często zbyt indywidualnie grającego Portorykańczyka, zagrali jak prawdziwy zespół, a jak ryba w wodzie czuł się w takim ustawieniu Łukasz Koszarek, który potwierdził, że jest najlepszym polskim rozgrywającym. Role się odwróciły i to Stelmet przez całe spotkanie dość wysoko prowadził, w końcówce odpierając silne ataki słupszczan.

– Czy zabrakło nam sił? Nie, zdecydowanie bardziej zabrakło nam determinacji, niż sił. Kto wie, co się dzieje w głowach moich zawodników, nie wiem dlaczego tak się stało. Ogólnie jestem zadowolony z wyniku 1:1 po meczach w Zielonej Górze, ale z naszej gry w spotkaniu numer dwa już nie – mówi trener Andrej Urlep.

Najważniejszą wiadomością przed przeniesieniem rywalizacji na parkiet Hali Gryfii jest to, że Walter Hodge powrócił już do zespołu, wznowił treningi i ma zagrać w kolejnych spotkaniach. Tylko teraz w zielonogórskim klubie liczą zapewne na to, że ich lider nie będzie już tak często łamał zagrywek i podporządkuje się taktycznej dyscyplinie, w której tak świetnie radzi sobie Koszarek. Jednak nawet gdyby tak się nie stało, Hodge to piekielnie niebezpieczny zawodnik, którego wpływ na grę zespołu jest ogromny. Czasem jednak, bywa on negatywny i obyśmy właśnie takiego Hodge’a oglądali już w piątek.

Mecz numer dwa pokazał również, że poza Hodge’em, Koszarkiem i Hosley’em w Stelmecie nie brakuje ofensywnych możliwości. Przebudził się Kamil Chanas, który groził rzutem z niemal każdego miejsca na boisku, a pod tablicami bezkonkurencyjny był Oliver Stević. Przypomniał o sobie również Mantas Cesnauskis, a zza łuku potwierdził swoje umiejętności Łukasz Seweryn. Energa Czarni nie mogą więc skupić się na jednym czy dwóch graczach, ponieważ nawet wyłączenie z gry liderów nie zagwarantuje im wygranej. Kluczem będzie – podobnie jak w meczu numer 1 – zespołowa i bardzo agresywna obrona, a także determinacja w walce o zbiórki. Jeśli do tego wszystkiego dołączymy gorącą atmosferę w słupskim kotle, lokomotywa Energa Czarni pełną parą ruszy w stronę półfinału.

Spotkanie nr 3 między Energą Czarnymi a Stelmetem rozegrane zostanie w piątek 3 maja o godz. 18:00 w Hali Gryfia. Bezpośrednią transmisję z meczu przeprowadzi TVP Sport.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."