2017-02-26 12:40
Anwil Włocławek

69

Włocławek

63

Energa Czarni
Słupsk
  • 19:14 1kw
  • 12:23 2kw
  • 23:15 3kw
  • 15:11 4kw
nr zawodnik pkt czas eval
0 Toney McCray 8 20:46 13
2 Rafał Komenda 0 DNP 0
4 Nemanja Jaramaz 12 31:24 9
8 Michał Chyliński 5 28:25 -1
9 Kamil Łączyński 14 26:35 15
11 Fiodor Dmitriew 0 16:59 1
13 Josip Sobin 13 29:21 26
15 James Washington 7 13:25 4
29 Paweł Leończyk 10 25:06 11
32 Kacper Młynarski 0 07:59 1
33 Bartosz Matusiak 0 DNP 0
Suma 69 200:00 79
nr zawodnik pkt czas eval
3 Przemysław Fuks 0 DNP 0
8 Piotr Dąbrowski 0 20:14 1
9 Łukasz Seweryn 0 DNP 0
10 Andrzej Urban 0 DNP 0
11 Marcus Ginyard 11 30:13 16
14 Anthony Goods 7 34:38 11
22 Mantas Cesnauskis 4 23:56 2
25 Dawid Rypiński 0 DNP 0
33 Grzegorz Surmacz 16 35:50 14
40 Chavaughn Lewis 9 21:05 4
45 David Kravish 16 34:04 24
Suma 63 200:00 72

Energa Czarni mocno postraszyli faworytów we Włocławku, gdzie wynik meczu rozstrzygnąć musiały ostatnie minuty. Niestety w końcówce zabrakło nam sił na dobrą obronę i precyzyjny atak, co dobrze wykorzystał Anwil, wygrywając 69:63.

Po trójce Mantasa Cesnauskisa prowadziliśmy już 7:2 i mocnym wejściem w mecz pokazaliśmy gospodarzom, że mimo sporych problemów z rotacją, będziemy dla nich godnym rywalem. Aktywna gra Tony’ego McCray’a pozwoliła Anwilowi wyjść na prowadzenie, ale w drugiej kwarcie to my przejęliśmy to spotkanie.

Rewelacyjnie grał Marcus Ginyard, wtórował mu Grzegorz Surmacz i po kolejnych skutecznych akcjach budowaliśmy swoje prowadzenie. Bardzo dobrze funkcjonowała nasza gra w obronie, słupszczanie walczyli o każdą piłkę. Niestety szybko w problemy z faulami wpadł Cesnauskis, przez co trener Stelmahers miał jeszcze trudniejsze zadanie z rozsądnym rotowaniem zaledwie siódemką graczy.

Zaraz po przerwie po trójce Surmacza i wejściu pod kosz Lewisa wygrywaliśmy już 46:35. Niestety dwa rzuty z dystansu z rzędu Jaramaza pozwoliły wrócić włocławianom do gry i ponownie byliśmy świadkami bardzo wyrównanego meczu – już do jego ostatnich minut. Na kapitalne zagrania Goodsa z Kravishem trener Milicić odpowiedział przesunięciem akcentów w ataku pod kosz, gdzie dobrze grali Sobin i Leończyk.

Na ostatnim prowadzeniu w tym spotkaniu byliśmy na 4 minuty przed końcem, kiedy to z półdystansu nie pomylił się Goods. Kluczowy okazał się powrót na boisko Kamila Łączyńskiego, który zmieniając chaotycznego Washingtona tchnął w grę Anwilu nową energię. To właśnie jego 6 punktów z rzędu w dwóch akcjach dały włocławianom prowadzenie w końcówce 66:59. Gdy zbliżyliśmy się jeszcze do rywali na zaledwie trzy punkty, trójki na remis nie trafił Cesnauskis i musieliśmy pogodzić się z przegraną.

– Zabrakło nam trochę sił w drugiej połowie. Cieszyło nas prowadzenie po pierwszych dwóch kwartach, ale mieliśmy świadomość, że Anwil ma znacznie większe rezerwy od nas i na dodatek otrzyma wsparcie od swoich kibiców – mówił w pomeczowym wywiadzie Grzegorz Surmacz. – Popełniliśmy kilka prostych błędów, nie zebraliśmy kilku piłek, Kamil Łączyński trafił ważną trójkę i to nas złamało. Dopóki były siły, była bardzo dobra obrona, ale gdy ich zabrakło pogubiliśmy się i daliśmy rywalom szanse na łatwe punkty – dodał Surmacz.

Naszym najlepszym zawodnikiem był David Kravish, który doskonale korzystał z części z 9 asyst Anthony’ego Goodsa, notując na swoim koncie 16 pkt. i 12 zb. Tyle samo punktów uzbierał Grzegorz Surmacz, bardzo wszechstronnie zaprezentował się Marcus Ginyard, autor 11 pkt., 5 zb., 4 prz. i 3 as. Wśród gospodarzy 14 pkt. i 5 as. miał Łączyński.

Anwil – Energa Czarni 69:63 (19:14, 12:23, 23:15, 15:11)

Anwil: Łączyński 14, Sobin 13, Jaramaz 12, Leończyk 10, McCray 8, Washington 7, Chyliński 5, Dmitriew, Młynarski.

Energa Czarni: Kravish 16 (12 zb.), Surmacz 16, Ginyard 11, Lewis 9, Goods 7 (9 as.), Cesnauskis 4, Dąbrowski.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."