• : 1kw
  • : 2kw
  • : 3kw
  • : 4kw

Od początku spotkanie w Lublinie układało się podobnie, do meczów, które mamy już za sobą – dobry początek rywali i trudna pogoń Energi Czarnych. Tym razem nasi koszykarze, jak ujął to jeden z bohaterów meczu Mantas Cesnauskis, przepchnęli mecz i w samej końcówce wyrwali zwycięstwo 66:63.

Ekipa trenera Robertsa Stelmahersa prowadziła po pierwszym rzucie Łukasza Seweryna 2:0 i było to ostatnie prowadzenie aż do 34. minuty! Gospodarze szybko zanotowali serię 10:0 i przejęli kontrolę nad meczem – dobrze grali Stefan Balmazović, który umiejętnie wymuszał nasze faule, a nie do zatrzymania pod koszem był Brandon Peterson. Nasi koszykarze byli jakby zagubieni, brakowało ich w grze „pazura” Czarnej Pantery i tylko rzuty z dystansu Mantasa Cesnauskisa trzymały nas w grze.

Po zmianie stron wydawało się, że Energa Czarni nie zagrają już słabiej i rzucą się do odrabiania strat. Tymczasem kolejna, siedmiopunktowa seria Startu dała mu najwyższe w meczu prowadzenie 41:27. Na szczęście błyskawicznie dwiema trójkami odpowiedział Cesnauskis, dodał wiary swoim kolegom i wróciliśmy do gry. Najlepiej zareagował na to Justin Jackson, który rozgrywał swój najlepszy mecz w sezonie. Zbierał, blokował i zdobywał punkty spod kosza, grając niemal dokładnie tak, jak w końcówce ubiegłego sezonu. Tym samym przed decydującą kwartą mieliśmy już tylko 7 pkt. straty.

Po akcji 2+1 Jacksona i trójce Łukasza Seweryna w końcu odzyskaliśmy prowadzenie (52:51). Mecz bardzo się wyrównał i każda akcja mogła być na wagę zwycięstwa. Bezbłędny na linii rzutów wolnych Balmazović sprawiał nam wiele problemów, ale sprawy w swoje ręce wziął nie kto inny, jak Jerel Blassingame. Trzy celne rzuty w trzech kolejnych akcjach naszego lidera dały nam niewielką, ale trzypunktową zaliczkę, której już nie wypuściliśmy z rąk. Niezwykle ważne rzuty trafiali też Jackson i Cesnauskis (6/9 za 3!), a w kluczowej akcji spotkania (na 15 sek. przed końcem) nasz środkowy nie pomylił się spod kosza po dobrym podaniu Ginyarda.

- Czasami tak się zdarza, że mecz trzeba po prostu „przepchać”, dziś nam się to udało. Wszyscy doskonale widzą, że nie gramy swojej koszykówki, nie jesteśmy w formie. Lublin postawił nam bardzo trudne warunki, cały czas musieliśmy gonić rywali, ale i tak wygraliśmy. Dlatego też to było dla nas bardzo ważne zwycięstwo. Wcześniej narobiliśmy wstydu przegrywając dwa mecze u siebie, teraz czekamy na nowego zawodnika i damy z siebie wszystko, by wygrać z Anwilem – mówił bohater spotkania Mantas Cesnauskis

TBV Start – Energa Czarni 63:66 (18:15, 16:12, 14:14, 15:25)

TBV Start: Balmazović 18, Peterson 16, Małecki 8, Jankowski 8, Grzeliński 5, Trojan 4, Ciechociński 2, Dłoniak 2, Pelczar, Kowalski.

Energa Czarni: Cesnauskis 18, Jackson 15 (11 zb., 4 bl.), Blassingame 11 (9 as.), Seweryn 8, Kravish 6, Ginyard 4, Dąbrowski 3, Surmacz 1 (6 zb.), Jarmakowicz.

Mateusz Bilski

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."