2017-02-12 18:00
Energa Czarni

89

Słupsk

58

TBV Start Lublin
Lublin
  • 22:12 1kw
  • 25:19 2kw
  • 25:11 3kw
  • 17:16 4kw
nr zawodnik pkt czas eval
3 Przemysław Fuks 0 01:34 0
8 Piotr Dąbrowski 7 18:38 7
10 Andrzej Urban 0 DNP 0
11 Marcus Ginyard 13 25:22 19
14 Anthony Goods 12 25:05 12
22 Mantas Cesnauskis 16 28:06 18
24 Nino Johnson 6 16:21 12
25 Dawid Rypiński 2 02:58 1
33 Grzegorz Surmacz 12 32:10 13
40 Chavaughn Lewis 11 30:05 8
45 David Kravish 10 19:41 19
Suma 89 200:00 109
nr zawodnik pkt czas eval
7 Nick Covington 14 18:46 6
9 Doug Wiggins 9 25:09 7
10 Łukasz Bonarek 0 11:40 1
12 Paweł Kowalski 4 17:16 0
15 Bartosz Ciechociński 5 22:39 6
21 Stefan Balmazović 8 26:14 11
22 Jarosław Trojan 5 18:43 5
24 Mateusz Dziemba 0 16:14 4
25 Jakub Dłoniak 11 27:48 10
32 Nick Kellogg 2 15:31 -1
33 Bartłomiej Pelczar 0 DNP 0
Suma 58 200:00 49

Energa Czarni wygrali czwarty mecz z rzędu, tym razem w pokonanym polu pozostawiony został TBV Start Lublin. Nasi koszykarze prowadzili przez 39 minut i 58 sekund, nasze wysoka przewaga nawet przez chwilę nie była zagrożona i ostatecznie zwyciężyliśmy aż 89:58. Naszym najlepszym strzelcem był Mantas Cesnauskis, który trafił 6 z 7 rzutów z gry i uzbierał 16 pkt.

Już po niecałych trzech sekundach prowadziliśmy 3:0 po świetnej akcji 2+1 Grześka Surmacza. Nasi zawodnicy niemal się nie mylili i już po trzech minutach przy 9:0 o czas prosić musiał trener gości David Dedek. Nie tylko skuteczność była naszym atutem, ponieważ nasz dobry atak czerpaliśmy z jeszcze lepszej defensywy, która przynosiła przechwyty i zbiórki. Po drugiej stronie odpowiadał jedynie Stefan Balmazović i prowadziliśmy już 15:5, w pełni kontrolując wydarzenia na parkiecie.

Dziesięciopunktowe prowadzenie (22:12) po pierwszej kwarcie długo się utrzymywało, choć mecz wciąż toczył się w naszym tempie. Świetne wejście zanotował Anthony Goods, ale po drugiej stronie swoje rzuty zaczęli trafiać Dłoniak i obwodowi Amerykanie Startu. Dwa razy z rzędu z dystansu nie pomylił się nasz niezawodny Mantas i w końcu powiększyliśmy prowadzenie do 39:23. Swoimi kolejnymi dobrymi akcjami nasze ataki napędzał Goods i przed przerwą wygrywaliśmy pewnie 47:31.

Po zaledwie minucie trzeciej kwarty nasza przewaga przekroczyła już 20 punktów – było 52:31 po trójce Mantasa i wjeździe pod kosz Lewisa. Świetny moment zanotował też David Kravish, ale to po kolejnej trójce Mantasa i rzutach Nino Johnsona i Grześka Surmacza w połowie kwarty prowadziliśmy już 67:38. Co prawda spokój na chwilę zaburzył przypadkowy faul Nino Johnsona podczas walki o zbiórkę, co wywołało lawinę przewinień technicznych. Szybko emocje rozładował następnym rzutem zza łuku Surmacz i od tego momentu już nic nie miało prawa się wydarzyć, pewnie zmierzaliśmy po czwarte zwycięstwo z rzędu.

W końcówce na parkiecie pojawili się nasi wychowankowie, Dawid Rypiński i Przemysław Fuks. Pierwszemu z nich udało się zdobyć 2 pkt., przechwycić dwie piłki oraz zebrać po ostatnim rzucie Wigginsa.

- Nasi kibice zasłużyli na to zwycięstwo, bardzo długo czekaliśmy na właśnie taki mecz, na pewne i wysokie zwycięstwo na własnym parkiecie. Dotychczas zdarzało nam się tracić punkty w końcówkach, tym razem dalej graliśmy dobrze w obronie, wiele nam się udawało – mówił trener Roberts Stelmahers.

- Zagraliśmy tak, jak chcemy grać przez cały sezon. Dobrze w ataku i w obronie, oby tak dalej. Teraz chwilę odpoczniemy, wyleczymy kontuzje, może już wróci Łukasz Seweryn i poprawi naszą rotację, po czym jedziemy do Włocławka po zwycięstwo – zapowiada Mantas Cesnauskis.

Mateusz Bilski 

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."