2017-04-15 18:00
Energa Czarni

84

Słupsk

77

King Szczecin
Szczecin
  • 20:8 1kw
  • 15:20 2kw
  • 14:17 3kw
  • 18:22 4kw
  • 17:10 1d
nr zawodnik pkt czas eval
3 Przemysław Fuks 0 DNP 0
6 Marcin Wysocki 0 DNP 0
8 Piotr Dąbrowski 3 22:05 4
9 Łukasz Seweryn 4 09:43 4
11 Marcus Ginyard 16 34:30 20
14 Anthony Goods 13 27:41 10
17 Dallin Bachynski 3 08:45 3
22 Mantas Cesnauskis 4 22:47 2
25 Dawid Rypiński 0 DNP 0
33 Grzegorz Surmacz 16 38:48 17
40 Chavaughn Lewis 16 33:16 13
45 David Kravish 9 27:25 16
Suma 84 200:00 89
nr zawodnik pkt czas eval
5 Michał Nowakowski 4 21:51 8
6 Russell Robinson 16 38:20 14
7 Marcin Dutkiewicz 2 24:33 0
11 Paweł Kikowski 29 32:30 25
12 Maciej Majcherek 0 DNP 0
15 Szymon Łukasiak 4 09:37 5
30 Jakub Garbacz 0 05:53 -2
33 Robert Skibniewski 6 32:08 2
42 Zach Robbins 2 29:07 6
43 Travis Releford 14 31:01 15
67 Zane Knowles 0 DNP 0
Suma 77 200:00 73

Energa Czarni znowu to zrobili – zgotowali swoim kibicom prawdziwy, zakończony happy endem dreszczowiec. Po dogrywce nasi koszykarze pokonali King Szczecin 84:77, mimo że na dodatkowe pięć minut mieliśmy do dyspozycji tylko szóstkę zawodników. Po takim zwycięstwie święta na pewno będą wesołe!

Zaczęliśmy świetnie, głównie za sprawą Grzegorza Surmacza, który w pięć minut zdobył 10 pkt. Po rzucie Davida Kravisha prowadziliśmy nawet 18:4, ale Energa Czarni już nas przyzwyczaili do tego, że jakiej przewagi byśmy nie mieli, nerwowa i zacięta końcówka zawsze jest możliwa. Nie inaczej było tym razem, ponieważ zaledwie 18% skuteczności Kinga z pierwszej kwarty musiało prędzej czy później zostać przez jego zawodników poprawione.

Sygnał do ataku dał Travis Releford w połowie drugiej kwarty, gdy szybko zdobył 6 pkt. i prowadzenie Energi Czarnych zmalało do 33:26. Z każdą kolejną minutą, także po zmianie stron, goście się rozkręcali i uwierzyli w swoją szansę w Słupsku. Nasi koszykarze mieli z kolei sporo problemów z konstruowaniem akcji, często też popełniali niepotrzebne faule, które bezlitośnie na punkty zamieniali z linii rzutów wolnych Paweł Kikowski i Russell Robinson.

W połowie czwartej kwarty wydawało się, że opanowaliśmy sytuację, po tym jak z dystansu trafili Lewis, Surmacz i Ginyard. Energa Czarni na pięć minut przed końcem prowadzili 62:53, ale jak się okazało, nie była to bezpieczna przewaga. Kilka minut niemocy z obu stron przełamali z linii wspomnieni obwodowi Kinga, a po trójce Robinsona było już tylko 62:61. Z czterech rzutów wolnych Anthony Goods pomylił się przy ostatnim, co świetnie wykorzystał Kikowski – niemal równo z końcową syreną doprowadził do dogrywki.

W niej klasą sam dla siebie był Goods, który jakby chciał naprawić swój błąd z końcówki czwartej kwarty i zamazać ogóle złe wrażenie z całego meczu. Nasz rzucający wszystkie swoje 13 pkt. zdobył w ostatnich 16 sekundach czwartej kwarty i dogrywce. Trójkę trafił także Łukasz Seweryn, który musiał zastąpić kontuzjowanego (skręcony staw skokowy) Mantasa Cesnauskisa. Wcześniej za pięć fauli boisko opuścić musieli Lewis i Kravish, ale mimo tak ograniczonej rotacji nasi koszykarze poradzili sobie z ambitnymi rywalami. Zwycięstwo 84:77 przypieczętował rzutem wolnym Seweryn.

Energa Czarni 84:77 King Szczecin  (20:8, 15:20, 14:17, 18:22, d. 17:10)

Energa Czarni: Lewis 16, Ginyard 16 (9 zb., 5 as.), Surmacz 16 (7 as.), Goods 13 (5 as.), Kravish 9 (11 zb.), Cesnauskis 4, Seweryn 4, Dąbrowski 3, Bachynski 3.

King: Kikowski 29, Robinson 16, Releford 14, Skibniewski 6, Nowakowski 4, Łukasiak 4, Robbins 2, Dutkiewicz 2, Garbacz.

Newsletter

Zapoznałem się z regulaminem i wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych."